piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 16


        Po wyjściu Rose próbowałam się jakoś pozbierać, przecież nie mogłam tak pokazać się światu, bez makijażu z opuchniętymi od płaczu powiekami i tłustymi włosami. O NIE! To nie styl Julki Makowskiej! Wypłakałam wystarczająco dużo łez, teraz trzeba doprowadzić się do porządku i z podniesioną głową stawic czoło całej tej nieprzyjemnej sytuacji. Nie oznacza to, że wybaczę Zaynowi to co zrobił, czy to co próbował zrobić, ale na pewno nie będę się nad sobą użalać. Postanowione.
       Rosie obiecała, że nikomu nie powie co wydarzyło się poprzedniego wieczoru, a kto jak kto ale moja przyjaciółka potrafi dochować największych sekretów. Pamiętam jak kiedyś w 2 klasie, zakradłyśmy się do pokoju Maciusia i ,,pożyczyłyśmy” sobie jego figurki super bohaterów. Hah...skończyło się tak, że Spiderman stracił rękę i nogę a Batman został bez głowy. Oczywiście nie przyznałyśmy się do tego, ,,szczątki” herosów podrzuciłyśmy naszemu pieskowi Malibu, a co więcej byłyśmy głównymi dowodzącymi w śledztwie dotyczącym ,,tajemniczej” śmierci bohaterów. Byłyśmy tak wiarygodne, że Maciek do tej pory nie ma zielonego pojęcia co tak naprawdę przytrafiło się jego figurkom. Jednak teraz sprawa jest nieco poważniejsza. Teraz muszę mieć nadzieję, że Zayn się nikomu nie wygada, bo naprawdę wolałabym żeby wiadomość o tym ,,zajściu” nie doszła do Liama a tym bardziej do mojego brata.
       Te oto rozmyślania zajmowały moją głowę, gdy przerzucałam ciuchy w szafie szukając czegoś stosownego do ubrania. Nagle drzwi mojego pokoju się otworzyły i w progu pojawił się Maciek.
- O rany boskie! - krzyknął na powitanie – jak Ty wyglądasz?
- dzięki braciszku, naprawdę podniosłeś mnie na duchu. - posłałam mu złowrogie spojrzenie.
- Płakałaś? - zapytał patrząc w moje zaczerwienione paczadła.
- Nie...nie...to tylko...pyłek wpadł mi do oka. - uśmiechnęłam się.
- Ahhaa chyba z kilo pyłków. Julka ja pytałem poważnie, co się stało? - podszedł i mnie przytulił. ,,Poważnie” od wczorajszego wieczoru szczerze nienawidzę tego słowa. - a rano nie chodziło o złe samopoczucie prawda?
- Naprawdę nie masz powodu do zmartwień, wszystko jest w porządku, po prostu musiałam pobyć trochę sama i przemyśleć kilka spraw. - wtuliłam się w niego mocno, on natomiast pogłaskał mnie po głowie i pocałował w czułko.
- No dobrze, powiedzmy, że Ci wierzę, ale jeśli ktokolwiek kiedykolwiek Cię skrzywdzi i ja się o tym dowiem, to koleś już nie żyje. - powiedział mój braciszek. Dobrze o tym wiedziałam, właśnie dlatego wolę o niczym mu nie mówic. Nie wiadomo co mógłby zrobić Zaynowi, mimo że to jego kumpel.
- A teraz mógłbyś wyjść, bo chciałabym się przebrać. - zwróciłam się do niego stanowczym tonem.
- Jasne, ale gdybym miał coś zaproponowac... - spojrzał na zawartość mojej szafy – to na Twoim miejscu ubrałbym to , bardzo sexy bluzeczka! - uśmiechnął się znacząco.
- oj zmykaj już! -zaśmiałam się i praktycznie wypchnęłam go za drzwi.
Po dłuższym namyśle postąpiłam zgodnie z jego radą. Choc nie miałam nawet ochoty wychodzić z domu, stwierdziłam, że dla własnego, dobrego samopoczucia mogłabym wyglądac ładnie.
Schodząc na dół usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Tak, to ten dźwięk, który od jakiegoś czasu wywołuje u mnie panikę. Spojrzałam na ekran. Oczywiście nie było dla mnie zaskoczeniem, że numer jest zablokowany...
,,Rodziny się nie wybiera,
ale przyjaciół już tak.”

         Przystanęłam i chyba jakieś 5 razy przeczytałam treść sms'a. Kompletnie nie rozumiałam o co może chodzic...dopóki nie weszłam do salonu.
- Co ona tutaj robi?! - wydarłam się do Kate, gdy tylko zobaczyłam ją uradowaną i chichoczącą na kanapie z …
- Cześc Juleczko! Co za miłe spotkanie! - odezwała się do mnie ruda.
    ...z Chole.
- O co Ci chodzi? Twoja matka powiedziała, że mogę przyprowadzac koleżanki.- odparła blondyneczka.
- Jeśli chcesz przyprowadzac TAKIE koleżanki to upewnij się najpierw, że nie ma mnie w domu!!!
- Nie będziesz mi rozkazywać! Pamiętaj słonko jestem starsza! - zrobiła słodką minkę.
- Tak! Jesteś starsza o rok i ciężarna – zaśmiałam się – ale to jest mój dom! A ja nie życzę sobie w nim wizyt takich suk! Mimo że jedną już muszę tolerować. - nie wytrzymałam, właściwie nie wiem dlaczego tak na nią naskoczyłam, po prostu emocje wzięły górę, nie potrafiłam się opanować.
- Jedyną suką w tym pokoju jesteś Ty! - wrzasnęła Kate.
- Ciekawe czy Liam zna Cię tak dobrze? Ahhh no tak przecież to tylko kolega, jak ja mogłam Ci uwierzyć w ten teatralny pocałunek. - powiedziała z ironią w głosie Chole.
- Widocznie nie jesteś zbyt bystrą osóbką. A poza tym wiem co się pomiędzy wami stało i nie myśl, że pozwolę Ci go skrzywdzić ponownie. - odparłam po czym wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Nie wiedziałam dokąd mam iść, gdzie się podziać. Wiedziałam jedno, że nie chce tam wracać a nie znam nikogo w Londynie...

         Po kilku minutach stałam już przed drzwiami domu obok, domu numer 6, domu najpopularniejszego boybandu w Wielkiej Brytanii. Co tam robiłam? Nie wiem. Po prostu nie chciałam być sama.
Drzwi otworzył mi nie kto inny jak... Zayn...
Mogłam się tego spodziewać. Dlaczego zawsze on musi otwierac drzwi??? Jest jakimś kamerdynerem czy co???
Stałam jak wryta, zresztą Zayn też nie był zachwycony moim widokiem. Nie mogłam powiedzieć ani słowa. Po prostu stałam i łzy zaczęły napływac mi do oczu. Myślałam, że jestem silniejsza i nawet jak go zobaczę, nie zrobi to na mnie żadnego wrażenia. Jednak się myliłam. Czułam się skrępowana, cały czas się na mnie gapił a ja w dodatku założyłam przezroczystą bluzkę, którą doradził mi Maciek. Żadne z nas nie odezwało się słowem, już miałam odchodzić, zrobiłam krok w tył gdy nagle Zayn otworzył szerzej drzwi i ruchem ręki wskazał, że mogę wejść. Zawachałam się ale wzięłam głęboki oddech i zupełnie obojętnie (przynajmniej tak miało to wyglądac) przeszłam koło niego.
- Julka... - usłyszałam za sobą rozżalony głos chłopaka. Odwróciłam się i posłałam mu spojrzenie mówiące ,, nie mamy o czym rozmawiać Malik”.
Nagle w korytarzu pojawił się Nialler.
-Cześć Julcia! - powiedział zadowolony – Fajnie, że nas odwiedziłaś! Chodź, wszyscy są w ogrodzie. - pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do reszty towarzystwa. Zayn wyprzedził nas, szybko wyszedł do ogrodu i zajął miejsce na leżaku.
- Zobaczcie kogo tu mam! - krzyknął Blondasek, gdy tylko stanęliśmy w drzwiach od tarasu.
- Julka!!!??? - krzyknęli równocześnie Rose i Harry.
- Nie, Angelina Jolie. Wiem, że wyglądam jak wrak człowieka ale nie musicie się aż tak dziwic. - powiedziałam trochę zirytowana ich zachowaniem. Wszyscy spojrzeli na mnie a Nialler zrobił przerażoną minę i teatralnym krokiem zaczął się ode mnie odsuwac.
- Obawiam się, że ten kociak gryzie. – powiedział, próbując rozluźnic atmosferę.
Nagle zauważyłam, że w basenie wraz z Hazzą pływa Liam. Cóż pogoda nie była idealna na kąpiel, zwłaszcza, że Li jeszcze niedawno był chory...
Ja naprawdę nie chciałam być wredna.
- Payne! - krzyknęłam podchodząc do basenu tak blisko jak się dało. - Możesz mi powiedzieć co Ty wyprawiasz? - zrobiłam pozę jak ciotka-zrzęda.
- Eee pływam... nie widać. - odpowiedział chłopak podobnym tonem do mojego.
- Czy mam Ci przypomnieć, że jeszcze niedawno, a właściwie...wczoraj, leżałeś chory w łóżku?! I z tego co pamiętam to bardzo potrzebowałeś niańki a dzisiaj co? Nagle jesteś zdrowy? Wyłaź stamtąd!
- Dobrze mamusiu! A może pomożesz mi wyjść? - wyciągnął swoją mokrą rękę w moją stronę i zrobił ten swój uśmieszek. Zaśmiałam się pod nosem na wspomnienie naszej ostatniej kąpieli.
- Lepiej nie. Historia lubi się powtarzac. - zaczęłam się śmiać. Cała reszta patrzyła na nas jak na wariatów. I właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie, że Liam jest jedyną osobą, która potrafi mnie rozbawić gdy jestem wściekła na cały świat. A co więcej nic sobie nie robi z moich humorków.
Tatusiek wyskoczył z basenu i stanął cały mokry dosłownie przed moim nosem. Spojrzał mi w oczy a ja speszona opuściłam głowę, ale natychmiast ją podniosłam, bo wyglądałoby jakbym przyglądała się jego mokrej klacie i...reszcie ciała. :p
- To teraz mów co się stało. - powiedział poważnym tonem nadal nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Skąd wiesz, że coś się stało? - zrobiłam maślane oczka.
- Bo już trochę zdążyłem Cię poznac i wiem, że nie wściekasz się bez powodu. - Li uśmiechnął się i chwycił mnie prawą dłonią w talii. Czułam na sobie spojrzenia całej ekipy a zwłaszcza Malika. Przeszył mnie dziwny dreszcz.
- No Ty akurat sobie zasłużyłeś na... - nie zdążyłam dokończyć zdania, bo nagle Hazza pociągnął Liama za nogę, natomiast Payne przechylając się złapał mnie mocno przez co oboje wylądowaliśmy w wodzie.
- Ssstttyyyyllleeessss!!!! - wrzasnęliśmy po wynurzeniu. Harry szybko wyskoczył i zaczął uciekać w popłochu, przy czym prawie zgubił majtki. My natomiast dostaliśmy takiej głupawki, że z trudem udało nam się opanować. I tak, znów byłam cała mokra a moja przezroczysta bluzka zmieniła się w mokrą, przezroczystą bluzkę...koszmar. Dlaczego w ogóle posłuchałam brata?
- Rzeczywiście miałaś rację, historia lubi się powtarzac. - powiedział Mr. Payne po czym wyskoczył z basenu i podał mi pomocną dłoń. - chodź, dam Ci coś na przebranie.
- Nie, spokojnie, zaraz wyschnę. Tylko...jeśli mogłabym prosic o jakąś bluzę? - powiedziałam ze słodkim uśmiechem na twarzy. Nie miałam zamiaru paradować w tym stroju przed Malikiem.
- Jasne. - odparł chłopak i ruszył w kierunku domu. Ja natomiast zajęłam miejsce na leżaku obok Rozalki i Harrego a właściwie między nimi a Zaynem. Oczywiście nie obyło się bez miliona pytań do Julki o to dlaczego była taka wściekła i o co chodziło z powtarzającą się historią i tak dalej.
Wreszcie pojawił się Liam, który uratował mnie od udzielania odpowiedzi na te wszystkie pytania. Przynajmniej tak myślałam.
- Zdajesz sobie sprawę, że już jej nie odzyskasz? - zapytałam gdy Payne wręczył mi swoją szarą bluzę.
- Nie, ale nie mam nic przeciwko. Wyglądasz w niej o wiele lepiej niż ja. - odparł z uśmiechem. - no to teraz mów.
- Ale co?
- No wiesz, wszyscy jesteśmy ciekawi co było przyczyną Twojego zachowania. - powiedział.
- Julka możemy pójść na spacer, chciałbym z Tobą porozmawiać? - wtrącił się Harry.
- Jasne, ale nie możemy rozmawiać tu?
- Nie. Chyba, że odpowiada Ci moja sypialnia. - odparł Styles dziwnie poruszając brwiami.
- Ej bo będę zazdrosna! - powiedziała Rosie robiąc naburmuszoną minę.
- Kocham Cię skarbie. - Mr.S posłał jej buziaka.
- No dobrze. - zgodziłam się na jego propozycję. - tylko nie mów, że to będzie ,,poważna” rozmowa. - dodałam śmiejąc się pod nosem. Na te słowa Zayn zareagował bardzo gwałtownie. Nagle wstał i wyszedł trzaskając drzwiami.
- A temu co jest? - odezwał się zdezorientowany Liam. Rose spojrzała na mnie, mimo że wiedziała o wszystkim była zaskoczona zachowaniem Zayna. Tak jak my wszyscy.
Wyszliśmy z Harrym z domu i skierowliśmy się w stronę pobliskiego parku. Nie wiedziałam dlaczego nie chce rozmawiać w domu. W bluzie Liama wyglądałam jakbym nie miała nic pod spodem, bo sięgała mi do połowy uda i całkowicie zakrywała spodenki. Ludzie będą mieli się z czego śmiać :p
- Dobra Harry, po co mnie tu przyprowadziłeś? - zapytałam już trochę zdenerwowana.
- Słuchaj Julka, wiem co się stało pomiędzy wami...to znaczy między Tobą a Zaynem. - powiedział Styles z powagą w głosie.
- Coo? Rose Ci powiedziała?
- Nie, nie. Zayn. - szybko udzielił odpowiedzi Harry.
- A mówisz mi o tym bo...
- Bo widzę, że w jego towarzystwie czujesz się nieswojo, zresztą oboje zachowujecie się jakbyście się nie znali, może spróbuj z nim pogadać. Ja wiem, że postąpił źle i nie mam zamiaru go usprawiedliwiac ale zrozum to jest mój kumpel i wiem, że na pewno nie chciał Cię skrzywidzic. Jemu naprawdę na Tobie zależy Jula, może daj mu szansę... - powiedział i spojrzał na mnie.
- Harry, czy Ty słyszysz o co mnie prosisz?! - zapytałam podniesionym tonem a w moich oczach pojawiły się łzy. - myślisz, że po tym wszystkim tak po prostu podejdę do niego i wyciągnę rękę na zgodę. O nie! Nie będę rozmawiała z człowiekiem, który prawie mnie zgwałcił!
- Nie chciałem żeby tak to zabrzmiało. Po prostu powinniście wyjaśnic sobie kilka spraw i oczyścić tą napięta atmosferę.
- Przepraszam, ja... nie jestem na to gotowa, jeszcze nie teraz. - łza popłynęła po moim policzku na wspomnienie tamtego wieczoru.
- Rozumiem. - powiedział Hazza i mnie przytulił.
- Harry tylko błagam Cię, nikt nie może się o tym dowiedzieć.
- Spokojnie, nikomu nie powiem. - odparł. Powoli zaczęliśmy wracać do domu.
Gdy przyszliśmy Zayn ponownie siedział z resztą w ogrodzie. Spojrzał na mnie a ja zobaczyłam w jego oczach jakiś rodzaj żalu? Cierpienia? Właściwie ciężko określić co to mogło być, może jakiś wstręt?
Jeszcze długo siedzieliśmy u chłopaków i rozmawialiśmy. Wyjaśniłam im, że byłam wkurzona gdy zobaczyłam Kate i Chole na kanapie u mnie w salonie. Gdy powiedziałam o naszej mini sprzeczce Liamowi zrzedła mina. No cóż nic nie poradzę, że nie znoszę tej dziewczyny. Był już późny wieczór, około godziny 22...
- Chyba czas się zbierac. - zwróciłam się do Rosie, która powoli usypiała w ramionach Harrego.
- Tak, masz rację. - odparła.
- Może was odprowadzę? - zaproponował Liam.
- Nie, nie trzeba, wiesz sprzed waszego domu do mojego okna jest jakieś 10 metrów. - powiedziałam z uśmiechem.
- Jak to do okna? - zapytał zdziwiony Nialler.
- No chyba nie myślicie, że będę ryzykowała spotkaniem Kate? Spokojnie wejdę sobie przez balkon prosto do mojego pokoju, więc na pewno nie spotkam żadnego nie proszonego gościa.
- To chyba nie jest najlepszy pomysł. - powiedział Payne – może lepiej zostań u nas na noc. Jeszcze coś sobie zrobisz wchodząc po drabinie.
- Ej, wyluzuj. Nic mi nie będzie. Pamiętaj, że widzimy się jutro, masz po mnie przyjść o 14:23 zrozumiano? - pogroziłam mu palcem.
- Tak jest kapitanie! Punkt 14:23 usłyszysz dzwonek do drzwi. - zaczęłam się śmiać. Tym wesołym akcentem pożegnałam się z chłopcami i pobiegłam zdobywac ,,szczyty”. :p

Wtorek. 29 lipca.
Tego dnia razem z Liamem mieliśmy zabrać Kacperka do Zoo. O godzinie 14 byłam gotowa i z nie cierpliwością czekałam na przybycie naszego śpiewaka. Poszłam do kuchni po jakiś sok. Oczywiście spotkałam tam moją kochaną kuzyneczkę.
- Wychodzisz? - zapytała.
- Jak widać. - odburknęłam.
- Z kim?
- Nie Twoja sprawa.
- Cześć dziewczyny! - do kuchni wszedł Maciek.
- Cześć braciszku! - poczochrałam jego włosy. - muszę Cię zmartwic ale dziś Ty pobawisz się w niańkę dla naszej Katie.
- Nie jestem dzieckiem, nie trzeba mnie niańczyć! - powiedziała naburmuszona Kate. - poza tym dzisiaj jadę z dziadkami do mojej matki.
- I dobrze w końcu będziemy mieli trochę spokoju. - odparłam.
- To co Jula? Podwieźć Cię gdzieś? - zapytał Maciek. Nagle w domu rozległ się dzwonek do drzwi.
- Tak! Do drzwi proszę. - powiedziałam z uśmiechem po czym wskoczyłam mu na barana. Braciszek chwilkę protestował, krzyczał, że mam z niego złazić i próbował mnie zestawic na ziemię ale ja się nie dałam :D
- No dalej mój rumaku! - krzyknęłam i klepnęłam go w tyłek. Tym sposobem Maciek w końcu ,,ruszył z kopyta”.
- Jesteście nienormalni! - powiedziała za nami Kate.
- I wzajemnie! - wrzasnęłam na pożegnanie.
Dotarliśmy do korytarza. Maciek otworzył drzwi, za którymi czekał już trochę zniecierpliwiony Mr. Payne.
- Liam proszę Cię, zabierz ją ze mnie! - zwrócił się do chłopaka mój braciszek. - mmm Julka...- zrobił minę myśliciela – chyba przytyłaś ostatnio...jakieś 10 kilo. - nabijał się ze mnie brat.
- Lepiej patrz na siebie grubasie! - poczochrałam jego włosy i zeskoczyłam z pleców, na co Maciek wydał odgłos ulgi. - To co idziemy? - zapytałam Liama, który stał wpatrzony w ten jakże uroczy obrazek.
- Pewnie. - odparł. Pocałowałam brata w policzek na pożegnanie a on rzucił ,,Payne! Tylko pilnuj mojej małej siostrzyczki! Wierzę w Ciebie!” na odchodne. Natomiast my wybuchnęliśmy śmiechem. Ja wcale nie jestem mała, po prostu gdy rozdawali wzrost stałam w kolejce po głos :p

    Jak można się domyślić, minutę po wyjściu byliśmy w domu obok i próbowaliśmy złapać Kacperka, który skutecznie uciekał nam po całym domu. Nie dlatego, że nie chciał z nami iść, po prostu nie podobały mu się spodnie, które Rose kazała mu założyć więc urządził taki, mały protest. W końcu Liam złapał tego brzdąca i w dodatku udało mu się go namówić na założenie tych spodni. Nie wiem jak on to zrobił. Przecież Kacper jest jeszcze bardziej uparty niż ja :p
Tak więc zebraliśmy się do wyjścia.
- Tylko mi go pilnujcie! - Rose pogroziła nam palcem. - Bo jak mi Kacpra zgubisz w Zoo Payne to nie będzie wesoło.
- Spokojnie Rosie. Przecież wiesz, że panuję nad wszystkim. - odparłam.
- Właśnie skarbie nie masz się czym martwic, Liam jest bardzo odpowiedzialnym, młodym człowiekiem i nie pozwoli żeby Twojemu bratu stała się krzywda, bo inaczej będzie miał do czynienia ze mną, a ja znam jego słabe strony. - powiedział Harry szczerząc się złowrogo.
- No dajcie już spokój! Raz go zgubiłem...raz!...a tak poza tym wszyscy byli wtedy w domu, więc to także ich wina. - zaczął się bronic Liam.
- Dobra, koniec tych pogawędek, bo nam Zoo zamkną. - złapałam Kacpra za rękę i skierowałam się do wyjścia.
- A wy dzieci, bawcie się grzecznie. - Payne zwrócił się do naszych gołąbeczków.
- Tylko bez żadnych numerków. - dodałam z całkowicie poważną miną a Liam zaśmiał się pod nosem.
- Idźcie już stare zrzędy! Bo marnujecie nasz cenny czas. - rozkazał nam Hazza i praktycznie wypchnął za drzwi.

ZOO.
Spacerowaliśmy po Zoo już dobre 3 godziny, mimo to zostało nam jeszcze wiele do zobaczenia, bo było ono naprawdę duże. Kacper oczywiście nie chciał pominąć żadnego zwierzaczka, a najbardziej spodobały mu się pandy, przy których staliśmy chyba z 45 minut. Nie obyło się bez zdjęcia z pandą, filmiku z pandą, karmieniem pandy i kolejnego filmiku jak panda bawi się piłką. Już myśleliśmy, że nigdy go  stamtąd nie wyciągniemy.
- a psyjdziemy tu jesce jaz? - zapytał malec, gdy opuszczaliśmy urocze misie.
- Oczywiście. Ale może najpierw coś zjemy, dobrze? - powiedział Liam.
- Hulllaaaa! No to chocmy na jody! - krzyknął radośnie Kacperek.
- O świetny pomysł. - odparłam. - to może ja poczekam tu na ławce a Ty pójdziesz z Liamem do budki z lodami co? - zwróciłam się do chłopca.
- Dobcie Julecko. - posłał mi słodziutki uśmiech.
- Jesteś pewna, że nie chcesz iść z nami? - zapytał Payne.
- Tak, muszę chwilkę odpocząć. - odparłam
- W takim razie to będzie męska wyprawa w poszukiwaniu pożywienia! - powiedział do Kacperka, biorąc go na ręce a mały zaczął chichotać.
- Ohh moi mężczyźni! - poklepałam Liama po ramieniu i skierowałam się w stronę ławki. Zasiadłam i rozejrzałam się dookoła. Cały dzień miałam wrażenie, że ktoś mnie...nas obserwuje. Próbowałam sobie to tłumaczyć tym, że Liam jest sławny i pewnie fanki się za nim oglądają, ale nie byłam przekonana co do tej tezy.
Wokół chodzili różni ludzie, młode pary z dziećmi, dziadkowie z wnukami, licealiści ze swoimi dziewczynami, w sumie wszystko wydawało się normalne. Oparłam się o ławkę i nagle telefon zawibrował w mojej kieszeni.

         ,, 'Zgwałcona przez celebrytę' świetny tytuł na artykuł prasowy nie sądzisz?
             Zobaczysz, będzie się sprzedawał jak świeże bułeczki! XoXo ''

     Gdy to przeczytałam byłam naprawdę zaskoczona. Czyli, że ktoś jeszcze o tym wie. Poczułam uderzającą falę ciepłego powietrza i troszeczkę zakręciło mi się w głowie. Uświadomiłam sobie, że niedługo prawdopodobnie wszyscy dowiedzą się o tej całej sytuacji. Włącznie z moim bratem!
Szybko wystukałam na klawiaturze telefonu . . .

,,Kate! Wiem, że to Ty! Gra skończona skarbie!”
i wysłałam na zablokowany numer. Nim się obejrzałam otrzymałam wiadomość zwrotną.

     ,, ZIMNO! Myślisz, że wiesz wszystko? Udowodnię Ci jak bardzo się mylisz.
                                            Game on, Bitch!”

      Desperacko rozejrzałam się dookoła, patrzyłam na ludzi z telefonami w rękach, było ich zbyt wiele, o wiele za wiele. Nawet jeśli wśród nich, gdzieś była ta osoba, która od dłuższego czasu przysyła mi i Rose dziwne wiadomości, nie było opcji żebym zorientowała się kto to. Zrobiło mi się słabo i z trudem mogłam złapać oddech. Miałam wrażenie jakby cały świat wirował wokół mnie i powoli zaczął zanikac za mgłą. Wtedy podbiegł do mnie Liam z Kacperkiem.
- Julka nic Ci nie jest?! - zapytał z przerażeniem w głosie, usiadł obok mnie i złapał za rękę a druga dłoń położył delikatnie na moim ramieniu.
- Nie. . .yyy chyba nie, tylko zakręciło mi się w głowie, zaraz mi przejdzie. - odparłam ściskając mocniej dłoń chłopaka, bo poczułam, że tracę równowagę.
- Spokojnie, oddychaj powoli... - zaprezentował sposób w jaki mam oddychać.
- Liam! Ja nie rodzę! Po prostu mi słabo! - krzyknęłam, właściwie to rozbawiło mnie jego zachowanie.
- Może lepiej wracajmy już do domu. - powiedział chłopak ściskając moją dłoń.
- Aje ja ce pandzieeee! - powiedział zasmucony Kacperek.
- Wiem młody, ale zobacz, Jula się źle czuje. - poczochrał jego śliczne włoski i wziął malca na kolana. - obiecuję, że jeszcze tu przyjdziemy innym razem dobrze?
- Ale...Liam ja się już świetnie czuję. Możemy ...
- Nie ma mowy!!! – wtrącił się Payne. - jesteś strasznie blada, powinnaś odpocząć. Więc jak będzie? - spojrzał na mnie a potem na małego.
- Dobcie, wlacajmy. Zoo nie ziając nie ucieknie. - Kacper uśmiechnął się uroczo. Po czym dodał – A Julcia źeciwiście wygląda śtraśnie! - Na te słowa zaśmiałam się, a Kacperek wlazł na moje kolana i mnie przytulił.
Chwilkę potem siedziałam już w samochodzie na parkingu przed naszym domem.
Czułam się już dobrze ale Liam oczywiście nie chciał mi wierzyc i obchodził się ze mną jak z jajkiem. Otworzył mi drzwi samochodu i wziął pod rękę żebym czasem nie upadła.
- Ja naprawdę mogę iść sama! - powiedziałam zdenerwowana. To ładnie z jego strony, że się o mnie troszczy ale bez przesady...

    Poszliśmy do domu Fiołkowskich zanieśc młodego, który w drodze powrotnej zasnął w samochodzie. Weszliśmy do salonu i położyliśmy Kacperka na sofie. Nagle naszym oczom ukazał się Hazza biegający bez koszulki.
- Oh dzieciaczki, mam nadzieję, że niczego nie nabroiliście. - zaśmiałam się pod nosem.
- Ależ skąd, przecież my zawsze jesteśmy grzeczni. - odparła radosna Rosie.
- Taak, chyba kiedy śpicie. - Liam uderzył Harrego w bark. - chociaż nie wiadomo co wy tam po nocach robicie. - dodał.
- Stary, sam nie czujesz jak rymujesz. - odezwał się Styles.
Jeszcze chwilkę pogadliśmy z tymi zakochańcami a następnie udaliśmy się do domu państwa Makowskich ...czyli do mojego królestwa :p
W domu nikogo nie było. Maciek pojechał do jakiegoś kumpla i miał wrócic rano a reszta ferajny u matki Kate. Tak więc byliśmy sami.
Liam nadal przejmował się moim zasłabnięciem, naprawdę, obchodził się ze mną jak z porcelanową filiżanką, która przez lekkie stuknięcie może się rozpaśc na kawałeczki.
- Naprawdę czuję się już dobrze. - powiedziałam dośc spokojnie.
- Jesteś pewna, że nic Ci nie jest. A co jeśli znów poczujesz się słabo? - chłopak nie dawał za wygraną.
- Daj spokój! Jestem dużą dziewczynką dam sobie radę. - zapewniałam go.
- Czyli, że mogę sobie iśc?
- Tak Liam, próbuję Ci to powiedziec od dobrych 20 minut.
- A co jeśli ja nie chcę iśc? - zbliżył się do mnie. Ostrożnie chwycił moją dłoń, jakbym była bombą, która zaraz eksploduje, po czym zaczął śpiewac...

,,But baby if you say, you want me to stay, I'll change my mind.
Cause I don't wanna know I'm walking away if you'll be mine
won't gooo … „

   Tak. Nie ma to jak śpiewac dziewczynie piosenkę swojego zespołu, ale podziałało. Dlaczego mam taką słabośc do muzyków?!
- Okłamałem Cię. - powiedział gdy skończył a ja stałam trochę zdezorientowana, patrzyłam na niego pytającym wzrokiem próbując wyczytac w jego oczach odpowiedź. - okłamałem Cię, gdy do mnie przyszłaś jak byłem chory... - zbliżył się jeszcze bardziej – wybacz mi, ale nie potrafię już dłużej na Ciebie czekac...po prostu... nie umiem. - opuścił głowę z rezygnacją. Dobrze wiedziałam co mam zrobic, chyba pierwszy raz byłam w 100% pewna swojej decyzji. To właśnie Liam jest osobą, na której naprawdę mi zależy i której naprawdę potrzbuję. Drżącą dłoń położyłam na jego karku i złożyłam na jego ustach czuły pocałunek. Teraz było zupełnie inaczej niż wtedy w parku. Od tamtego czasu coś się zmieniło. Teraz byłam w pełni świadoma swoich uczuc. Payne mimo że był zaskoczony moją reakcją odwzajemnił pocałunek, który z każdą sekundą stawał się coraz bardziej namiętny.
Nawet nie zauważyłam gdy znaleźliśmy się na kanapie, Liam leżał na mnie i delikatnie wkładał rękę pod moją bluzkę. W tym momencie włączył mi się jakiś hamulec a w głowie zaroiło się od wspomnień z TAMTEJ nocy. Widziałam przed sobą Zayna – miłego kumpla, któremu doradzałam w sprawach sercowych a potem jego zupełnie inne oblicze : brutalne, władcze i muszę przyznac troche przerażające.
- Stop! - krzyknęłam podnosząc się gwałtownie. Liam usiadł naprzeciwko i przeszywał mnie wzrokiem, miałam wrażenie, że o wszystkim wie. Oparłam głowę o jego czoło tak, że nasze nosy się stykały i oplotłam ręce wokół jego szyi. Pojedyncza łza popłyneła po moim policzku a Liam momentalnie starł ją wierzchem swojej dłoni.
- Przepraszam. - powiedział całując mnie w czoło – nie powinienem był się śpieszyc. Wiem, że dla Ciebie nie jest to takie łatwe, bo przecież od początku naszej znajomości nie dawałaś mi zbyt dużej szansy i …
- Nie, Liam – przerwałam mu – to nie Twoja wina i to nie tak, że nie dawałam Ci szansy ja po prostu nie byłam gotowa na...nowy związek. Wiele wydarzyło się w moim życiu przez ostatnie kilka miesięcy i moje decyzje nie zawsze były właściwe, dlatego wolałam uniknąc kolejnych, błędnych wyborów. Ale teraz jestem pewna... - usmiechnęłam się lekko.
- Chodź tu do mnie. - powiedział chłopak i wziął mnie na kolana a ja wtuliłam się w jego tors. Wiedziałam, że w objęciach Liama nic mi nie grozi, czułam się bezpieczna.
- Czyli, że jesteśmy parą. - na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech.
- Na to wygląda. - odparł radośnie Liam. - nawet nie wiesz jak marzyłem o tej chwili.
- To trochę dziwneee, umawiac się z takim sławnym gwiazdorem, którego wręcz nienawidziłam, póki go nie poznałam.
- Oszz Ty małpo! - zaczął mnie łaskotac. - Nikt Cię nie nauczył, że nie ocenia się ludzi po pozorach?
- Dużo się nie pomyliłam, faktycznie jesteście bandą wariatów. - wytknęłam mu język.
- Ale za to jakich uroczych. - uśmiechnął się słodko.
- Ojj chyba w snach kochanie. - cmoknęłam go w policzek. ,,Kochanie” pierwszy raz powiedziałam do Liama ,,kochanie” :O

    Postanowiliśmy, że obejrzymy jakiś film, więc włączylismy telewizor i jak się okazało trafiliśmy akurat na wiadomości, których tematem przewodnim był romans Harrego Styles'a z. . . ze mną!

,,Wczoraj paparazzi przłapali Harrego Styles'a jednego z członków One Direction z pewną tajemniczą dziewczyną, co dziwne brunetka miała na sobie jedynie szarą bluzę z kapturem, w której kilka dni wcześniej mogliśmy ogladac Liama, kolegę Harrego z zespołu. Żeby było jeszcze ciekawiej owa brunetka nie jest jednyną dziewczyną, z którą Styles spotkał się tego dnia. A mianowicie został przyłapany w trakcie uroczych przytulasków z piękną blondynką. Ohh dziewczyny lepiej uważajcie na pana Stylesa, on naprawdę potrafi zawrócic w głowie. Nic więc dziwnego, że widuje kilka dziewczyn w tym samym czasie.”

- żee coo?! - krzyknęłam gdy dziennikarka skończyła swój monolog a na ekranie pojawił się materiał video z kotkiem grającym na pianinie. - to są chyba jakieś żarty! Skąd oni w ogóle...? - mówiłam zdezorientowana.
- Powinienem być zazdrosny? - zapytał Liam z przekąsem a ja rzuciłam w niego poduszką, na co ten wybuchnął śmiechem. - daj spokój, to tylko plotki. Niestety teraz musisz się do tego przyzwyczaic.
- Tak. Ja wiem. Ale... nie wiedziałam, że tak nagle będę posądzana o romans z Harrym Stylesem. - zaśmiałam się. Usłyszałam ,,Stay, stay, stay” Taylor Swift co oznaczało, że Rosie dzwoni. - ohoo dzwoni zazdrośnica. - już miałam odebrac gdy Liam wyrwał mi telefon z ręki. - ejj! Co robisz głupku?
- Oj przecież nic się nie stanie jak raz nie odbierzesz, prawda? - uśmiechnął się zadziornie i delikatnie musnął moje usta.
- No w sumie. - powiedziałam i wpiłam się w jego wargi a w pokoju ponownie rozległ się dźwięk mojego telefonu. Tym razem nie zareagowałam, powiedzmy, że miałam lepsze rzeczy do roboty :p
Gdy za trzecim razem zadzwonił telefon Liama, oderwaliśmy się od siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Harry. - wskazał na komórkę - Chyba nigdy nie dadzą nam spokoju. - oznajmił chłopak.
- No trudno – zrobiłam smutną minkę. - daj na głośnik, będzie zabawnie.
- Ludzie! Czemu nie odbieracie?! Widzieliście wiadomości? - darł się Hazza
- Oczywiscie kotku, to kiedy zabierzesz mnie na kolejną randkę?
- Julka to nie jest zabawne! - duet Styles i Fiołkowska wrzasnął do słuchawki.
- To tylko plotki, Harry jutro mamy wywiad, jakoś to sprostujemy. - powiedział najspokojniej na świecie Liam.
- No mam nadzieję, nie chcę wyjśc na jakiegoś dupka.
- Chyba za późno – wyśpiewałam.
- Dobra pogadamy jutro, bo słyszę, że dzisiaj bardzo was to śmieszy – powiedział wkurzony Harry natychmiast się rozłączając. My oczywiście zaczęliśmy się z tego śmiac, może rzeczywiście powinnam się tym przejąc, bo w sumie teraz cały świat pozna mnie jako kochankę Styles'a ale jakoś nie potrafiłam być poważna.
- Too... na czym skończyliśmy? - zapytał Liam z uśmieszkiem, zbliżając się do mojej twarzy.
- Hymm... wydaje mi się, że mieliśmy oglądac film, więc może skoczę po jakieś płyty. - szybko podniosłam się z kanapy, odwróciłam się i wystawiłam Liamowi język. On tylko zaśmiał się i podniósł ręce w geście rezygnacji.
       Wybrałam film pod tytułem ,,Ohh życie”. Tak. Kolejna komedia romantyczna. Oczywiście mojemu chłopakowi (ooo jak to brzmi!) nie spodobał się ten wybór, no ale cóż. Ostatnio ja byłam zmuszona do oglądania Ringu więc jesteśmy kwita.
Zrobiło się późno, więc zaraz po seansie położyliśmy się wygodnie na kanapie i wtuleni w siebie usnęliśmy.
- EKHMM!!! - obudziło mnie chrząknięcie starszego brata. Spojrzałam na zegarek, była 8:15. Liam również się przebudził.
- Eee przepraszam ale co wy tu robicie? - zapytał Maciek, który wyglądał na zdenerwowanego.
- Cześc Maciuś już wróciłeś? - zwróciłam się do braciszka, gdy zaspany Liam przecierał oczka.
- Taa... Payne myślę, że powinieneś już isc! - rzucił chłodno.
- Ej czekaj! Chyba go tak nie wyprosisz?! - wydarłam się na brata, który był oburzony.
- Wiesz co Julka, ja może faktycznie już pójdę. - powiedział trochę zdziwiony zachowaniem mojego brata Liam. - spojrzałam na Payne'a potem na brata. Nie miałam pojęcia co go ugryzło.
- Chodź odprowadzę Cię. - zwróciłam się do Li i rzuciłam Maciusiowi srogie spojrzenie. Doszliśmy do drzwi. Chłopak chwycił za klamkę i miał już wychodzic, gdy złapałam jego dłoń i przyciągnęłam do siebie. Liam objął mnie w tali i pocałował na pożegnanie.
- Zobaczymy się później? - zapytałam.
- Przepraszam Cię ale dzisiaj mamy wywiad a potem spotkanie dotyczące trasy koncertowej. Nie wiem ile czasu nam to zajmie.
- Ohh nic nie szkodzi, Rosie wspominała coś, że idziemy na zakupy. - cmoknęłam go w policzek.
- Pa skarbie! Miłej zabawy.
- Pa – odparłam i powoli zamykałam za nim drzwi, nagle Liam zawrócił i skradł mi jeszcze jednego całusa. Mój brat stał w drzwiach od salonu i z miną na rzyganie przyglądał się tej uroczej scence.
- Julka... - zaczął gdy zamknęłam za chłopakiem drzwi. - w co Ty się znowu pakujesz?
- Eee przepraszam o co Ci chodzi, bo chyba nie rozumiem? - zapytałam zdenerwowana.
- Ja Cię tylko ostrzegam. Lepiej uważaj na tego chłopaka, bo nie chcę żebyś przez niego cierpiała.
- Boże! Maciek! O czym Ty mówisz?!
- Siostra, dobrze Ci radzę, ta znajomośc może się źle dla Ciebie skończyc.
- Skąd ty w ogóle wiesz co jest dla mnie dobre?! Nie będziesz mi dyktował co mam robic! - krzyknęłam i pobiegłam na górę do swojego pokoju.

_______________________________________________________________
Taki tam nudny rozdział 16. Przepraszam za wszystkie błędy, bo pewnie dużo tego. No i zachęcam was do komentowania. Mam nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba ;)
                                                                                               Paula ;*

niedziela, 7 kwietnia 2013

Info

Po prawej stronie pojawiła się ankieta jeżeli czytacie to głosujcie :) Pozdrawiamy.

                                                                                       Viki i Paula :**

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 15


Weszliśmy do domu chłopaków gdzie zastaliśmy wkurzonego i mokrego Zayna nie mam pojęcia co się stało ale się dowiem. Brązowooki poszedł na górę a my włączyliśmy w salonie film. Po chwili dołączył do nas zawinięty w naleśnika Liaś. Leżałam oparta głową o tors Harrego i już pawie zasypiałam.
-Harreh śpiąca jestem będę się zbierać – powiedziałam ospałym już głosem.
-No to choć mała odprowadzę cię.
Ruszyliśmy w stronę holu, ubrałam baleriny i wyszliśmy z domu.
-Wiesz cały czas zastanawiam się co się stało Julce, ze nawet nie chciała z nami gadać i co się stało między nią a Zaynem.
-Skąd wiesz, że coś się między nimi stało wiem był trochę zdenerwowany ale to nic nie oznacza. Nie myśl już o tym i porozmawiaj jutro z Julką a ja spróbuje coś wyciągnąć z Zayna okej ? - powiedział i złapał moją twarz w dłonie a na koniec pocałował.
-Kocham cię i dobranoc - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek. Weszłam do domu myśląc, że rodzice już śpią ale się myliłam.
-Ty wiesz która jest godzina ? - zapytała już zdenerwowana mama.
-Yyy niee – powiedziałam zdziwiona i spojrzałam na zegarek oj 2:18 no to nie będzie to miła rozmowa.
-Jest 2:18 a ty nie wiadomo gdzie chodzisz dziewczyno co się z tobą dzieje.
-Oj przepraszam wiem źle postąpiłam nie mówiąc wam, że wrócą później.
-Później, później – mama już nie wytrzymywała miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie na szczęście tata jej coś powiedział i poszła do swojego pokoju.
-Dzięki – powiedziałam i wtuliłam się w niego gdyby nie on to znając życie o godzinie 2:22 dostałabym kare na wszystko do końca życia i tym razem nie żartuje.
-Nie ma za co ale następnym razem uprzedź, że będziesz późno bo już ci nie pomogę – zaśmiał się i pocałował mnie w głowę -leć już spać.
-Dobranoc tato – powiedziałam i poleciałam do mojego pokoju. Wzięłam piżamkę i wskoczyłam pod szybki prysznic. Spojrzałam ostatni raz na zegarek było za 15 trzecia. Położyłam się na łóżku i szybko usnęłam.

Następnego dnia wstałam około godziny 10 o mój boże Kacper już pewnie nie śpi i chce jeść. Wyleciałam z pokoju i niczym torpeda zbiegłam na dół gdzie mama siedział z Kacprem i oglądała bajki ? Eee chyba czegoś tu nie rozumiem.
-Wzięłam wolne na 4 dni więc nie musisz się nim zajmować – powiedział chłodno nawet na mnie nie patrząc. Wolałam z nią jak na razie nie rozmawiać bo skończyłoby się to kolejną kłótnią więc odpowiedziałam jej moim słynnym „aha” . Weszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapki z pomidorem i sałatą. Położyłam je na talerzyku i do wysokiej szklanki nalałam sobie wody owocowej. Usiadłam przy dużą okrągłym stole i zaczęłam jeść moje śniadanie w spokoju. Dzisiaj nie było już tak pięknej pogody może z 20° . Poszłam na górę znaleźć adekwatne do pogody ubranie. Ubrałam krótkie spodenki, białą bokserke i kremowy sweter. Założyłam byty i skierowałam się w stronę drzwi. Skręciłam w prawo i zapukałam do drzwi obok... no dobra nie będę was okłamywać weszłam bez pukania i bez pytania. Rozejrzałam się po pomieszczeniu nikogo nie ma czyli wszyscy w pracy a Julka u siebie.
-Boże co ty tutaj robisz ?
-Zdaje się, że mieszkam a tak poza tym to cześć – przyciągnął mnie do siebie i przytulił na powitanie Maciek a ja stałam jak ten słup nie wiedząc co się dzieje. Tak wiem co sobie teraz myślicie : głupia blondynka ALE tak nie jest :P
-Czemu nie jesteś w pracy – zapytała po tym jak się otrząsnęłam.
-No bo nie chce. Znudziła mi się – powiedział mrawo się uśmiechając.
-Aha jesteśmy tu nie cały miesiąc, ty pracujesz może dwa tygodnie i już ci się znudziło ? - zapytałam z niedowierzaniem.
-No tak przecież mówię, ty to jednak jesteś głupiutka – wytknęłam mu języka a on poczochrał mnie po moich włosach niszcząc przy tym mojego koczka.
-No dzięki a tak wgl. to Julka u siebie ?
-Taa powiedziała, ze się źle czuje i nie ma ochoty ze mną rozmawiać więc jej nie denerwowałem i tak jak prosiła zeszedłem jej z oczu. Idę do chłopaków pa – nie zdarzyłam nic odpowiedzieć a drzwi się zatrzasnęły.
Wbiegłam po schodach na górę i wparowałam do pokoju naszej Juleczki. Jakoś nigdy nie zwracam uwagi na to czy właśnie się przebiera i biega na golasa czy też nie. No ale co nic nie poradzie, ze już taka jestem. Dziwne Maciek mówił, że jest w pokoju a tu przecież nikogo nie ma. Nie jednak jestem mało spostrzegawcza. Leży pod kołdrą. Usiadłam na łóżku i lekko ją szturchnęłam na co ona odwróciła się w moją stronę z czerwonymi od płaczu oczami. Nie czekając na nic mocno ją do siebie przytuliłam mówiąc że już wszystko dobrze.

*Tymczasem w domu u chłopaków*

*Harry*

-Zayn gdzie są moje marchewki – wydzierał się na niego Lou.
-Skąd mam wiedzieć ? To nie je tym razem zabrałem – wydarł się chłopak ze swojego pokoju. Od wczoraj z nikim nie rozmawia. Pójdę z nim pogadać w końcu coś komuś obiecałem a ja obietnic dotrzymuje.
Tommo udał się do salonu gdzie zastał śmiejącego się Maćka.
-Ty ty zły człowieku marchewki mi się przez ciebie skończyły – dalej już nic nie słyszałem bo byłem na piętrze a dokładniej przed pokojem Malika. Zapukałem do drzwi nic więc weszłem do jego pokoju gdzie siedział i robił coś na laptopie.
-Co chcesz ?
-Chciałem pogadać – usiadłem obok.
-Nie mamy o czym – tym mnie wkurzył. Coś się w tym domu wczoraj stało a on mówi, że nie mamy o czym gadać.
-No chyba jednak mamy.
Zayn odłożył laptopa na bok i położył się na łóżku tępo patrząc w sufit.
-Wszystko zaczęło się kiedy przyszła Julka i powiedziała, że idzie do Liama. Kiedy poszła na górę zacząłem rozmawiać z Louisem na temat tego co do niej czuje. Potem ona przyszła na dół i słyszała, że gadamy o dziewczynie która mi się podoba. Podekscytowana zaczęła mi dawać wskazówki co mam robić tylko nie zdawał sobie sprawy, że rozmawiamy o niej – ściszył swój głos.
Później przyszedł Niall i powiedział, że Julka i Liam leżą w pokoju i się przytulają. Wtedy wkurzyłem się jeszcze bardziej.... Wy poszliście na imprezę a ja zostałem razem z nimi w domu i oglądałem jakiś film w telewizji. W połowie zeszła Julka mówiąc, że już będzie się zbierać ale zatrzymałem ją na chwile mówiąc, że musimy poważnie porozmawiać. Nalałem jej soku i zaczęliśmy rozmawiać, powiedziałem jej ze to właśnie o niej rozmawialiśmy rano. Miałem dość tego udawania, ze nie rusza mnie to że idzie się spotkać z Liamem nie chciałem być tylko tym pieprzonym przyjacielem chciałem być kimś więcej. Zacząłem ją całować i dotykać mimo tego, że ona nie chciała. Byłem natarczywy. Bała się była przerażona tym co mogło się stać .Wiem nie powinienem ale to działo się tak szybko nie potrafiłem nad sobą zapanować. Teraz boje się spojrzeć w jej oczy po tym co zrobiłem. Potraktowałem ją jak zwykłą szmatę. - spuściłem głowę i zaczął szlochać.

Miałem ochotę mu przywalić ale się powstrzymałem. Jak on mógł jej to zrobić ? Wstałem i kierowałem się do drzwi nie mogłem siedzieć dłużej z nim w jednym pokoju. Mimo ze widzę, że żałuje. Wyszedłem i położyłem się u siebie w pokoju.

*Dom Julki*

-[...]To wszystko było straszne, bałam się nie chce go widzieć na oczy. - wykrzyczała krztusząc się łzami – proszę nie mów nikomu o tym co się wtedy stało. A zwłaszcza Liamowi i Maćkowi. Spojrzałam na nią i jeszcze mocniej przytuliłam. Gdybym wtedy wiedziała co się stało to Malik już by nie żył. Posiedziałam z Julką jeszcze chwile do puki się nie uspokoiła. Stwierdziłam, ze dzisiaj mam wolne wiec pójdę do chłopaków i nie myślcie że jestem jakąś wredną przyjaciółką co to to nie po prostu mnie wygoniła bo chciała posiedzieć sama. Pożegnałam się i wyszłam z domu od razu obrałam kierunek dom wariatów. Weszłam na posesje i zapukałam do drzwi i tym razem nie żartuje naprawdę zapukałam. Otworzył je uśmiechnięty od ucha do ucha Nialler. Przywitałam się z nim i weszłam w głąb domu. Co tam zobaczyłam to był istny chaos. Maciek i Louis bili się poduszkami, Harry na schodach próbował zawiązać sznurówki od butów, Liam ups właśnie wylądował na podłodze bo się poślizgnął na koszulce Horana. Za to on zwijał się ze śmiechu na ziemi. Fajnie mają. Po chwili nie wytrzymałam i sama zaczęłam się śmiać tylko nie wiem do końca czy z tego, że wszyscy się brechtają i tarzają po podłodze czy z tego, ze Styles ma problemy z zawiązaniem buta... Sukces udało mu się. Podszedł do mnie całując mnie w czubek nosa i mówiąc hej mała. To, ze jest ode mnie o głowę wyższy nie oznacza od razu, że ja jestem mała. Stanął za mną i mocno przytulił.
-Wiecie co chodźcie popływać w basenie -wydarł się Lou.
-Jest tylko 20 stopni – powiedziałam patrząc na niego z politowaniem.
-A nie bo już 24. Chmurek nie ma słonko świeci może nie tak bardzo ale czemu nie.
-A idźcie wy mi.
-Rose głodny jestem – popatrzył na mnie z minką smutnego psiaka Niall.
-Wiecie co Rosie robi bardzo dobre spagethi – wyszczerzył się Maciek. Spiorunowałam go wzrokiem bo wiedziałam, ze nie dadzą mi spokoju.
-Hazzuś choć mi pomożesz – zachęciłam chłopaka do pracy. Szczerze to mi też się nie chciało im gotować ale sama dawno nie jadłam tego dania więc czemu nie.
-No to bawimy się w Masterchefa. Haroldzie podaj mi wszystkie potrzebne składniki.
Widziałam jak szuka makaronu to na chwile pobiegłam do ogrodu zapytać się Liama czy ma jakiś fartuch kucharski a najlepiej dwa. Gdy się dowiedziałam gdzie je trzyma wzięłam dwa różowiutkie. Weszłam wesolutka do kuchni i rzuciłam jednym fartuchem w chłopaka. Spojrzał na mnie z dziwną miną ale po chwili paradował w swoim nowym wdzianku. Żeby nie pobrudzić sweterka ściągnęłam go i na białą bokserkę ubrałam nowy ciuszek. Harry przyglądał mi się z cwanym uśmieszkiem na co ja parsknęłam śmiechem.
-Co myślisz, ze to jest śmieszne jak ty mi się tu rozbierasz na środku kuchni ?
-To to może nie za to twoja mina jest wtedy genialna kotek – powiedziałam i pocałowałam bo w usta. Zaczął pogłębiać nasz pocałunek po chwili go odepchnęłam pokazując, że zaczynamy gotować oczywiście mnie nie posłuchał i nie wiem jakim cudem znalazłam się na ziemi a on razem ze mną. Leżałam na zimnej podłodze a on na mnie figlarnie się uśmiechając.
-Panie Styles mógłby pan ze mnie zejść bo troszeczkę mi ciężko
-Sugerujesz coś ?
-Nie oczywiście, że nie ?
Wstał i podał mi rękę by mi pomóc i zaczęliśmy gotować.
[...]
Po około godzinie wygłupiania się obiad był już gotowy. Nałożyliśmy na talerze i zawołaliśmy chłopaków i usiedliśmy przy stole. Przyszedł także Zayn który usiadł naprzeciw mnie. Spojrzałam na niego a on spuścił wzrok. Jedząc Harremu się nudziło i smyrał mnie po nodze od kolana w górę. Nie powiem miło było hahah.
-Wiecie co to jak wy chcecie się kąpać to ja idę po strój kąpielowy i będę się opalać.
Odłożyłam do zmywarki brudny talerz i wyszłam kierując się do siebie ale drzwi były zamknięte. Ugh gdzieś poszli. Poszłam na ogród żeby wejść tylnim wejściem które zawsze jest otwarte. Będąc już w domu pobiegłam na górę do siebie do pokoju i z szafki wyciągnęłam niebieski w białe grochy strój kąpielowy. Wzięłam go w ręce i nie przebierając się pobiegłam do domu chłopaków.
[…]
-Idę się przebrać na górę – krzyknęłam i poleciałam do pokoju Stylesa a stamtąd do łazienki. Poskładałam moje ubranie w kostkę i weszłam do pokoju gdzie wyczekiwał mnie Harry. Położyłam moje ciuchy na łóżko i podeszłam do chłopaka. Przyciągnął mnie do siebie trzymając ręce na moich biodrach. Wpił się w moje usta jakby nie widział mnie parę dni.
-Słodko. A co ty taki dzisiaj napalony ?
-Życie kochanie życie. Tak na mnie działasz. - powiedział i poszedł się przebrać w kąpielówki.
-Harry ja idę już na dół !! - wydarłam się i poszłam do ogrodu. Nie było tak zimno jak mi się wydawało i położyłam się na leżaku z telefonem w ręku. Pomyślałam, ze razem z Eleonor i Julką pójdziemy w środę na zakupy. ACH KOCHAM TO. Leżałam tak prażąc się na słoneczku i nagle wielkie... PLUSK. Otworzyłam oczy i zobaczyłam wszystkich w wodzie. Zaczęli się chlapać i wygłupiać. Po około pół godzinie podtapiania się Nialler zgłodniał. Nie wiem ile on mieści w tym swoim żołądku. Jako, że Zayn był suchy wysłał go do domu po żelki a w tym samym czasie rozbrzmiał dzwonek do drzwi...

..…...........…...............................................................................................

No witam, witam :P Powracamy z nowym rozdziałem mam nadzieje, że nie jest najgorszy. Ale jestem zawiedziona, że pod ostatnim rozdziałem pojawił się tylko jeden komentarz :( Pamiętajcie,że to dzięki wam mamy motywacje do pisania nowych rozdziałów.
                                                                              Viki :**

piątek, 22 marca 2013

Rozdział 14


     Cały poprzedni dzień spędziłam w domu. Moi rodzice wyjechali na wakacje, które tata sprezentował im na rocznicę. A nas zostawili z dziadkami i Kate. Mój ukochany braciszek gdzieś się zmył (jak zwykle), tym samym fundując mi urocze popołudnie z kuzyneczką. Cóż, ja mu się kiedyś za to odwdzięczę :P
     Właściwie nie było aż tak strasznie jak sobie to wyobrażałam. Najpierw pomogłam babci ugotować obiad, podczas gdy Kate leżała na sofie i czytała jakieś romansidło, potem oczywiście posprzątałyśmy po jedzeniu, jak się domyślacie blondyneczka palcem nie kiwnęła, a po południu zasiadłyśmy przed telewizorem i wspólnie obejrzałyśmy film. Oczywiście nie odbyło się bez kłótni co obejrzymy, jednak udało mi się wywalczyć ,,Licencję na miłośc”, tak wiem...banalna komedia romantyczna, ale tego dnia zwyczajnie nie miałam ochoty na bardziej ambitne kino. Poza tym lubię ten film. Wiem, że to tylko fikcja ale oglądając to zaczynam wierzyc, że istnieją takie idealne i zgodne pary. Ahh jestem strasznie naiwna ale pomarzyć zawsze można. Dziadek jak to dziadek nie miał zamiaru oglądac, jak on to nazwał, tych ,,babskich horrorów” i poszedł majsterkowac w garażu.
     Wciąż czekałam na telefon od Liama. Obiecał, że się odezwie a tu żadnych wieści, ani jednego, głupiego sms-a, po prostu – NIC. Nie powiem, zaczęłam się trochę martwic, bo to do niego nie podobne. Ostatni raz nie odzywał się, gdy był na mnie wkurzony, że go olałam...Zaczęłam wymyślać różne przyczyny braku wiadomości od niego, jednak doszłam do wniosku, że na pewno jest zajęty i nie może ze mną rozmawiać. Przecież jako członek 1D ma swoje obowiązki, wywiady, spotkania z fanami, koncerty, praca nad płytą. Zadzwoniłabym do niego ale...bałam się... Czego? Sama nie wiem... Może tego, że Kate coś usłyszy, coś sobie dopowie  i zacznie mnie nękać kolejnymi wiadomościami. Poza tym nie mogłam nawet chwilkę pobyć w samotności, bo musiałam usługiwać naszej ,,księżniczce”. Ehhh...

     Dzisiaj wstałam późno, około 11. Wyskoczyłam z łóżka, wzięłam szybki prysznic i ogarnęłam się najszybciej jak mogłam. Udało mi się uwinąć w 40 min więc nie było źle. Pogoda była wspaniała. Gorące promienie słońca przebijały się przez zasłony w mojej sypialni. Stwierdziłam, że jest dość ciepło więc ubrałam to : LINK Zeszłam na śniadanie, jednak nie byłam w stanie nic przełknąc. Właściwie samo patrzenie na jedzenie przyprawiało mnie o mdłości. Czułam się dziwnie słabo, pewnie z powodu niewyspania. Całą noc spędziłam na przeszukiwaniu Internetu. Miałam nadzieję, że znajdę jakieś zdjęcia moje i Zayna z tych nieszczęsnych zakupów ale – NIC. Ani jednej fotki, żadnego wpisu, po prostu jedno wielkie NIC. Czyli żaden paparazzi nas nie przyłapał. Czy to oznacza, że ktoś nas śledził? Może jakaś zazdrosna fanka? Nie no chyba NIC nie wymyślę. Aaaa mam wrażenie, że całe moje życie to jedno, zwykłe NIC...zwyczajna pustka...
     Nadal nie otrzymałam od Liama żadnej wiadomości... ale nie będę już nadużywała słowa na ,,n” :p Naprawdę zaczęłam się o niego martwic. Nie odzywał się całe 1,5 dnia, coś musiało się stac... Postanowiłam wykonac telefon do przyjaciela. Nie darowałabym sobie gdyby przytrafiło mu się coś złego a ja nic bym o tym nie wiedziała. Szybko wystukałam numer i po chwili na ekranie telefonu pojawił się napis ,,trwa łączenie”. Usłyszałam sygnał, potem drugi...trzeci...czw....,,ej no co jest?” powiedziałam do siebie gdy w słuchawce odezwał się głos zaspanego chłopaka.
- Tak? Słucham?
- Cześć Liam! Mam nadzieję, że Cie nie obudziłam? - zapytałam przez grzeczność.
- Niee ależ skąd... - ponownie usłyszałam jego zaspany i lekko ochrypnięty głos.
- Dobra nie ściemniaj, przepraszam, nie chciałam. Ale możesz powiedzieć mi co się z Tobą dzieje? Miałeś się odezwać pamięt..... - przerwało mi kichnięcie przyjaciela. - jesteś chory? - zapytałam ze zdziwieniem.
- No cóż, może lekko przeziębiony...przepraszam, że nie zadzwoniłem, po prostu nie miałem do tego głowy.
- W porządku, nic się nie stało. Wiesz co? może wpadnę do Ciebie za jakieś dwie godzinki, tylko leż w łóżku i nigdzie się nie ruszaj! - powiedziałam prawie mu rozkazując, po czym od razu się rozłączyłam, żeby nie słuchac sprzeciwów Liama.
     Postanowiłam, że będę dobrą sąsiadką i zaopiekuję się chorym Liamkiem :p
Natychmiast pobiegłam do babci i poprosiłam żeby ugotowała rosół, w końcu nikt nie ma takiego talentu kulinarnego jak babcia. Ja w tym czasie wyszperałam w przerażająco grubej książce kucharskiej przepis na jabłecznik. Jedyne co mogę zrobić dla Liama to uprzyjemnić mu czas choroby jego ulubionym plackiem. Starałam się jak nigdy, chciałam żeby wyszło idealnie. Właściwie to ja nigdy nie piekłam jabłecznika a po ostatniej przygodzie z malinową tartą bałam się w ogóle zbliżać do piekarnika, żeby przypadkiem czegoś nie spalic :p Po 50 minutach pieczenia ciasto było gotowe. Pachniało wspaniale, miejmy nadzieję, że nie gorzej też smakuje.
Miałam jeszcze jedną sprawę do załatwienia z Kacprem i mogłam iść w odwiedziny do kumpla.
     Po bardzooo długiej chwili udało mi się w końcu wydostać z domu Fiołkowskich. Szczęśliwa i podekscytowana od razu skierowałam się w stronę rezydencji naszych kochanych małpiszonów. Zapukałam do drzwi, które w ciągu minuty otworzył mi Zayn.
- Hej Jula! Miło Cię znów widzieć! - powiedział uradowany chłopak, po czym zrobił krok do przodu i przytulił mnie na powitanie.
- Hej! Ciebie też – odparłam odwzajemniając uścisk.
- Co Cię do nas sprowadza? - zapytał.
- Słyszałam, że Liam jest chory. Przyniosłam mu babciny rosołek i pomyślałam, że może dotrzymam mu towarzystwa. - uśmiechnęłam się lekko.
- Aaa no jasne – odparł Zayn, który momentalnie posmutniał i wpuścił mnie do środka.
- Ej coś się stało? - zapytałam z troską w głosie, gładząc go po ramieniu.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu mam gorszy dzień, to tyle. - odpowiedział.
- Pamiętaj, że gdyby coś się działo to zawsze możesz na mnie liczyć, ok?
- Dzięki... - nagle Zaynowi przerwali nadbiegający z kuchni chłopcy.
- Aaaa Nialler oddawaj moje marchewunie!!! - darł się Lou – One nie zasłużyły na taką śmierć!!! O hej Jula! - powiedział z zaskoczeniem w głosie i wyhamował prosto przed moim nosem.
- Hej! - odpowiedziałam nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Dawno Cię u nas nie było. - powiedział zdziwiony Niall.
- Tak wiem. Sprawy rodzinne, nie mogłam się wyrwac. - odparłam – a teraz przepraszam was chłopcy, idę do pana chorowitego.
- Coo? - krzyknęli równocześnie.
- No do Liama... - powiedziałam i ruszyłam schodami w stronę jego pokoju. Odwróciłam się na moment i zauważyłam, że Niall i Lou dziwnie patrzą się na Zayna, który również miał na twarzy wymalowany jakiś grymas. Potem zaczęli coś szeptać za moimi plecami ale niestety nie słyszałam o czym mówili. Niezbyt się tym przejęłam, stwierdziłam, że jeśli Zayn nie chce mi nic powiedzieć nie będę go do tego zmuszała.

     Powolutku otworzyłam drzwi do sypialni chłopaka i cichutko wślizgnęłam się do środka. Tak jak się spodziewałam, zastałam tam słodko drzemiącego Liama. Wszystkie ,,dary” położyłam na szafce, następnie usiadłam na łóżku obok niego, starałam się to zrobić jak najdelikatniej żeby nie obudzić przyjaciela. Jednak mój plan się nie powiódł i gdy tylko usadowiłam się na materacu, Li otworzył swoje brązowe oczęta, które teraz były zaspane i lekko przeszklone. Widać było, że nie czuje się najlepiej. Uśmiechnął się lekko w moją stronę. Oczywiście odwzajemniłam uśmiech.
- Cześć śpioszku. Jak się masz? - zapytałam, chwytając jego dłoń.
- W tej chwili, gdy na Ciebie patrzę...znakomicie. - odparł.
- Oj już nie wymyślaj. - wytknęłam mu język. - spójrz co dla Ciebie mam – powiedziałam biorąc do ręki torbę, którą wcześniej położyłam na szafce. - proszę bardzo rosołek mojej babci – wyjęłam słoik z rosołem i postawiłam na stoliku obok łóżka. - jabłecznik, który upiekłam samodzielnie, specjalnie dla Ciebie. Mam nadzieję, że nie wyszedł najgorzej, bo wiesz raczej kiepska ze mnie kucharka. - zaśmiałam się.
- Ooo dziękuję, na pewno będzie pyszny. - ucieszył się Li.
- No i jeszcze jedno. Zobacz kogo udało mi się odzyskac – powiedziałam z dumą, wyciągając zza placów średniej wielkości pluszaka.
- Pan Tedy!!! - wykrzyczał chłopak a ja przyłożyłam pyszczek misia do jego policzka i wydałam z siebie ,,cmok” :p
- Nie ciesz się za szybko, po długich negocjacjach Kacper zgodził się oddac Pana Tedy'ego ale... za to jak wyzdrowiejesz musimy go zabrać do Zoo. - uśmiechnęłam się lekko.
- Mnie to nie przeszkadza, mogę go zabrać nawet do wesołego miasteczka, jeśli oczywiście będziesz mi towarzyszyć.
- Pewnie, szczerze mówiąc to po tamtej historii ze zgubieniem Kacpra, bałabym się oddac Ci go pod opiekę – znów wytknęłam mu język – nie mówiąc już o tym, że Rose nigdy by na to nie pozwoliła.
- Ale ja przecież...!
- wiem, wiem to był przypadek. - powiedziałam spokojnym głosem i znów chwyciłam Liama za rękę. - to co? Jesteś głodny?
- Jeszcze pytasz? Ta banda goryli dała mi jedynie nędzne płatki śniadaniowe.
- Ciesz się, że w ogóle coś dostałeś. - zaczęłam się z niego śmiać. - poczekaj! Poprawię Ci poduszkę, żeby Ci było wygodniej. - podeszłam do Liama z drugiej strony łóżka, nachyliłam się nad nim i zwinnym ruchem ręki poprawiłam poduszkę. Szybko odwróciłam się żeby odejść i właśnie w tej chwili poczułam szarpnięcie za nadgarstek i całym swoim ciałem wylądowałam... na Liamie. Myślałam, że spalę się ze wstydu, nie wiedziałam co mam zrobić. To była bardzo krępująca sytuacja. Powoli zaczęłam się podnosić. Liam spojrzał prosto w moje oczy, a ja się speszyłam.
- Ojjj... przepraszam, chyba moja bransoletka zaczepiła się o Twoją bluzę. - powiedziałam próbując ją odczepić. Na moje szczęście lub nieszczęście, jakimś dziwnym sposobem zaczepiła się w takim miejscu, że praktycznie nie miałam do niej dostępu. - no nie, chyba utknęliśmy na dobre. - zwróciłam się do Liama z rezygnacją w głosie i położyłam głowę na jego ramieniu, a on objął mnie w talii.
- No wiesz, mi tam się podoba taka pozycja. - zaczął się śmiać.
- No bardzo zabawne panie Payne.
- Hej Li... - w drzwiach ukazał się Blondasek – ołłł przepraszam, że przeszkodziłem... - zaczerwienił się gdy zobaczył mnie leżącą na Liamie, natychmiast się odwrócił i już miał zamykac drzwi.
- Nialler stój!!! - krzyknęliśmy równocześnie. Chłopak wychylił głowę zza ciemnych drzwi.
- Mógłbyś nam pomóc, bo tak troszkę... zahaczyłam bransoletką o jego bluzę i teraz nie mogę się odczepić. - powiedziałam wręcz błagalnym tonem.
- Aaa tak jasne, pokaż to maleńka – odparł Nialler śmiesznie poruszając brwiami, po czym wlazł na łóżko Liama i usiłował odczepić nas od siebie :p – i voila (czyt. włala) – powiedział gdy w końcu wykonał swoje zadanie.
- Oo dziękuję – nareszcie mogłam się podnieść z tej wbrew pozorom bardzo niewygodnej pozycji.
- Nie ma za co, ale wiesz, Liam chyba nie jest zadowolony, że tak szybko się z tym uporałem. - roześmiał się Niall i zaraz zniknął w progu ale zanim wyszedł rzucił Liamowi porozumiewawcze spojrzenie.
- Jesteście niemożliwi! - odparłam z rezygnacją.
- Taki nasz urok!!! - usłyszałam dochodzący z korytarza krzyk Blondaska.
- No dobrze to w końcu możesz poczęstować mnie tym swoim ciastem – zwrócił się do mnie Li zacierając ręce.
- Ależ oczywiście, smacznego – powiedziałam z uśmiechem na ustach, podając mu kawałek jabłecznika.
- To...to jest najlepszy jabłecznik jaki w życiu jadłem – rzekł po chwili chłopak.
- Oj już nie przesadzaj.
- Naprawdę, jesteś niesamowita – powiedział z zachwytem.
- Przestań, bo się zarumienię. To co będziemy robic? - zapytałam.
- Jula, ale wiesz, że nie musisz się mną zajmować, dziś jest taki piękny dzień a Ty będziesz marnowała czas z jakimś osmarkańcem?
- Oj daj spokój! Wolę siedzieć tu z Tobą niż we własnym domu, gdzie panuje jakaś sztuczna atmosfera.
- Chodzi o tą całą Kate tak?
- Tak. Nawet nie wiem jak mam ją traktować i jak z nią rozmawiać. To jest jakieś chore nie uważasz? Rodzice wyjechali na wakacje z okazji rocznicy a nas zostawili w domu z ta wiedźmą w dodatku w ciąży i co ja mam być niby jej niańką? - powiedziałam z wyrzutem.
- Ej spokojnie, nie martw się – Liam chwycił moją dłoń, starając się mnie pocieszyć. - wszystko się ułoży, zobaczysz. No i zawsze jak nie będziesz dawała rady sama to pamiętaj, że masz mnie. - uśmiechnął się słodko.
- Dziękuję Liam, ale Ty i tak już dużo dla mnie zrobiłeś. Przepraszam, że wyrzucam tu z siebie jakieś gorzkie żale...
- Ej nie ma sprawy, w końcu od czego są przyjaciele. - odparł.
- Dobra to ja pójdę po jakąś herbatkę z miodem co? Zaraz wracam a Ty w tym czasie znajdź jakiś dobry film, tylko nie horror bo będę się bała a nie mam do kogo się przytulic. - zagroziłam mu palcem.
- Moje ramiona są zawsze otwarte i chętne by przyjąć przerażoną niewiastę. - wyszczerzył się Li.
- Ty jesteś chory Payne!
- Coo? Dlaczego mnie obrażasz? Co Cię dzisiaj ugryzło? - zapytał podniesionym tonem.
- Nie, nie o to chodziło – uspokoiłam go szybko – jesteś chory w sensie przeziębiony a ja nie mam zamiaru się rozchorować. - powiedziałam z uśmiechem i skierowałam się do wyjścia.

     Schodząc schodami w dół usłyszałam burzliwą konwersację Zayna i Lou. Zatrzymałam się aby przysłuchać się ich rozmowie. Tak wiem jestem wścibska, ale po prostu byłam ciekawa co jest przyczyną dziwnego zachowania Zayna...
- Czy Ty wgl widziałeś jak ona się dzisiaj ubrała?...ja po prostu nie potrafię wytrzymać z nią w jednym pomieszczeniu. Dłużej tego nie zniosę... – mówił poddenerwowany Zayn.
- Czy Ty naprawdę chcesz odbic dziewczynę kumpla? On Ci nigdy tego nie wybaczy...Zayn przyjaźń jest ważniejsza niż jakieś zauroczenie, zrozum...dziewczynę i tak prędzej czy później zostawisz ale kumpli masz na całe życie... - odparł Lou.
- Louis oni nie są parą to chyba mam jakąś szansę prawda? - w momencie wypowiadania tych słów przez Zayna, schody zaskrzypiały pod moim ciężarem. ,,Nie no świetne wyczucie...” pomyślałam. I powoli jak gdyby nigdy nic zaczęłam schodzić na dół.
- Hej! - powiedziałam gdy ich zobaczyłam – o kim tak rozmawialiście? - zapytałam, sama nie mogłam uwierzyć, że to pytanie wypłynęło z moich ust ale na pewno zorientowali się, że coś słyszałam więc głupio mi było przed nimi udawać. Chłopcy spojrzeli na siebie z jakimś rodzajem desperacji a może przerażeniem w oczach?
- Eee... mówiliśmy o.... Eleonor...ee... mojej dziewczynie.... - powiedział Lou, na tę wypowiedź Zayn zareagował grymasem w stylu ,, WTF?”, widać było, że jest kompletnie zdezorientowany.
- Ahhaa czyli, że rozmawiałeś z Zaynem o tym, żeby nie odbijał Ci Twojej dziewczyny? - powiedziałam ironizując.
- Eee...Jak dużo słyszałaś? - zapytał skołowany Louis.
- Wydaje mi się, że wystarczająco – uśmiechnęłam się znacząco.
- A więc widzisz problem polega na tym, że Zaynowi podoba się dziewczyna, z którą ,,prowadza” się nasz kumpel. Tzn. oni nie są parą ale ten... kolega jest nią wyraźnie zainteresowany...
- No dobra a ta laska? - wtrąciłam się.
- No przecież już Ci mówię, ale jesteś niecierpliwa – powiedział Louis z irytacją a ja zrobiłam przepraszającą minkę. - no więc ta dziewczyna – kontynuował swą opowieść - właściwie sama nie wie czego chce, jednak więcej czasu spędza z tym drugim...więc jesteś dziewczyną, może poradzisz Zaynowi co może zrobić w tej sytuacji? - Obiekt zainteresowania przyglądał się naszej rozmowie, nawet sobie nie wyobrażacie jaką komiczną miał minę. Był wyraźnie przestraszony. Zayn Malik przestraszony...dotąd nie myślałam, że to w ogóle jest możliwe, póki nie zobaczyłam jego wyrazu twarzy na własne oczy w tamtej chwili :p
- No dobrze...Zayn... - tym razem zwróciłam się już do niego – myślę, że powinieneś powiedzieć tej dziewczynie co czujesz. Może ona po prostu chce wzbudzić w Tobie zazdrość... albo jest pogubiona i nie jest pewna czego chce. Uwierz mi dziewczyny nie myślą logicznie, no przynajmniej nie wszystkie. Wiem coś o tym. Czasem robią rzeczy zupełnie sprzeczne z ich uczuciami tylko dlatego żeby zaimponować facetowi. Sama nie wiem w jaki sposób ale mniejsza... Więc masz szansę, daj jej do zrozumienia, że jest dla Ciebie ważna. Pamiętaj, że musisz walczyc o to na czym Ci zależy, zresztą dobrze o tym wiesz. A jeśli Cię odrzuci, po prostu nie jest Ciebie warta i tyle... - skończyłam swój przerażąjąco długi monolog, spojrzałam na Malika, był zaskoczony? Możliwe. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, ale później naprawdę pożałowałam tych słów.
- Julka... - wydusił w końcu z siebie Zayn. - dziękuję Ci...wezmę sobie Twoją radę do serca. - podszedł do mnie i zamknął mnie w szczelnym uścisku.
- Ej pamiętaj, jesteś odważnym facetem. Dasz radę, bo kto jak nie Ty? - pogłaskałam go po plecach.
- Dobra dzieciaki, koniec tych czułości! - odezwał się Lou. - niedługo reszta po nas przyjdzie. A właśnie Juleczko masz ochotę wyskoczyć z nami do klubu? Jedziemy wszyscy, no może oprócz tatuśka, bo jakieś okropne choróbsko go rozłożyło.
- Niee, wiesz jakoś nie mam dziś ochoty na imprezy. Zostanę z Liamem. - odpowiedziałam.
- A Ty Malik? - zwrócił się do zamyślonego chłopaka.
- Nie, dzisiaj pasuję. Nie czuję się najlepiej.
- No dobra! Jak chcecie! Nudziarze!
- Miłej zabawy! - powiedziałam tylko i poszłam do kuchni po herbatę, o której już prawie zapomniałam.
Po kilku minutach spędzonych w kuchni chłopaków na robieniu herbaty i kanapek, wróciłam na górę do Liama. Mr. Payne właśnie brał prysznic więc postanowiłam rozejrzeć się trochę po jego pokoju. Podeszłam do komody stojącej obok okna. Były na niej zdjęcia Liama z dzieciństwa, pamiątki z podróży i kilka książek. Otworzyłam jedną z nich...to co zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Pomiędzy kartkami wsadzone było zdjęcie...i to nie byle jakie zdjęcie. Fotografia przestawiała dwie uśmiechnięte postacie, wyglądali na bardzo szczęśliwych. Jedną z nich jak można się domyślić był Liam, natomiast drugą...
- CHOLE??? - powiedziałam sama do siebie, uważnie przyglądając się twarzy rudej.
Odwróciłam się gwałtownie, by sprawdzić czy Payne czasem nie wychodzi z łazienki. Nie...nadal byłam sama w jego pokoju. Jeszcze raz uważnie przyjrzałam się zdjęciu, po czym spojrzałam na stronę 36, pomiędzy którą znajdowała się fotografia. Zauważyłam zaznaczony cytat...

Pamiętam każdą wspólnie spędzoną chwilę. A w każdej było coś wspaniałego. Nie potrafię wybrać żadnej z nich i powiedzieć: ta znaczyła więcej niż pozostałe.”

     Wytrzeszczyłam oczy, jeszcze raz przeczytałam ten tekst... przecież ja znam te słowa!
Szybko spojrzałam na stronę tytułową, bo okładka była tak oprawiona, że nie można było jej zobaczyć. Ahaa! Tak jak myślałam...,,Pamiętnik”. Nic z tego nie rozumiałam, myślałam, że faceci nie czytają takich książek. Musiał ją dostać w prezencie...od Chole. Jej imię nadal ciężko przechodzi mi przez usta. Może Hannah nie kłamała...może faktycznie ruda i Li byli parą...
Gwałtownie zamknęłam książkę, gdy tylko usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach od łazienki i odłożyłam ją na miejsce.
- Gotowa na seans? - Liam zadał mi pytanie, które wleciało jednym uchem a wyleciało drugim, nie mogłam się skupic. Wciąż zastanawiałam się nad tym co miał oznaczać ten cytat...
- Ej wszystko w porządku? - zapytał z troską.
- Co? Tak, tak – powiedziałam wyrwana z mojego świata – w porządku... to co oglądamy?
- Wybacz, wiem, że mnie za to zatłuczesz... - odparł po czym podał mi płytę z filmem.
- Ring? Czy Ty uważasz, że to jest komedia?
- Oj no wiem, ta ironia jest zbyteczna. No weź to nie jest takie straszne. - powiedział Li.
- No dobra, zlituję się nad Tobą – wystawiłam mu język. Chłopak włączył film, po czym usadowiliśmy się w jego łóżeczku.
Przez pół filmu zadręczałam się wciąż tą samą myślą. Po prostu starałam się pojąc dlaczego Chole zaznaczyła akurat te słowa, czy Liam był dla niej kimś ważnym a może ona dla Liama? A może oboje dla siebie nawzajem? Myślami byłam w innym świecie, w świecie, w którym nic nie ma sensu. Oparłam głowę na ramieniu Liama, zamknęłam oczy i próbowałam myśleć o czymś innym.
- Julka co jest? Przecież widzę, że coś Cię dręczy? - szepnął mi do ucha Payne.
- Nie, wydaje Ci się...ja po prostu... - ,,raz kozie śmierc” pomyślałam – Liam? Czy mogę Cię o coś zapytac? - zwróciłam się do przyjaciela.
- Pewnie, pytaj śmiało. - odparł chłopak.
- Tylko odpowiedz szczerze.
- Postaram się – powiedział z uśmiechem.
- Dobrze a więc...czy... czy Ty i Chole byliście parą? - w końcu wydukałam. W pokoju zapanowała głucha cisza... - przepraszam, nie powinnam była zadawac takich pytań, wybacz – powiedziałam pospiesznie i poczułam jak moja twarz przykrywa się rumieńcem.
- Spokojnie, możesz pytac o co chcesz – posłał mi ciepły uśmiech. - a odpowiedź brzmi NIE – nie będę ukrywac, że w tym momencie jakoś mi ulżyło :) - byliśmy przyjaciółmi, bardzo bliskimi przyjaciółmi... - kontynuował odpowiedź Liam.
- Więc co się stało? - zapytałam.
- Właściwie to nie mam pojęcia – powiedział Payne a w jego oczach pojawił się smutek. - pewnego dnia przyszła do mnie i dała mi to... - wziął z komody książkę, którą przeglądałam. Serce mi mocniej zabiło na jej widok. Wręczył mi ją i otworzył na zaznaczonej stronie...Myślałam, że zaraz tam zejdę na zawał...znowu patrzyłam na to zdjęcie i ten cytat, oczywiście udawałam zdziwioną mimo, że wcale nie byłam. - a potem zniknęła i nawet z czasem przyzwyczaiłem się do tej myśli, że jej nie ma, aż pojawiła się z powrotem, właśnie teraz...
- jejku faktycznie byliście sobie bliscy...naprawdę Cię przepraszam, nie powinnam pytac... - pogłaskałam go po dłoni i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Tak byliśmy ale ona strasznie się zmieniła, a przed Tobą nie mam żadnych tajemnic. - odwzajemnił uśmiech.
- Wiesz, że nie przepadam za tym rudzielcem ale może...spróbuj z nią porozmawiac i odbudowac wasze relacje?
- Może kiedyś – odparł. - no dobrze... to skoro tak sobie szczerze rozmawiamy, to mogę Ci zadac pytanie?
- Jasne.
- Powiedz mi czy mogę oczekiwac od Ciebie czegoś więcej niż przyjaźni? - nagle stał się poważny, patrzył mi prosto w oczy, jakby chciał w nich wyczytac odpowiedz. Próbowałam się uśmiechnąc...
- Liam ja...nie chcę się z niczym śpieszyc, proszę daj mi trochę czasu...
- czyli jest cień szansy – rozweselił się – na Ciebie mógłbym czekac nawet wiecznośc. - spuściłam głowę, znowu to zrobiłam...znowu go olałam, zamiast powiedzieć, że mi na nim zależy...ale ja chyba nie potrafię.
Zrobiło się trochę późno a na dworze zebrały się ciemne chmury, przez co powstała bardzo przygnębiająca atmosfera. Film dawno się skończył, właściwie to nie zauważyłam nawet kiedy się zaczął. Stwierdziłam, że będzie lepiej jak już pójdę do domu, bo jeszcze złapie mnie ulewa. Pożegnałam się z Liamem i zaleciłam mu, że ma się porządnie wyspac i jak najszybciej wracac do zdrowia. Wyszłam z pokoju. Na korytarzu było ciemno i ponuro, skierowałam się w stronę schodów gdy nagle mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na ekran, tak jak myślałam nowa wiadomośc tekstowa od tego dziwnego ,,ktosia”, ,,cosia”, Kate czy Bóg wie czego...
                            
                             ,,Ciekawośc to pierwszy stopień do piekła.
                               Mamusia Cię tego nie nauczyła?
                               Lepiej uważaj... WIELKI BRAT PATRZY!”

Mój horror właśnie się zaczął.
Co to ma niby znaczyc? Czy ktoś mnie obserwuje?Lecz tym razem to nie Blondyna...babcia by jej tak łatwo nie puściła bez opieki. Nie no ja mam już tego dosyć ale wygląda na to, że to dopiero początek...
Usłyszałam jakiś szelest na dole, oczywiście momentalnie zesztywniałam, niedługo wpadnę w jakąś paranoję. No błagam, kto normalny na jakikolwiek dźwięk dostaje gęsiej skórki. Powoli zaczęłam schodzić na dół...noga za nogą...
- hej! - w tej chwili podskoczyłam – już wychodzisz? - zapytał zdziwiony moim zachowaniem Zayn, który pojawił się na horyzoncie. No tak, przecież miał zostac w domu, a ja głupia myślałam, że to ten ,,coś”. - chyba Cię nie przestraszyłem?
- Tak i tak troszeczkę – odpowiedziałam na zadane przez niego pytania - ostatnio boję się każdego najmniejszego szelestu. - powiedziałam i przywdziałam bardzo ładny, sztuczny uśmiech.
- Chcesz się napic kawy albo herbaty? - zapytał.
- Może soku – oparłam.
Zeszliśmy do kuchni. Zayn nalał nam soku pomarańczowego, ja oparłam się o kuchenny blat i przyglądałam mu się uważnie.
- Nie usiądziesz? - zwrócił się do mnie.
- Nie, cały dzień się wylegiwałam, jak chwilę postoję to nic mi nie będzie. - uśmiechnęłam się. Zayn stanął koło mnie. Przez chwilkę staliśmy w ciszy, słychac było tylko nasze oddechy.
- Jula, muszę z Tobą porozmwiac – powiedział po chwili. - poważnie – dodał.
Ohhhooo wyczuwam kłopoty...
- No dobrze, o co chodzi? - zapytałam troszeczkę zdenerwowana. Co to za ,,poważna” rozmowa? Co on chce mi powiedzieć?
- Słuchaj, ta dziewczyna... - zaczął niepewnie – ta o której rozmawiałem dzisiaj z Louisem...to Ty. - ,,że co?” czy on powiedział...czy może ja postradałam zmysły? Nagle zrobiło mi się słabo.
- Przepraszam, możesz powtórzyc!
- Julka – podszedł blisko – zależy mi na Tobie, tak cholernie mi na Tobie zależy. Nie mogę przestac o Tobie myśleć, całymi dniami widzę przed oczami Twoją twarz... - podszedł jeszcze bliżej. - mam dość udawania, że to tylko przyjaźń. - Nagle z całych sił przyparł mnie do kuchennych szafek i zaczął namiętnie całowac. Nie mogłam się wyrwac z jego uścisku. Całował mnie coraz namiętniej, lewą rękę trzymał na mojej tali i przyciągał mnie do siebie. Natomiast jego prawa ręka zataczała koło na moim udzie, kierowała się coraz wyżej pod moją spódniczkę, cała drżałam ze strachu. Byłam przerażona faktem co zaraz może się stac, jeśli go jakoś nie powstrzymam. Był strasznie brutalny, jedyne co zrobił delikatnie to odgarnął moje opadające na ramiona loki, potem zaczął mnie całowac po szyi, ściągając ramiączko bluzki i schodząc coraz niżej.
- Zayn przestań! - powiedziałam drżącym głosem, gdy w końcu złapałam oddech. Jednak on nie zareagował na moją prośbę. Chyba nie zrozumiał, że ta zabawa wcale mnie nie bawi. - Zostaw mnie! - krzyknęłam. Zayn ponownie pocałował mnie w usta, prawdopodobnie żeby mnie ,,zatkac”. Szukałam sposobu żeby się uwolnic, wtedy spostrzegłam stojącą niedaleko szklankę z sokiem. Szybkim ruchem ręki przyciągnęłam ją do siebie i bez wahania wylałam na Zayna całą zawartośc.
- Chyba musisz trochę ochłonąc – dodałam z ironią i od razu skierowałam się ku wyjściu. Zaciskałam zęby, żeby zaraz się nie rozpłakac i nawet nie obejrzałam się na chłopaka stojącego za mną. Już został mi tylko kawałeczek do wyjścia gdy nagle drzwi się otworzyły i do domu wparowała cała banda domowników oraz Rose i Eleonor.
- O Jula już wychodzisz? – zwróciła się do mnie El.
- Tak przepraszam, Kate dzwoniła muszę leciec – wymyśliłam coś na poczekaniu żebym tylko nie musiała tu zostac.
- Ej wszystko w porządku? - zapytała Rose, która chyba zauważyła, łzy w moich oczach.
- Jest ok. Pogadamy jutro dobrze? - powiedziałam, po czym wybiegłam z domu.
- Dobrze...? - usłyszałam jeszcze zanim zmknęłam drzwi.
Na dworze lał deszcz, w końcu mogłam dac upust łzom, które w sobie dusiłam.
Pobiegłam do domu, udało mi się wejśc niepostrzerzenie. Dziadkowie już pewnie spali a Kate...zresztą mało mnie obchodziło co robi ta wiedźma. Cała mokra rzuciłam się na moje łóżko i zaczęłam wylewac łzy w poduszkę. Najbardziej bolało mnie, nawet nie sam fakt, że Zayn się na mnie rzucił, ale to, że był wobec mnie taki nieczuły, potraktował mnie jak zwykłą szmatę...a niby mu na mnie zależy.

_________________________________________________________________
                                                __________________________
I jest kolejny rozdział. Przepraszam, że dopiero teraz go dodaje ale pojawiły się drobne problemy techniczne. Mam nadzieję, że wam się spodoba i nie przestraszy was jego długość ;) Czekam na wasze komentarze. Pozdrawiam.
                                                                                                                       Paula ;*

sobota, 9 marca 2013

Rozdział13


Leżałam już w moim wygodnym łóżeczku i prawie zasypiałam ale jedno nie dawało mi spokoju. Dlaczego Kate właśnie teraz kiedy dostajemy te anonimowe sms-y zostaje u cioci i wujka. Zadręczałam się tym pytaniem dzisiejszy prawie cały dzień przez co byłam mało skupiona i niespokojna. Już prawie usypiając mój telefon za wibrował pod poduszką. Powoli usiadłam na łóżku i chwytając jak najostrożniej telefon jakby miał zaraz wybuchnąć. Myślałam, że to kolejna wiadomość z tego dziwnego numeru który przedstawiał ciąg cyfr i liter ale na szczęście to tylko Julka.

Następnego dnia obudziłam się bardzo niewyspana. Przez całą noc nie mogłam spać bo rozmyślałam o wszystkim co się dzieje i do tego jeszcze Maciek się fochną na nas, że nie mówimy mu wszystkiego. Ugh. Z jednej strony mieszkam tu już dwa tygodnie i przywykłam do tego miejsca a z drugiej czuje się bardzo nieswojo. Jeszcze teraz to mam spokój ale co się stanie jak media dowiedzą się o moim związku z Harrym to będzie masakra. Dobra ja tu gadu gadu a tu trzeba wstawać. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i się ubrać. Gotowa zeszłam na śniadanko.
-Cześć mamuś, cześć tatuś – przywitałam się z rodzicami którzy kończyli nakładać do stołu.
-Rozalko pójdź po Kacpra bo będziemy jeść – powiedział tata. Tak też zrobiłam i poszłam do dużego pokoju gdzie mały siedział na kanapie i oglądał sponge bob'a.
-Rooosie !! - krzyknął uradowany.
-No cześć szkrabie co dzisiaj będziemy robić ? - zapytałam siadając obok niego.
-To mozie pójdziemy na plac zabaw ?
-Możemy iść czemu nie a teraz idziemy na śniadano – pstryknęłam go w nos.
-A zaniesies mnie ?
-No to chodź tu do mnie – otworzyłam szeroko ręce. Mały wskoczył na mnie i razem pomaszerowaliśmy do jadalni, gdzie mama z tatą jedli naleśniki z syropem klonowym mniam. Jedliśmy w miłej atmosferze rozmawiając jakie mamy plany na dzisiaj. Mama posprzątała po śniadaniu i razem z tatkiem poszli szykować się do pracy. Poszłam razem z Kacprem do salonu, włączyliśmy telewizor i zaczęliśmy oglądać Jessie. Gdy się skończyło poszliśmy do pokoju Kacperka żeby go ubrać. Po dwunastej byliśmy gotowi, wychodząc spotkaliśmy Maćka idącego chodnikiem.
-Hej Mała gdzie idziecie ? - zapytał i przywitał się ze mną przyjacielskim buziakiem w policzek.
-A no na spacerek do parku i na plac zabaw a ty nie w pracy ?
-Dzisiaj mam wolne i nie mam co robić wiec przejdę się z wami.
-Och co za zaszczyt.
-Opa, opa – zaczął mówić Kacper
-Ja cię nieść nie będę ale Patrz kogo my tu mamy nasz kochany Maciej na pewno jest chętny – uśmiechnęłam się do brata.
Przyjaciel zaczął zabijać mnie wzrokiem i wziął małego na ręce.
-No to jak grabki masz ? - zapytałam.
-Tak
-A łopatkę ?
-Mam
-A foremki ?
-Są i mam nawet wiaderko – uśmiechnął się pokazując ząbki. Szliśmy rozmawiając i śmiejąc się. Przykuło jednak moją uwagę, że niektórzy ludzie dziwnie się na nas patrzą, ale nie zwracałam na nich większej uwagi i szłam dalej.
-Słyszałem, że chodzisz ze Stylesem – pokiwał zabawnie brwiami.
-Może, a gdzie to słyszałeś ? -zaczęłam się z nim droczyć.
-Mam swoje źródła właśnie je niosę – zaśmiał się.
-Ilu osoba jeszcze to powie ? No dobra a na jak długo zostaje u was Kate ?
-Nie wiem ale Julka musiał dzisiaj z nią siedzieć mama jej kazała i znaleźć na ten czas jakieś koleżanki żeby mieć ją później z głowy.
Zatrzymaliśmy się na placu zabaw gdzie Kacperek od razu poleciał do piaskownicy o dziwo Maciek razem z nim. Usiadłam na ławce obserwując chłopców i grzebiąc coś w telefonie. Włożyłam słuchawki w uszy i zaczęłam słuchać muzyki, ale nie dane mi było dłużej słuchać piosenek bo dostałam sms-a. Nie wiem czemu ale od paru dni mam tak, ze gdy przychodzić jakaś nowa wiadomość tekstowa zaczynam się strasznie bać a to nie jest normalne. „Nie ma to jak miły spacerek, nie uważasz, ze mamy dzisiaj bardzo ładna pogodę? PS. Ciekawe czy Harry też lubi takie spacery jak chcesz mogę się go zapytać i podrzucić parę zdjęć” - pod wiadomością były zdjęcia spod domu gdy witam się z Mackiem. Niby nic bo zawsze się tak witamy i nie raz Harry nas widział ale ten „ktoś” może wszystko obrócić przeciwko mnie ugh moje życie jest do bani. Najpierw szantażowanie mnie przez moją przyjaciółkę Łucje a teraz to. Teraz zastanawiacie się kim jest Łucja już wam mówię. Była moją przyjaciółką jeszcze w Polsce, Julka zawsze uważała, ze ona zniszczy mi życie ale ja nie chciałam jej słuchać pomimo, ze... miała racje. Wysyłała do mnie różne sms-y z drugiego telefonu, a gdy jej o nich mówiłam, mówiła że wszystko będzie dobrze że ona mi pomoże. To wszystko zaczęło się w szóstej klasie a skończyło po jej zaginięciu dwa lata później gdy uznano ją za zaginioną a jej rodzice wyjechali gdzieś podobno do Anglii. Jej przeróżne szantaże i inne jej pomysły skończyły się tym, ze przez dwa miesiące leczyłam się w klinice odwykowej Radley w Szwajcarii. A dlaczego (?) bo sama mnie tam wysłała i na pewno miała wtedy niezły ubaw. Uwierzcie, że nie był to wspaniały czas. O tym, ze byłam w klinice widzieli tylko moi najbliżsi a w szkole powiedziano, ze wyjechałam do ciotki. Po tym jak wróciłam dwa tygodnie później Łucja zniknęła i nikt nie wie co się z nią stało. Przez jakiś czas chodziły plotki, że uciekła za granice a druga wersja jest taka, że ktoś ją zamordował. Niby bardzo mnie skrzywdziła ale po zaginięciu cały czas za nią tęskniłam. Teraz nie czuje już tej potrzeby porozmawiania z nią bo wiem, ze wszystko co bym powiedziała zostałoby użyte przeciwko mnie. Ja tu wam gadam i gadam a do mnie zbliżają się chłopcy.
-To jak wracamy ? - zapytałam. Zdążyłam się przez ten czas uspokoić.
-Jasne a która godzina ?
-Ymm 14 dochodzi.
Wracaliśmy w miłej atmosferze aż dotarliśmy pod nasz kochany domek.
-Wpadnę do was wieczorem może nawet na noc
-Uuuu wyczuwam kolejne babskie spotkanie.
Tylko się zaśmiałam i weszłam razem z Kacperkiem do domu.
-Głodny jestem !! - zaczął marudzić wiedziałam to jest jego pora obiadowa trzeba mu dać coś zjeść.
-To choć do kuchni a ja zrobię hmmm na co masz ochotę ?
-Na racuchy.
-No to zaczynamy.
Po pół godzinie siedzieliśmy jedząc nasz obiadek i popijając go sokiem pomarańczowym.
-Roosie śpiący jestem – powiedział ziewając.
Wzięłam go na ręce i poszłam z nim do mnie do pokoju. Położyłam go na łóżku puszczając jakąś cichą muzykę żeby szybciej usnął. Weszłam na komputer sprawdziłam wszystko i nic ciekawego się nie dzieje. Popisałam chwilkę z Julką która właśnie odpoczywa haha moje biedactwo. Zeszłam na dół i rzuciłam się na kanapę w salonie. Włączyłam telewizor i wygodnie leżąc zaczęłam oglądać iCarly możecie uważać że jestem dziecinna ale lubię to oglądać. W połowie odcinka ktoś zakłócił mój spokój wstałam i leniwie podeszłam do drzwi. Ledwo je otworzyłam a zostałam staranowana przez piątkę małp i tak dobrze słyszycie może nawet goryli.
-Ej ej dobra co tu się dzieje ? - zapytałam zdziwiona najazdem na moje królestwo.
-A no przyszliśmy cię odwiedzić Marcheweczko – powiedział zadowolony Louis – a co do marchewek to masz jakieś ?
-Tak tak w kuchni.
-Jak dobrze bo właśnie mi się skończyły a Styles nie chce pójść mi kupić.
-Och jaka szkoda – zrobiłam smutna minkę – a jak już tu jesteście to nie bądźcie za głośno bo Kacper się... właśnie obudził.
-Pewnie się nie wyspałeś co – kucnęłam przed chłopcem.
-Ne wsystko dobze już mi się ni chce spac pać wujciowie psyszli.
-No widzisz teram możesz ich wymęczyć ile będziesz chciał.
-No ej co ja niańka ? - zapytał niezadowolony Zayn
-Tak – kiwnęłam głową twierdząco i uśmiechnęłam się do chłopców. Mówię chłopców a oni już tacy starzy hahahah. Wszyscy porozłazili się po moim mieszkaniu jak mówki po słodyczach gdy nagle poczułam na sobie ciepłe wargi mojego chłopaka. Oderwałam się od niego i pociągnęłam w stronę salonu gdzie wszyscy się wygłupiali.
-Dawajcie zagramy na x-boxie
-Doba to w co gramy ? - zapytali wszyscy chórkiem
-No to co powiecie na fife ?
-Ha jestem w tym mistrzem wiec nie masz na co liczyć – powiedział Li dumnie wypinając pierś.
-Zobaczymy – wystawiłam mu język – to jak zaczynamy.

* * *

-Haha i znowu wygrałam – szczerzyłam się do chłopków którzy siedzieli z niezadowolonymi ale i zdziwionymi minami.
-Ale jak ? - zapytał zdziwiony Horan
-Normalnie po prostu jestem mistrzem. No a teraz czekam na moje pięć czekolad które wygrałam.
-To co robimy teraz ? - zapytał Lou.
-Nie wiem ale na pewno już nie gramy – powiedział Hazz
-Taaa – wszyscy jęknęli jak na zawołanie.
-Wiecie co ja się trochę źle czuje więc pójdę do domu – powiedział kaszląc Liam.
-Okej pa – powiedziałam i przytuliłam przyjaciela – Jest taka ładna pogoda chyba nie macie zamiaru siedzieć w domu.
-O wiem ja mam pomysł – powiedział uradowany Lou – Pojedziemy do centrum handlowego na zakupy !!
-Taaaak – krzyknęli wszyscy uradowani.
-Chwilka tylko pójdę się przebrać
-A mogę iść z tobą ? - zapytał Harrey
-Chciałbyś – podeszłam do niego skradając mu buziaka i szybko uciekłam na górę.
Szperałam w mojej szafie dobre 10 minut aż znalazłam zestaw pasujący na dzień dzisiejszy. Założyłam to i zbiegłam schodami na dół. Założyłam Kacperkowi buciki i poszliśmy na podjazd chłopaków po samochody. Ja jechałam samochodem Harrego razem z Niall'em a Tommowozem pojechał jego sam właściciel, Zayn i Kacper który powiedział, ze bez Malika nigdzie nie jedzie. Jechaliśmy cały czas śpiewając piosenki które leciały w radiu aż dojechaliśmy na miejsce. Wyszliśmy z auta i czekaliśmy aż wszyscy wysiądą z drugiego samochodu. Kacper uczepił się Zayna który jakoś przypadł mu najbardziej do gustu.
-Kochanie tylko nie zdziw się jak jurto będziesz na główny stronach gazet – szepnął mi na ucho tym swoim zmysłowym głosem Harry.
-Wiesz, jakoś przeżyje – powiedziałam i wtuliłam się w jego ciało. Ledwo weszliśmy do środka a zleciały się wszystkie ich fanki. OMG trochę ich jest. Rozdali wszystkie autografy i ruszyliśmy na podbój sklepów <3 Później oczywiście zaliczyliśmy Starbucksa gdzie kupiłam sobie moje kochane Frappuccino. Koło 18 byliśmy już w domu.
-Cześć mamuś cześć tatuś – przywitałam się z rodzicami i poszłam rozpakować moje zakupy. Po chwili do pokoju wbiegł Kacperek.
-Już ci daje twoje autko masz i idź pochwal się rodzicom – powiedziałam do niego podając zabawkę. Podszedł do mnie dał buziaka i niczym torpeda zbiegł na dół. Zaczęłam rozpakowywać moje dzisiejsze zakupy czyli koszule, leginsy i szpilki na które uparli się chłopacy bo uważali, ze wyglądam w nich bardzo seksownie. Nie chciało mi się z nimi kłócić więc tez je wzięłam. Stwierdziłam, ze zadzwonię do Julki.
-No hej kochana – powiedziałam do słuchawki gdy tylko ją odebrała.
-Cześć jestem strasznie padnięta – powiedziała w pół przytomnie – Przez cały dzień usługiwałam Kate i nie mam na nic siły,
-Moje biedactwo a miałam do ciebie wpaść ale jak jesteś zmęczona to odpoczywaj.
-Wiem, wiem moje plany na wieczór to randka z łazienką w której będę się relaksować a później długie spanie.
-Dobrze to już ci nie przeszkadzam pa – powiedziałam i cmoknęłam do telefonu. Usiadłam na moje wygodne łóżko i zaczęłam się wpatrywać w bardzo interesujący sufit. Hmmm co by tu porobić. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu więc szybko chwyciłam go do reki żeby sprawdzić od kogo otrzymałam wiadomość. ”Już się stęskniłem <3 Co powiesz na spacer ? Harry xx” Od razu na moją twarz wkradł się wielki uśmiech. Jeszcze dzisiaj nie otrzymałam wiadomości od „ktosia” co mnie troszke zdziwiło bo przychodziły regularnie. Wieczór zapowiada się na dość ciepły więc nie będę się przebierać. Odpisałam Hazzie, że zaraz wyjdę przed dom. Powiedziałam rodzicom, że wychodzę, założyłam buty i wymknęłam się z domu. Stał i już na mnie czekał. Podeszłam do niego i złożyłam pocałunek na jego ustach. Uśmiechnął się, czułam to .
-Tęskniłem
-Ja też – nie wiadomo kiedy na moją twarz wkradł się wielki rumieniec.
-Słodko się rumienisz – powiedział a ja spuściłam wzrok.
-Ej chyba nie czujesz się przy mnie skrępowana ? - uniósł podejrzliwie brew.
-Nie jest wspaniale – powiedziałam a on obioł mnie swoim ramieniem. Szliśmy w ciszy, która wcale mi nie przeszkadzała. Cały dzień wokół nas biegali wszyscy i krzyczeli a chyba taka cisza należy się każdemu nie prawda ? Jeszcze ja jest się z osobą którą się kocha jest po prostu wspaniale. Dotarliśmy do tego samego parku co w dniu kiedy pierwszy raz mnie pocałował a później się rozpadało. Jak na zawołanie zaczęły pojawiać się małe krople deszczu.
-Mogę prosić panią do tańca ?
-Eleż oczywiście
Kołysaliśmy się w rytm śpiewanej przez Stylesa muzyki. Ludzie biegli w stronę domu byle by nie zmoknąć a my tańczyliśmy wtuleni w siebie na środku parku.
-Chodźmy bo robi się zimno – szepnął mi do ucha. Byliśmy już cali mokrzy ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Szliśmy już naszą uliczką śmiejąc się w niebo głosy.
-Ciszej mi tam jest już po 22 – zaczęła krzyczeć z swojego okna pani Lenon. Niby starsza pani ale słuch to ma dobry. Cmoknął mnie w usta pod moim domem i powiedział : Dobranoc mój Maluszku,
-Dobranoc mój Wielkoludzie.
-Wcale nie jestem taki wielki.
-Nie tylko wyższy o głowę - wytknęłam mu język i ruszyłam w stronę drzwi. Weszłam do pustego i ciemnego mieszkania bo wszyscy już spali. Przemknęłam na paluszkach do swojego pokoju i poszłam pod szybki prysznic. Wyszłam z łazienki ubrana w moją piżamkę i od razu położyłam się na łóżko i szybciutko usnęłam.

Zakupy Rose :








       ...............................................................................................................................
Bardzo przepraszam, że dawno nic nie dodałam ale miałam strasznie duzo nauki ale za to dzisiaj napisałam dłuższy rozdział. Mam nadziej, ze wam sie podoba i mogę wam zdradzić, ze w niedalekiej przyszłości pojawi się Łucja. Co będzie dalej ? Kim jest tajemniczy nadawca sms-ów ? Tego nawet ja nie wiem więc zachęcam do dalszego czytania.
                                                                                                    Viki :*