sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 21


                 Wracamy właśnie ze sklepu razem z Kacperkiem i bierzemy się za przygotowanie naszej kolacji. Dzisiaj pogoda nie dopisuje, jest chłodno i zaczęło właśnie padać, wiec i tak nic innego bym nie miała do roboty. Muszę przyznać, ze ta okolica nawet gdy jest brzydka i pochmurna pogoda wydaje się być najpiękniejsza. Po dziesięciu minutach drogi, monologu Kacperka na temat chmur (którego nie słuchałam) i ochlapaniu mnie przez samochód dotarliśmy pod dom. Otworzyłam furtkę, wpuściłam na posesje młodszego brata i otworzyłam drzwi. Obydwoje rozebraliśmy się z mokrych ubrań, kalosze zostawiliśmy w holu i poszliśmy do kuchni szykować naszą kolacje. Wyciągnęłam z reklamówki nasze zakupy i włączyłam radio żeby nam się lepiej gotowało. Właśnie zaczynała się piosenka Dark Paradise Lany Del Rey. Zaczęłam nucić piosenkę i jednocześnie wyciągając z szafki książkę kucharską.

And there's no remedy for memory.

                Stwierdziłam, że zrobię dzisiaj makaron muszelki nadziewany mięsem. Na przystawkę usmażę kalmary w sosie z mango, mleczka kokosowego i trawy cukrowej. Tak to będzie to. Po chwili Kacperek zabrał mi moją księgę poprzewracał wszystkie strony i wskazał mi na zwykłą prostą sałatkę owocową haha czyli muszę jeszcze zrobić sałatkę. Zaczęłam dalej mruczeć tekst pod nosem.

All my friends ask me why I stay strong.

                  Już po chwili zaczęłam przygotowywać naszą kolacje a w radiu właśnie puścili One Way Or Another, młody zaczął się cieszyć i tańczył po całej kuchni a ja się z niego śmiałam. Po chwili przyłączyłam się do niego i hasaliśmy po całym domu w rytm piosenki. Gdy nasza melodia dobiegła końca wróciłam do przygotowywania kolacji. Dochodziła godzina 18 a rodzice będą o 19:30 czyli zdążę się ze wszystkim wyrobić. O godzinie 19:25 do domu przyjechali rodzice a kolacje była już prawie gotowa. Nalałam rodzicom do kieliszków wina i popatrzyłam na nich z minką też mogę ? Tata zaczął się śmiać i skinął głową na tak. Zaśmiałam się i nalałam także sobie troszkę do kieliszka. Przyniosłam jeszcze sok i nalałam go do szklani Kacperka a następnie poszłam do kuchni po kolacje. Przyniosłam wszystko do jadalni, nawet sałatkę owocową :D i zasiedliśmy wszyscy do stołu.
-Już mija druga połowa wakacji – mówi mama.
-No mija i ja idę do przedszkola – uśmiechnął się Kacperek.

 

-Pójdziesz, pójdziesz o to to ty się nie martw – powiedział tata czochrając jego ułożoną w nieład fryzurkę na co mały zaczął się śmiać.
-Jutro pracuję do południa kochanie – powiedziała mama się uśmiechając.
-Oo to dobrze – uśmiechnęłam się do niej.
-I przyjdzie do mnie koleżanka z pracy z córeczką w Kacperka wieku.
-Będę miał kolezankę ? - zapytał maluch.
-Hahaha tak - zaśmiałam się widząc jego podekscytowanie.
-Ale fajnie – powiedział i wrócił do poprzedniej czynności, czyli jedzenia i machania nogami pod stołem.

                   Rozmawialiśmy na temat tego jak nam się żyje w Londynie, jak nam się tu podoba i wgl. Firma się rozwija, za jakiś rok może być nawet na pierwszym miejscu w Anglii. Mój i Julki tata prowadzą Agencje Reklamy. ( Zajmują się tam tworzeniem na zlecenie reklam telewizyjnych, radiowych, prasowych czy internetowych. ) Więcej zbytnio nie wiem nie wgłębiam się w takie rzeczy. A moja kochana mamusia jest prawnikiem :) Posiedzieliśmy sobie jeszcze troszkę a następnie pozbierałam wszystkie naczynia, do kuchni, włożyłam do zmywarki i poszłam do góry. Wyciągnęłam laptopa i położyłam się na łóżku, włączyłam muzykę i zaczęłam przeglądać różne strony internetowe aż trafiłam na artykuł z jakiejś strony plotkarskiej z wczoraj a na głównym zdjęciu ja i Harry.


Harry Styles na randce z dziewczyną”


tumblr_m8nk4rrx1x1r3liqro1_500.jpgDzisiaj fanki przyłapały słynnego piosenkarza ze swoją dziewczyną Rozalią Fiołkowską na randce. Jak donoszą para wybrała się najpierw na obiad a następnie na romantyczny spacer po Hyde Parku. Wyglądali na bardzo szczęśliwych z czego także bardzo się cieszymy.

Czyżby Harry Styles został usidłany przez Rose ?



Co sądzicie o ich związku ?

                I tyle na temat, a na dole oczywiście komentarze których było aż 869. Nie chciałam sprawdzać co w nich pisze lecz jednak ciekawość mnie zżerała. Było dużo pozytywnych jak i hejtów typu „Boże co to ma być ?” , „Skąd ona się urwała ?” lub „ Kolejna głupia blondynka” . Oczy mi się spociły ale szybko je przetarłam i już wszystko było dobrze. Po chwili odezwał się mój telefon otworzyłam wiadomość która brzmiała „Nie smuć się kochanie nie można być kochanym przez wszystkich. Prawda ?” Oczywiście nikt się nie podpisał. Jak miałam już w zwyczaju obejrzałam się na boki i spojrzałam przez okno. Znowu nikogo nigdzie nie było. Skąd ten ktoś tyle o mnie wie? Mam już tego wszystkiego dosyć. Odłożyłam laptopa na bok i położyłam się. Zaczęłam przyglądać się mojemu pokojowi. Był idealny. I te niebieski baldachim nad moim łóżkiem po prostu jest tu pięknie. Ojj chyba troszkę się rozmarzyłam. Podciągnęłam się do pozycji wpół siedzącej i zaczęłam czytać jeszcze trochę komentarzy, nawet trafiłam na komentarz typu „Harry i Rosie = Hasie” Który wywołał na mojej twarzy uśmiech. Następnie zamknęłam laptopa i poszłam do łazienki, gdzie napuściłam sobie wody. Zmyłam z twarzy makijaż , zrobiłam dużą piane rozebrałam się i zanurzyłam się w wodzie żeby troszkę się zrelaksować. Po pół godzinki wyszłam z wanny i ubrałam się w piżamkę, związałam włosy w koczka wyszłam z mojej prywatnej łazienki i podeszłam do mojej kolekcji książek. Szukałam to co ostatnio zaczęłam czytać znaczy w Polsce bo jakoś teraz nie miałam czasu. Po chwili z równego rzędu książek wyciągnęłam „Zakochany w Paryżu” kupiłam ją na wycieczce w Krakowie gdy poszliśmy do galerii na Kazimierzu. W tej książce Oliver Magny zdradza najpilniej strzeżone sekrety miasta i jego mieszkańców. Książka opowiada o tym, ze Paryż o także ludzie i to oni tworzą ten niesamowity klimat. Założyłam jeszcze moje okulary, ułożyłam poduszki na parapecie i usiadłam. Po około godzince czytania zrobiłam się senna. Odłożyłam książkę na szafkę nocną i położyłam się spać.

*Rano*

                 Leżałam w ogrodzie patrząc się na biegającego i bawiącego się Kacpra. Po chwili chłopiec podbiegł do mnie i klepnął w ramie krzycząc : ty ganiasz. Wstałam z wygodnego leżaka i zaczęłam ganiać się po ogrodzie z braciszkiem. Po nie mam pojęcia ile minęło leżeliśmy na trawie gilgocząc się.
Oddychałam głęboko ponieważ się zmęczyłam, nagle po drugiej stronie czyli w domku obok a dokładnie na ogrodzie siedzieli chłopacy. Wstałam i pomachałam energicznie do nich a oni zaczęli się szczerzyć jak głupi do sera. Posiedzieliśmy jeszcze trochę na podwórku rozmawiając z chłopakami i poszliśmy do domu. Po jakimś czasie przyszła mama. Dzisiaj wyglądała naprawdę ślicznie.
-Cześć kochanie – podeszła do mnie i pocałowała mój policzek.
-Cześć szkrabie – wzięła malca na ręce i także obdarowała buziakiem – Zacznę robić już obiad bo za godzinę przychodzi do mnie Shannon z małą Natalie.
Skinęłam głową i poszłam do siebie. Rzuciłam się na łóżko zastanawiając się co mam robić. Więc leżałam i patrzyłam się w sufit, który okazał się być bardzo interesujący. Po jakimś czasie do mojego pokoju wbiegła dwójka dzieci. Jednym z nich okazał się Kacper a druga to słodka dziewczynka jak mniemam Natalie. Zeszłam na dół przywitać się z panią Shannon. Zostałam tak wychowana że gdy tylko ktoś przyjdzie muszę się przywitać.
-Olu to twoja córka ? - zapytała ze zdziwieniem koleżanka mamy.
-Tak, ta krowa za miesiąc kończy 18 lat – uśmiechnęła się do koleżanki.
-Bardzo podobna do ciebie.
Mama uśmiechnęła się do mnie i pani Shannon i poszła do kuchni po soki dla nich.
-Mamo weź mi też nalej soku – krzyknęłam a po chwili pojawiła się mama z trzema szklankami. Poszliśmy do ogrodu aby dzieciaki mogły się pobawić na swierzym powietrzu. Usiadłyśmy na tarasie przy stole chwile przyglądając się Natalie i Kacperkowi.
-Troszkę przypominają mi ciebie i Maćka – uśmiechnęła się mama.
-Haha no może.
-Powiem ci ze zawsze myślałam że ty i Maciek kiedyś będziecie razem. Wszystko co robiliście to razem, gdzie byście nie szli to RAZEM – mama zaczęła się śmiać – Ale teraz widzę ze jesteś szczęśliwa z Harrym.
-Jestem nawet nie wiesz jak bardzo go kocham.
-Dzieci tak szybko dorastają – powiedziała do mamy pani S.
-Shay masz absolutną racje – zgodziła się razem z nią mama a ja wywróciłam oczami i sięgnęłam po szklankę z sokiem pomarańczowym.
Po chwili namysłu przypomniałam sobie, że chłopacy prosili mnie żebym przyszła bo mają ochotę gdzieś wyjść (oczywiście bez naszej pary Julam), więc pójdę się przebrać.
-Mamo ja idę do chłopaków i wychodzimy na miasto
-Julka idzie z wami ?
-Nie z tego co wiem to ma randkę z Liamem ale Eleonor jeszcze idzie.
-To idź i baw się dobrze... a ale najpierw się przebierz – wystawiła mi język a ja poszłam do siebie do pokoju. Zbliżyłam się do szafy by poszukać jakiś strój odpowiedni na tę pogodę. Wybrałam taki oto zestaw. Poszłam do łazienki się przebrać, włosy zostawiłam rozpuszczone a na rzęsy naniosłam tusz i byłam gotowa. Do torebki wrzuciłam, telefon, słuchawki, portfel i chusteczki. Zbiegłam na dół po schodach i przejrzałam się jeszcze raz w lustrze. Przypomniałam sobie jeszcze o kluczach i wyszłam. Skierowałam się jeszcze do ogrodu.
-To ja idę mamo ! Do widzenia pani Shannon.
-Do widzenia kochanie ale mów mi po imieniu – zaśmiała się i mi pomachała na co ja się szeroko uśmiechnęłam. Przeszłam kawałek po chodniku i weszłam na posesje chłopaków. Drzwi było otwarte wiec weszłam do domu i jedyne co zobaczyłam to biegnącego Horana który wparował do toalety.
-Yyyy a jemu co ? - zapytałam całej reszty ściągając buty i odkładając torebkę.
-Zatruł się biedaczek – podszedł do mnie wychodzący z kuchni Lou wręczając mi połowę marchewki.
Poszłam do salonu przegryzając mój przysmak gdzie siedzieli wszyscy, podeszłam do mojego chłopaka i dałam mu buziaka, lecz po chwili wylądowałam na jego kolanach. A on uśmiechnął się do mnie ukazując swoje dołeczki.
-To gdzie się dzisiaj wybieramy ? - zapytałam szeroko się uśmiechajac.
-Umm a co powiecie na kino – powiedział Zayn.
-To byłby świetny pomysł ale na co byśmy się wybrali ? - tym razem pytanie padło z ust El.
-No nie wiem to może na Przed północą ?
-Rose znowu jakieś romansidło ?
Zapytał już znudzony Hazz.
-A coś ci nie pasuje kochanie – odwróciłam głowę tak żebym mogła spojrzeć jego zielone oczy. A reszta zaczęła się śmiać.
-A mi się ten pomysł podoba – poparła mnie Eleonor.
-A mi nie – Lou usiadł krzyżując ręce.
-Ty też masz zamiar marudzić – warknęła na niego El a Malik zaczął się brechtać.
-Co za szczęście ze ja nie mam dziewczyny – powiedział z udawaną ulgą. A my zmroziłyśmy go wzrokiem.
-Dobra już się nie odzywam a co z Niallerem on idzie czy zostaje w domu ?
-Ja idę już mi lepiej – powiedział blondyn wychodząc z łazienki – a na co idziemy bo nie dosłyszałem.
-Na Przed północą – z niezadowoleniem powiedziała reszta.
-Mi to pasuje – uśmiechnął się blondyn do nas – Zayn będziesz poją parą dzisiejszego dnia ?
-A może ty jednak zostań w domu ?
-Nie no bo patrz stworzymy takiego Zialla i wszyscy się będą cieszyć.
-Ohh no dobra – burknął Mulat siedząc z obrażoną miną.
-No to wy się ubierzcie czy coś a ja idę do toalety – uśmiechnęłam się do nich.
-Ummm nie radze lepiej pójdź na piętro – rzucił Horan a ja udałam się schodami na górę.

*Oczami Liama*

-Harry choć na chwile do kuchni – poprosiłem przyjaciela korzystając z tego że jego dziewczyna poszła do toalety.
-No już idę – weszliśmy do kuchni – co chciałeś Liamku ?
-Kiedy masz zamiar powiedzieć Rozalii że mamy trasę od października.
-Nie wiem nie myślałem nad tym. Nie chce jej teraz psuć humoru.
-Ale wiesz ze musisz jej o tym powiedzieć.
-Tak, tak wiem do października mam czas – uśmiechnął się do mnie.
-To kiedy jej powiesz ? – pytałem zniecierpliwiony.
-No raczej parę dni przed wyjazdem.
-No bardzo dojrzałe – prychnąłem i już miałem iść do siebie.
-Booże Liam czepisz się wszystkich i wszystkiego może ty byś powiedział Julce a nie tylko mnie upominasz żebym nie zapomniał jak ja przecież dobrze wiem że będę musiał jej o tym powiedzieć.
-Nie wydzieraj się na mnie Styles !!!
-Będę robił co chce, gdzie chce i kiedy chce.
-Nie zapominaj że nie mieszkasz tutaj sam – syknąłem w jego stronę i powędrowałem do swojego pokoju.


*Oczami Rosie*

                   Co on w ogóle odwala. Jadą w trasę na pół roku a on chciał mi powiedzieć o tym parę dni przed wyjazdem? Boże co za kretyn wychodzę stąd. Zeszłam po schodach i skierowałam się do drzwi. Założyłam buty wzięłam torebkę i bez żadnego słowa trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Nie mam słów na tego chłopaka. Co za dupek. Wyciągnęłam telefon i słuchawki z torebki i podłączyłam je do siebie. Potrzebowałam trochę spokoju. Ruszyłam w nieznanym mi kierunku słuchając różnych piosenek. Chyba się zgubiłam.

*Oczami Harrego*

                   Co ten idiota narobił, no przecież bym jej powiedział, może nawet wcześniej, chciałem żeby teraz dał mi spokój bo muszę się ogarnąć. A Rose słyszała całą rozmowę pomyślała że jestem aż takim egoistą i po prostu wyszła-,- , zbiera się na burze i do tego nie odbiera moich telefonów. I co ja mam teraz zrobić ? Szukałem jej jakieś pół godziny ale jakby się zapadła. Martwię się o nią. Londyn jest dużym miastem, a jeśli coś jej się stało ? Nie mogę tak myśleć wszystko będzie dobrze. Idę jeszcze jej szukać jeszcze nie wiem gdzie ale muszę ją znaleźć i wszystko wytłumaczyć.

*Oczami Rozalii*

                  Zaczyna kropić, jestem ubrana tak jak jestem, nogi mnie już bolą i do tego rozładował mi się telefon. No zajebiście. Nawet nie mam jak zadzwonić do kogoś żeby po mnie przyjechał gdzieś tutaj gdzie jestem. Usiadłam na ławce pod jakimś drzewem żeby zbytnio nie zmoknąć. Chyba jest koło 16 tak mi się wydaje. Obok mnie przeszła właśnie jakaś para dziwnie się na mnie patrząc. No nie dziwie się wyglądam strasznie. Cały makijaż rozmyty a na policzkach jeszcze ślady po łzach. Brakuje tylko paparazzich i już mieliby niezły temat na jutro. Podciągnęłam nogi pod brodę, wtuliłam się w nie i tak sobie siedziałam. Nie miałam pojęcia gdzie jestem wiec nic innego mi nie pozostało jak siedzieć i czekać aż ktoś mnie znajdzie. Czułam ze robię się cała mokra.


[…] (Po jakimś czasie, nie wiem ile minęło xD)


-Zali boże co się stało !? - usłyszałam krzyki Maćka, który podbiegł do mnie i okrył swoją bluzą.
-No bo.. bo jja się pokłóciłam z Harrym to znaczy tak jakby i i..
Nie zdarzyłam już nic powiedzieć bo Maciuś zaczął mnie tulić do siebie.
-Shhh już nie płacz mała jak ty się tu znalazłaś ?
-Bo wyszłam z domu chłopaków i się zgubiłam, nawet nie wiem ile już tu siedzę.
-Chodź idziemy do domu – powiedział podając mi rękę żebym mogła wstać. Złapałam jego dużą dłoń i podniosłam się stając naprzeciw niego.
-Masz chusteczki ?
-Mam
-To weź się wysmarkaj i powycieraj – powiedział cicho się śmiejąc. On to ma wyczucie -,-
-Dobra chodźmy – powiedziałam ciągnąc nosem,
-Co się tak dokładnie stało ?
-Szczerze to wkurzyłam się o byle co i po prostu wyszłam, rozładował mi się telefon, nie wiedziałam gdzie jestem – mówiłam co chwila pociągając nosem.
-Oj coś czuje że będziesz chora.
Powiedział Maciek a ja się zaśmiałam nawet nie wiem z czego, tak po prostu. Co nie oznacza że już wszystko dobrze cały czas jestem zła ale nie wiem czy na siebie czy na Harrego. Bo przecież to ja zachowałam się nieodpowiedzialnie i po prostu sobie uciekłam. Przystanęłam jeszcze raz wyciągając z torebki chusteczkę. Maciek ma racje już czuje że coś mnie bierze. Stałam naprzeciw niego i patrzyłam sobie na jego ułożone w nieład włosy.
-Będzie dobrze – powiedział głaszcząc mój policzek. Jego twarz zbliżał się coraz bliżej mojej. Po chwili nasze usta złączyły się w pocałunku. Nie protestowałam. Potrzebowałam teraz kogoś ciepła. By był blisko mnie. Po chwili się jednak oboje opamiętaliśmy.
-Chodź idziemy do domu – tylko tyle powiedział i spuścił głowę. To nie powinno się wydarzyć . Tylko tyle w tej chwili zdążyło mi przebiec przez głowę. Ruszyliśmy w stronę domu. Boże co ja wyprawiam, całowałam się z moim najlepszym przyjacielem będąc z Harrym to wszystko jest jakieś chore. Może Kate ma racje mimo ze mam chłopaka kleje się nawet do przyjaciela. Nie my wiemy ze to nie powinno się stać to był tylko mały incydent. Szliśmy jakimiś dziwnymi uliczkami których nie znałam. Gdzie on mnie do cholery prowadzi ?
-Maciek gdzie jesteśmy ? -zapytałam cichym głosikiem. Głupio się czułam po tej sytuacji no ale gdybym naprawdę tego nie chciała to bym go odepchnęła, nie pozwoliła mu a ja nic z tym nie zrobiłam. Po prostu tego potrzebowałam. Boze Rozalii nie pieprz głupot -,-
-Już dochodzimy wybrałem drogę na skróty.
Stwierdziłam że jak już się odezwałam to zadam mu kolejne pytanie. Dobra to nie będzie pytanie.
-Obiecaj mi że nikomu o tym nie powiesz – zatrzymałam się patrząc w jego błękitne oczy.
-Nie powiem – powiedział to zdanie tak bez żadnych emocji jakby nic się nie stało. A stało się i to za dużo.

                     W końcu doszliśmy na naszą ulice. Zastanawiałam się co zrobić czy pójść do Harrego, czy może do Julki lecz to chyba nie byłby dobry pomysł. Ostatecznie udałam się do domu żegnając się z Maćkiem zwykłym 'cześć'. Weszłam do środka i udałam się do swojego pokoju. Z tego co zauważyłam rodzice siedzieli w salonie a odgłosy Kacperka dochodziły z jego kolorowego pokoju. Otworzyłam delikatne drzwi pchając je ku wewnątrz. Gdy dostałam się już do mojego królestwa rozebrałam się i mokre rzeczy albo rozwiesiłam w łazience albo wrzuciłam do kosza z brudnymi rzeczami. Zmyłam dokładnie makijaż i na twarz nałożyłam warstwę kremu nivea. Włosy zaplotłam w kłosa i zarzuciłam na siebie zwykłe szorty i koszulkę. Wyglądałam w miarę, przecież musze jakoś wyglądać żeby nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Wyszłam z pokoju i zmierzałam ku schodom gdy usłyszałam ten słodziutki głosik, mimowolnie się uśmiechnęłam widząc malca.
-No chodź tu do mnie – chłopiec podreptał nóżkami do mnie a ja kucnęłam przed nim. Po chwili wtulił się we mnie na skutek czego upadłam tyłkiem na podłogę. Taaa musiało wyglądać to komicznie. Chłopiec zaczął się śmiać i podał mi swoja mała rączkę w geście pomocy. Chwyciłam ją i stanęłam na własnych nogach. Skierowałam się do kuchni udając, ze wszystko jest dobrze. Starałam się uśmiechać żeby wszystko wyglądało jak najbardziej naturalnie. Chyba nie jestem aż taką złą aktorką bo nie wzbudziłam żadnych podejrzeń. Jednak do Chole dużo mi brakuje – pomyślałam. Przysiadłam między mamą a tatą. Chwile się po przepychałam ale w końcu usiadłam tak, ze wszystkim było wygodnie.
-Jak było w mieście ? - zapytał niespodziewanie tata. Zagiął mnie tym pytaniem.
-Yyy no bardzo fajnie poszliśmy do kina – starałam się brzmić wiarygodnie.
-O a na czym ? - naszą rozmową zainteresowała się mama.
-Poszliśmy na jakieś romansidło ale było całkiem fajne – nie wiem jakim cudem potrafię tak dobrze kłamać. Przeraża mnie to. No ale cóż zawsze uważałam ze jestem dziwna. Rozmawialiśmy jeszcze chwile i nagle w całym domu zabrzmiał dźwięk pukania. Wstałam i podeszłam do drzwi od razu je otwierając na oścież. Zdziwiło mnie to co zobaczyłam, przed moimi drzwiami stał sobie Harry, uniósł lekko głowę spoglądając na mnie.
-Możemy porozmawiać ? - z jego ust padło pytanie którego się obawiałam. Widać czeka mnie naprawdę ciężka rozmowa. Gestem dłoni zaprosiłam go do środka, gdzie w korytarzu ściągnął buty.
-Dzień dobry proszę państwa – uśmiechnął się w stronę moich rodziców na co oni zgodnie odpowiedzieli : Cześć Harry.
-Mamo my idziemy na górę – powiadomiłam moją rodzicielkę i razem z Haroldem udałam się do mojego pokoju. Weszliśmy do środka siadając na łóżku.
-Umm może chcesz coś do picia ? - wypaliłam nagle.
-Rose wiesz dlaczego tu przyszedłem prawda ?
-No wiem – powiedziałam wzdychając i spuszczając głowę.
-Popatrz na mnie – powiedział tym swoim troskliwym tonem. Po chwili odważyłam się spojrzeć w jego stronę, gdzie napotkałam te jego piękne szmaragdowe oczyska wlepiające się we mnie. W mojej głowie zaczął sie pojawiać obraz ukazujący całujących się mnie i Maćka. Szybko otrząsnęłam się i … odezwałam.
-Przepraszam … za to wszystko, za mnie i za moje .. zachowanie. Postąpiłam źle i jestem tego całkowicie świadoma. I do tego pewnie zepsułam wam plany na dzisiejszy dzień. Po prostu wystraszyłam się tego, tej całej trasy, tego że cię nie będzie i będę tutaj sama i … i już sama nie wiem.
-Ojj już wszystko dobrze, słyszysz ? Mamy jeszcze dużo czasu a co do trasy to tylko pół roku – na chwile się zaciął – a może aż pół roku. No ale popatrz jesteś silna a poza tym na miejscu cały czas masz Julkę, Elkę i Maćka. Poza tym idziesz do szkoły, po szkole tańce. W czasie świąt trasa jest przerwana i bo udajemy się do rodzin potem mamy wolny tydzień który spędzimy tu w Londynie także sylwester. A po za tym mamy jeszcze skypa i inne nowoczesne urządzenia jak na przykład telefon – mówił machając mi tym 'nowoczesnym' urządzeniem przed twarzą na co się zaśmiałam. Będzie dobrze – uśmiechnął się do mnie, a na jego policzkach uformowały się te dwa śliczne dołeczki, które nadają mu tego dziecięcego uroku – No chodź tu do mnie – powiedział rozkładając swoje ramiona, natomiast ja przeczołgałam się przez kawałek łóżka wtulając się w jego ciało. Siedzieliśmy tak a moja głowa była schowana w zagłębiu jego szyji, natomiast on gładził mnie swoimi dłońmi po plecach. Ta pozycja bardzo mi odpowiadała, jednak Harry to wiercipięta i długo w jednej pozycji nie wytrzyma, więc położył się na łóżku. Położyłam się koło niego łapiąc jego prawą dłoń. Zawsze lubiłam się bawić jego palcami i w tej chwili było identycznie na co Harold się zaśmiał.
-Co cie tak śmieszy ? - zapytałam spoglądając na niego.
-Nic kochanie – jeszcze raz się zaśmiał i przyciągnął mnie do siebie. Dał mi buziaka w głowę i wyciągnął telefon, odblokował go a moim oczom ukazała jego tapeta. Przez co zaczęłam się śmiać.
-Ślicznie wyglądasz na tym zdjęciu - powiedział z dumą – Chociaż ta bluzka – zaczął się zastanawiać.
541907_542220915829781_1439218618_n.jpg-Harry ile razy rozmawialiśmy na temat tej bluzki ? - zapytałam chichocząc.
-Nie uważasz ze jest zbyt koronkowa ?
-Nie nie uważam tak – powiedziałam wytykając mu język na co on zaczął mnie łaskotać.
-Hahahah o nie hahaah – śmiałam się w niebo głosy że na pewno ciocia z wujkiem mnie słyszeli – Ha ha ha Harry weź przestań hahaah – cały czas się śmiałam i nie mogłam się opanować.
Po chwili przestał i zastygł tak na de mną wlepiając swoje oczy w moje. On jest idealny, , te rysy jego twarzy, oczy, nos, usta i moje dwa małe skarby czyli dołeczki. Podciągnęłam się lekko na łokciach dając mu buziaka, Harry zaczął go odwzajemniać i po chwili zwykły buziak przerodził się w woje na języki. Oderwaliśmy się od siebie cały czas na siebie, patrząc do puki ten idiota się na mnie nie położył ! Nie żebym zarzekała no ale ja jestem od niego mniejsza i troszkę mnie zgniata.
-Złaź ze mnie ty grubasie – powiedziałam ledwo łapiąc oddech.
-Pff wypraszam sobie ja wcale nie jestem gruby.
Złapał mnie rękoma w tali po przeturlał tak ze teraz to ja leżałam na nim.
-No i od razu wygodniej – powiedziałam uśmiechając się do Stylesa.
Ułożyłam się wygodnie i tak sobie leżałam słuchając sobie jak bije serce mojego chłopaka a on głaskał mnie po włosach.
-Kocham Cię – szepnął mi na ucho.
-Ja ciebie też – jeszcze bardziej się w niego wtuliłam, ze nawet nie było miejsca między naszymi ciałami. Leżeliśmy w pokoju w ciszy gdy nagle wbiegł Kacper.
-Zali, Zali oć na kolacje … ooo ceść Harry – chłopiec wskoczył na łóżko przytulić się do Stylesa.
-Hej mały - wziął go na kolana i mocno przytulił.
-To co idziemy na kolacje ? - zapytałam patrząc ja dwójka najważniejszych dla mnie chłopców, bo nie ukrywajmy Hazz to takie duże dziecko :P
-Ja się będę zbierał
-O nie, nie mama nie puści cie bez kolacji do domu – uśmiechnęłam się do niego a on wstał podając mi rękę. Złapałam ją i razem z Kacperkiem u jego na rekach zeszliśmy na dół.
-Oooo jak słodko – rozczuliła się mama – siadajcie.
-Mamo pomóc ci może ?
-Nie nie trzeba – posłała mi ciepły uśmiech i udała się do kuchni.
Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy rozmawiać oczywiście nie obyło się bez przesłuchania Harrego.
-Tato długo jeszcze będziesz go tak zamęczał ? - zapytałam rodziciela spoglądają na Harrego który całkiem nieźle się trzymał.
-A jak podobał ci się film Harry ? Kolejne romansidło na które wyciągnęła was Rose.
Chłopak spojrzał na mnie lecz szturchnęłam go co było znakiem że ma coś powiedzieć.. Zrozumiał o co mi chodziło i zaczął coś gadać na temat filmu. Ufff uratował mnie.
Zjedliśmy kolacje i Harry miał się zbierać do domu.
-Hazz zostań na noc, tato może ? - zapytałam go robiąc kocią minkę.
-Ojj dobra ale bądź cie grzeczni – uśmiechnął się do nas a my pomaszerowaliśmy na górę. Weszliśmy do pokoju a ja rzuciłam się na łóżko. Bardzo wygodne łóżko.
-Ale się najadłam – powiedziałam zamykając oczy. Zaczęłam się po chwili śmiać.
-A tobie co znowu ? - Harry położył się obok mnie.
-No bo patrz nagle sobie wstaje rano patrze a tu mi taki brzuch urósł od tego jedzenia – zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać.
-Ty to głupiutka jesteś – wtulił się w moje malutkie ciałko. Nagle w całym pokoju rozległ się dźwięk który informował o tym że telefon Hazzy zaczyna dzwonić. Podparł się na łokciach i przyłożył te „nowoczesne” urządzenie do ucha.
-No hej Lou .… jasne zajmę się nią …. okej to o 13 ... no paaa.
Odłożył telefon na bok a ja spojrzałam na niego wyczekująco.
-Dzwoniła Lou i poprosiła mnie żebym zajął się jutro Lux bo ona i Tom muszą coś załatwić.
-Ooo jak słodko – uśmiechnęłam się do niego – mam nadzieje że poznam tego uroczego maluszka.
-Too może przejdziemy się jutro razem do miasta.
-Mi pasuje – odpowiedziałam i wtuliłam się w mojego chłopaka.
Cały czas nie wierze że to wszystko się dzieje. Ta cała przeprowadzka tutaj, poznanie wspaniałych przyjaciół i chłopaka, poznanie Elci mojej kochanej i ten koncert i w ogóle wszystko. To takie nie realne a jednak prawdziwe. Gdyby ktoś mi powiedział pół roku temu co mnie czeka to chyba bym go wyśmiała.
-Nad czym tak rozmyślasz Rozalciu ? - zapytał mnie Hazz.
-Nad wszystkim, o tej przeprowadzce tutaj, o tobie, o chłopakach i wszystkich innych rzeczach które się tutaj działy – uśmiechnęłam się do niego.
-To może zamiast tak się zastanawiać nad wszystkim to zrobisz mi masaż ? - wyszczerzył te swoje zęby i patrzył tymi oczkami.
-Ohhh wykorzystujesz mnie ! A ja zawsze Ci ulegam no ale noo okej. Ściągaj koszulkę i kładź się na brzuchu. Chłopak posłuchał mnie i po chwili był już gotowy. Usiadłam na nim a dokładniej na jego sexi pośladkach i zaczęłam go masować a on leżał i mruczał coś pod nosem -Mówiłeś coś kochanie ? -zapytałam nie zaprzestając.
-Niee, nie – mruknął i leżał tak sobie odpoczywając. Wodziłam dłońmi po jego rozgrzanym ciele, sunęłam ręką wzdłuż jego kręgów a następnie dotknęłam jego szyi, którą zaczęłam także masować – Coś spięty jesteś – zauważyłam.
-Może trochę, to przez ten dzień i stres że mogło ci się coś stać. Martwiłem się o ciebie. Obrócił się na plecy tak że ja sturlałam się z niego i leżałam obok. Obrócił głowę w moją stronę a ja zaczęłam głaskać go po policzku. Chwile później złapał moją dłoń i przyłożył ją do swojej klatki piersiowej. Czujesz ? Zapytał na co ja pokiwałam twierdząco głową. Ono bije tylko dla ciebie. Powiedział dalej patrząc mi prosto w oczy, które zaczęły zachodzić łzami.
-Ejj ale mi tu nie płacz – zaśmiał się tym swoim charakterystycznym głosem.

*oczami Harrego*

                  Leżeliśmy tak do czasu kiedy Rozalcia nie usnęła, lekko wstałem z łózka kierując się ku krześle na którym leżał koc przykryłem ja nim i sam ułożyłem się obok mojej księżniczki. Tak słodko wygląda kiedy śpi, jak taki mój mały aniołek.

Kocham ją i jestem tego pewny.
Idę spać, to był dzień pełen wrażeń.

                Rano obudziły mnie promienie wpadające wo pokoju, lekko się podciągnąłem i rozejrzałem na boki cały czas byłem z pokoju Rosie. Spojrzałem na telefon. Godzina ósma. Nie zaszkodzi jak sobie jeszcze poleżę i popatrzę na moją slicznotkę. Pół godziny później zaczęła się przebudzać, walczyła z prawą powieką aż ja otworzyła. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
-Poora wstawaać – powiedziałem patrząc na nią.
-Pfff to sobie wstawaj mi się jak na razie nie chce.
-Nie pffyfaj na mnie – powiedziałem do niej gilgocząc ją.
-No okej już ... przestań – spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Po chwili w pokoju rozbrzmiewał dźwięk mojego telefonu. Przyłożyłem go do ucha jednak szybko pożałowałem tej decyzji gdy usłyszałem krzyki.
-Styles gdzie ty się podziewasz łajzo jena !! - krzyczał a może wrzeszczał to będzie bardziej odpowiednie słowo Lou, który mogłem wywnioskować, ze jest bardzo wkurzony.
-Yyy no leże sobie u Rozalii a co ? - chciałem się z nim troszeczkę podroczyć.
-Booże nie wytrzymam kiedyś z tobą wychodzisz, znikasz na całą noc nawet nie informując nikogo ze cę nie będzie. Wiesz co jednak z ciebie to jest bałwan.
-Hhaha odpowiedział pan odpowiedzialny, który zawsze wszystkich o wszystkim informuje.
-Dobra ja kończę bo mnie wkurzasz Hazz.
-Papa też cię kocham – zaśmiałem się i odłożyłem telefon na bok. Rosie leżała obok i się chichrała, Lou tak krzyczał że nawet mając wyłączoną opcje głośnomówiącą wszyscy wokół wiedzieli co mówił.
-Chyba Tomlinson się że tak delikatnie ujmę zdenerwował – Rozalka zaśmiał się.
-Taa delikatniee- uśmiechnąłem się do niej – A teraz pora wstawać – zerwałem z niej koc a ona wstała przeciągając się. Wzięła świeże ciuchy i poszła do łazienki. Chwile później słyszałem dźwięk puszczającej wody. Ogarnąłem się do końca tak, ze jako tako wyglądałem i rozłożyłem się jeszcze na łóżku z telefonem w ręku. Wszedłem na tt odpisałem paru, fankom, dałem paru osobą follow i ogólnie wszystko ogarnąłem.

                 Wyszła już odświeżona w samej bieliźnie do pokoju, podeszła do szafki i zaczęła w niej szperać. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, ona jest idealna. Wyciągnęła z malinowa bluzkę i do tego niebieskie rurki.(LINK) Leżałem tak jak wpatrzony w nią.
-Co się tak gapisz Styles może jeszcze zdjęcie mi zrób, będziesz miał na dłużej – zaśmiała się dźwięcznie a ja rzuciłem w nią poduszką, ona chciała mi oddać ale cela to nie ma – zaśmiałem się a Rosie znowu zamknęła się w łazience. Chwile później wyszła, już ubrana, podeszła do szafki i wzięła swój telefon sprawdzając przy tym godzinę.
-To co ja znikam, żeby nie dostać jeszcze większego opieprzu od chłopaków i widzimy się tak po 13 jakby co wpadnę po ciebie– powiedziałem całując ją w policzek. Odprowadziła mnie do drzwi, gdzie założyłem buty, jeszcze raz się z nią pożegnałem dając jej całusa w nosek na co mała się zaśmiała. Jak ona ślicznie się śmieje *.*

                  Otworzyłem ostrożnie drzwi od domu kluczem i wszedłem do środka. No to czeka mnie opieprz. Pomyślałem i ściągnąłem buty. Wyprostowałem się a przede mną stał nikt inny jak Liam.
-Coo ty sobie wyobrażasz ? - to zdanie wypowiedział trochę wkurzony - Wiesz jak my się o ciebie martwiliśmy. Mogłeś chociaż sms-a napisać – powiedział przytulając mnie.
-No właśnie – za Liamem wyrosła trójka moich przyjaciół.
-Ufff a myślałem, ze dostane jakiś ochrzan czy coś a tu takie miłe powitanie – powiedziałem się uśmiechając, na co oni się zaśmiali. Zaprowadzili mnie do salonu, posadzili na sofie i usiedli naprzeciw. Oookej, nie wiem co jest grane, ale jakoś dziwnie się zachowują.
-I jak było – zapytał z bananem na twarzy Nialler. Nie wiedziałem o co mu chodzi.
O co im chodzi.
-No ejjj ja chciałem się zapytać pierwszy – powiedział Lou robiąc obrażoną minę. Dobra tutaj jest jakoś dziwnie, nie mam pojęcia co oni odwalają. Nagle wszyscy zaczęli się przekrzykiwać tak, że nic nie rozumiałem co do mnie mówią.
-Ejj co jest. Chłopacy !! - krzyknąłem żeby jakoś ich uciszyć.
-O co wam chodzi ?
-Pogodziliście się ? - zapytał Zayn.
-No to chyba oczywiste, że tak skoro u niej spał – powiedział Liam przybijając sobie palmface'a.
-Już wszystko okej, wyjaśniliśmy sobie wszystko zjedliśmy kolacje z jej rodzicami i tyle. - powiedziałem wstając – no a teraz idę do siebie bo o 13 przyjdzie Lou bo dzisiejszy dzień spędza z moją chrześnicą więc Sayonara – powiedziałem machając im. Wszedłem na piętro i skierowałem się do mojego pokoju a następnie do … łazienki.

                 Koło godziny 12 byłem już gotowy. Teraz to tylko czekać na mojego szkraba. Siedziałem właśnie w kuchni razem z chłopakami popijając wodę z telefonem w ręku i przeglądając zdjęcia. Dużo ich. Na jednych są chłopacy, inne to Lux, albo Zali czy nawet Julka. Połowa mojego telefonu to zdjęcia a druga połowa to muzyka.
-Co będziecie robić ? - zapytał Liam.
-No pójdziemy pewnie z dzieciakami na plac zabaw, trochę na miasto do parku, zobaczy się. Chwile przed 13 zadzwonił dzwonek do drzwi. Podbiegłem zeby otworzyć je i pomóc Lou. Otworzyłem je a moim oczom ukazały się dwie piękne panie.
-Lux chodź do Harolda – powiedziałem spoglądając na dziewczynkę która podeszła do mnie mocno mnie przytulając. Mając niecałe 2 lata jest dość silna.
-Styles a ze mną to już się nie przywitasz nie ? - w progu stała mama Lux Lou.
-No chodź tu do mnie – powiedziałem rozkładając ręce i przytulając ją. Później otrzymałem potrzebne rzeczy i pożegnałem się z Teasdale. Razem z maluchem wszedłem jeszcze do kuchni aby mogła przywitać się zresztą chłopaków.
Po 13 zabrałem ta Małą Księżniczkę i ruszyłem pod dom Rosie. Zapukałem do drzwi a po chwili zjawiła się w nich blondynka. Dałem jej buziaka w policzek i czekałem jak ta założy Kacperkowi buciki.
45607_178709248946486_1877519004_n.png-Lux słońce to jest Rosie a to Kacper – wiem ze mi nie odpowie bo jest bardzo wstydliwa ale rozumie co się do niej mówie. Mała pokiwała tylko głową i i powiedziała „Hi” . Kacperek wyciągnął małą dłoń w jej stronę, a my przyglądaliśmy im się co zrobią. Ona nie zareagowała więc chłopiec podszedł bliżej i dał jej buziaka w policzek na co mnie i Rosie złapał napad śmiechu. Chyba ten malec spędza z nami za duuużo czasu, pomyślałem i ruszyliśmy w stronę parku. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się a dzieciaki złapały ze sobą kontakt, co mnie bardzo cieszyło. Nagle zauważyłem Rosie z telefonem w ręku. Wyrwałem jej go z dłoni i spojrzałem na zrobione zdjęcie. Już miałem je usunąć kiedy usłyszałem jej głosik.
-Nooo weź noo. Jest ładne nie usuwaj – prosiła no więc oddałem jej telefon a ona ustawiła te zdjęcie na tapetę. Boże co ja się z nią mam. Doszliśmy do niewielkiego parku, gdzie znajdował się plac zabaw. Usiedliśmy na ławce a maluchy poszły do piasku.

*Oczami Rosie*

                Od samego przyjścia widziałam, że jest coś nie tak. Jest jakiś inny. Coś musiało się stać. Zaraz to z niego wyciągnę.
-Hazz co się dzieje jakoś inaczej się zachowujesz. Coś się stało ?
-Nie nic się nie stało – uśmiechnął się do mnie i spojrzał w kierunku piaskownicy.
-No ej przecież widzę – szturchnęłam go łokciem w bok – Co jest ?
-Ojj no trochę się posprzeczałem z Julką, chyba powiedziałem o parę słów za dużo, ale powiedziałem po prosu co sądzę.
-To o co wam dokładnie poszło.
-Nie przejmuj się. ... Too nic takiego – powiedział dał mi buziaka w policzek i ruszył w kierunku dzieciaków. Czyli nic z jego nie wyciągnę za to Juleczka wszystko mi wyśpiewa – pomyślałam i podeszłam do tej trójki. Zaczęliśmy robić babki z piasku i budować mini zamek. Za krzakami przemknął mi cień. Wstałam jak poparzona i rozejrzałam się wokół, jednak nikogo nie zauważyłam. Po zabawie w piaskownicy otrzepaliśmy się wszyscy i ruszyliśmy przez park w stronę miasta. Idąc zobaczyłam Łucje razem ze swoim pieskiem zbliżającą się w naszym kierunku. Aż mi się zagotowało. Harry chyba zobaczył moje zdenerwowanie dlatego też poczułam mocniejszy uścisk dłoni który miał mówić „jesteś tu ze mną nic ci się nie stanie”
-Cześć Rozalko – powiedziała do mnie po polsku. Hazz nie musi rozumieć o czym rozmawiamy.
-Żeś się mnie uczepiła jak rzep do psiego ogona Łucjo – powiedziałam mrużąc oczy – Czego chcesz ?
-Ja no wiesz chciałam cię przeprosić.
-Ha przeprosić jaja sobie robisz ? Po tym wszystkim ?
-Nie no ale ja na serio. Wiem, że przez wiele lat sprawiałam ci przykrości i wgl. Ze byłaś przeze mnie w Radley. I chyba zrozumiałam jak się wtedy czułaś czułaś, dlatego cię przepraszam.
Spojrzałam na nią a oczy wyglądały jakby mi z orbity wyleciały. Co ona wygaduje.
-Co ty do mnie rozmawiasz ?
-Wiem ze jesteś osobą która nie toleruje takich fałszywych ludzi jak ja i wiem, ze mi w tym momencie nie wierzysz, musiałabym cie nie znać chociaż nie to widać na kilometr że mnie nie trawisz no ale ja i tak cię bardzo przepraszam i to chyba na tyle co chciałam ci powiedzieć. Życzę Wam powodzenia z Harrym, bo na pewno się przyda.
-Co masz na myśli mówiąc na pewno ? - chyba nie wie co się stało między mną a Maćkiem. Powiedziałam mrużąc oczy.
-Mam na myśli to, że jesteś bardzo uparta zresztą on też. Ja już ide. Cześć. -odetchnęłam z ulgą, że jednak nic nie wie. Mam taką nadzieje.

              Wow co to było ? Harry spoglądał na mnie wyczekująco żebym mu przetłumaczyła o czym rozmawiałyśmy. Jemu tak samo jak mi samoistnie opadła szczęka ale zgodził się z jednym, a mianowicie że jestem bardzo uparta.
No ale to przecież nie prawda noo. Przyznajcie mi racje. Ja nie jestem uparta no nie jestem. Koniec kropka. Ruszyliśmy na miasto, gdzie także świetnie się bawiliśmy. Lux to urocze dziecko, polubiłam ją i mam nadzieje, ze ona mnie też. Po paru godzinach dobrej zabawy wróciliśmy do domu. Dzień uważam za udany.

                  .............................................................................................

Hej Miśki !! W końcu pojawił się rozdział i wydaje mi się że nie jest taki zły. Przepraszam że musieliście tyle czekać no ale mam coś z netem. Udało mi się dodać go dopiero teraz a miałam go napisanego już dawno. Na kolejny rozdział  nie będziecie musieli tak długo czekać a teraz życzę wam udanego weekendu. Tak wiem ze jest sobota wieczór ale ciii. No więc ten pozdrawiam i całuje :**

                                                                                            Viki

wtorek, 30 lipca 2013

Informacja

Przepraszam, że rozdział nie pojawia się tak długo. Jest już skończony ale mam małe problemy z bloggerem i wszytko mi się zacina. Postaram się dodać rozdział jak najszybciej. Trzymajcie sie Miśki kocham was i jeszcze raz przepraszam :*
                                                                                                            Viki

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 20

       Ostrożnie otworzyłam drzwi do mojego domu, jakby za nimi krył się jakiś straszny ludojad, polujący na piękne i niewinne niewiasty. Dziwnie czułam się przkraczając próg, tyle wydarzyło się poprzedniego wieczoru, że nawet przy wchodzeniu do własnego domu towarzyszyło mi uczucie niepewości. Ciągle miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, zwłaszcza po tym jak wczoraj z Lou znaleźliśmy lornetkę, która jest przeznaczona do ...obserwowania!!! W prawdzie nie dostałam żadnej nowej wiadomości ale chyba logiczne jest, że moje podejrzejnia kieruję na osobę, która wypisuje mi jakieś opowieści dziwnej treści i (o proszę, co za zaskoczenie) wie o wszystkim co dzieje się obecnie w moim życiu. Przypadek, nie sądzę. Nieprawdopodobne, a jednak!!! Możecie myślec, że jestem wariatką a to wszystko to wymysł mojej dzikiej wyobraźni ale ja wierzę w zdrowie moich zmysłów.
Cichutko wślizgnęłam się do środka i szybciutko podreptałam w stronę schodów, chciałam niepostrzeżenie czmychnąc do mojego pokoju a następnie stworzyc wrażenie, że przez całą noc byłam w domu. Delikatnie, wręcz z wdziękiem baletnicy wskoczyłam na schody. Pierwszy stopień, drugi, trzeci, czwa . . . <skrzyp>. . .rtyyy. Ojej. Zatrzymałam się w rozkroku i zmrużyłam oczy. Musiałam wyglądac komicznie.
- Julka to Ty???!!! - rozległ się głos Macieja, który siedział w salonie przed telewizorem. Ahh dlaczego te schody skrzypią przecież to nie jest jakaś stara kamienica tylko nowo wybudowany dom!!!
- Ttaaakkk... - odpowiedziałam przeciągając każdą literkę i nadal miałam na twarzy ten dziwny grymas, z miejsca również się nie ruszyłam. Brat wyszedł mi na powitanie... A ja dalej stałam nieruchomo. Głupek ze mnie :p
- Eeeee nie żeby coś, ale ja Cię widzę? - powiedział ironizując, zrobiłam krok w tył i odwróciłam się w jego stronę, jednak nie miałam odwagi na niego spojrzec tak więc wpatrywałam się w podłogę. - Możesz mi powiedziec gdzie Ty się podziewasz całą noc??!!! Nawet nie raczysz zadzwonic!!!! Zresztą jak zwykle. Ja nie wiem dziewczyno co się z Tobą dzieje??! Używasz jeszcze tej części ciała zwanej mózgiem?!! A może już w ogóle zapomniałaś o jego istnieniu? - krzyczał jak najety. Ja nie wiem jakie ten chłopak ma problemy, ale cóż dobry pojazd nie jest zły.
- Maciek. . . - powiedziałam rozżalona i podbiegłam do brata mocno się w niego wtulając. Po policzkach zaczęły mi spływac łzy, nie wierzę jaka się ze mnie płaczka zrobiła ostatnio. Ale było mi przykro, że moje stosunki z bratem tak się zmieniły.
- Ej mała co jest? - zapytał, tym razem ton jego głosu był spokojny i troskilwy. Pogłaskał mnie po plecach a ja cicho pochlipiwałam, opierając głowę o jego ramię. - Julcia, nie płacz... - powiedział wręcz błagalnie.
- O proszę, proszę! Jaka urocza, rodzinna scena. - powiedziała Kate robiąc minę na rzyganie. - Co się stało Juleczko? Liam znalazł sobie inną dziwkę? Ohhh jaka szkodaa – jak ja nie znoszę tego jej fałszywego ryja:/ Dlaczego ona musi mieszkac w moim domu? Już chciałam wyrwac się z objęc brata i rzucic na tą żmiję ale Maciek skutecznie mnie powstrzymał.
- Ej, ej... chodź. Nie warto. - uśmiechnął się do mnie lekko i zaczął prowadzic na górę.
- Coo nic nie powiesz? - Blondyneczka zapytała z wyrzutem – wiedziałam, że jesteś tchórzem Julka ale, że aż takim. - zaśmiała się głośno – Nie przejmuj się! Prędzej czy później tą laskę też zostawi. . . dla innej zajebistej laski! - krzyczała za nami a ja starałam się ją ignorowac. Niestety ciężko było. - W sumie to mu się nie dziwię. . . - dodała.
- Przymknij się w końcu!!!! - wykrzyczałam z góry tak głośno, że dziadkowie zaraz przybiegli sprawdzic co się dzieje. Mister Makowski zaprowadził mnie do mojego pokoju, usiedliśmy na łóżku. Znów patrzyłam w podłogę, Maciek głaskał mnie po ramieniu, nie wiedziałam co mam mu powiedziec. Tak wiem, najlepiej wszystko od początku ale to jest bardziej skomplikowane niż się wydaje...
- Siostrzyczko, powiesz mi w końcu co się stało? - spokojnie zadał pytanie - Jeśli ten dupek Cię skrzywdził to już nie żyje! - powiedział trochę głośniej i dosadniej.
- Kto? - zapytałam zdziwiona.
- No jak to kto... LIAM! - krzyknął.
- Nie!!! Z Liamem wszystko w porządku! - odparłam szybko. - chodzi o to, że. . . - przerwałam, potrzebowałam chwili na poukładanie myśli kłębiących się w mojej głowie jak burzowe chmury. - Maciek. Możesz mi powiedziec dlaczego jesteś na mnie zły? . . . I dlaczego jesteś tak wredny dla Liama? - nareszcie udało mi się zadac te pytania, które tak długo nie dawały mi spokoju.
- Ehhh – westchnął – Słuchaj, Jula. . .
- Słucham Cię braciszku, jak nigdy. - powiedziałam z przekąsem.
- Przepraszam Cię – wydusił z siebie w końcu. - Nie powinienem wtedy tak reagowac, ale ja po prostu. . . nie mogę pogodzic się z myślą, że moja mała siostrzyczka dorasta. - objął mnie ramieniem i ucałował w czułko.
- Nie rozumiem, przecież już miałam chłopaka. Więc co w tym dziwnego, że mam następnego?
- Tak, ale chyba pamiętasz, że Łukasz Cię skrzywdził a ja nie chcę żeby ktoś zrobił to ponownie. - Taak, mój ex. Takiego faceta nie życzę żadnej dziewczynie. Chociaż może nadałby się dla Kate albo Chole. Nie wiem jak mogłam w ogóle zakochac się w kimś takim, ale niestety wpadłam po uszy. Jak się potem okazało koleś leciał wyłącznie na kasę a przy tym zdradzał mnie z dwoma dziewczynami z mojej klasy. Tak, w tym samym czasie. Prawie zrobiłam coś, czego żałowałabym do końca życia. A mianowicie prawie wylądowałam z nim w łóżku. Całe szczęście naszą ,,romantyczną” chwilę przerwał jego kumpel Tomek, który niechcący się trochę wygadał. Właśnie wtedy dowiedziałam się o potajemnych romansach Łukasza i uświadomiłam sobie, że wcale go nie znałam. - Poza tym Julka, wiesz, że Liam nie jest zwykłym chłopakiem. On jest celebrytą, o normalnym życiu możesz sobie przy nim pomarzyc. Ale jeśli tak bardzo Ci na tym zależy to z nim pogadam i przeproszę za to, że tak troooszzzeeeczkę wyrzuciłem go z domu.
- Dziękuję – powiedziałam cicho i poczochrałam brata po włosach.
- Helloooł! Obiboki!!! - do pokoju wparowała ta nieznośna blondyna. - Może byście tak ruszyli swoje tłuste tyłki i pomogli babci w przygotowaniu obiadu co? Chyba nie zapomnieliście, że za jakieś 2 godziny wracają wasi rodzice? - spojrzeliśmy z bratem na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. Po chwili wstaliśmy i skierowaliśmy się do wyjścia.
- Co niby jest takie śmieszne? - zapytała zdezorientowana Kate.
- Kto tu ma tłusty tyłek, panno ciężarna? - zaśmiał się Maciek przechodząc koło blondyneczki. Ta tylko zrobiła naburmuszoną minę i ruszyła za nami na dół.

         Zdziwiło mnie, że dziadkowie nawet nie rozpoczeli rozmowy na temat mojego zachowania, zazwyczaj zwracali uwage na takie rzeczy. Gdy weszłam do kuchni babcia spojrzała troszeczkę krzywo ale nie skomentowała. Pomijam fakt, że wyglądałam jakby mnie ktoś przeżuł, połknął a potem zwymiotował, gdyż nie miałam czasu ogarnąc się po wczorajszym wieczorze. Tak w dużym skrócie, pomogliśmy babci przygotowac pieczeń z kurczaka i z Maciusiem pięknie nakryliśmy stół. Potem szybciutko się ogarnęłam, a chwilkę potem przyjechali rodzice. Bardzo ucieszyłam się na ich widok, w końcu tak długo ich nie było jak tu nie tęskinc, zwłaszcza, że nasi rodzice są naprawdę genialni. Wszyscy się na nich rzuciliśmy i wyściskaliśmy mocno. Po ,,oficjalnym” powitaniu zasiedliśmy do stołu, gdyż rodzice byli głodni po podróży. Przy obiedzie opowiadali nam o tym co ciekawego wydarzyło się na ich wakacjach, a potem zaczęli wypytywac nas co porabialiśmy podczas ich nieobecności. Było całkiem miło i wesoło...do czasu. Oczywiście rodzinną atmosferę musiała popsuc prześliczna blondyneczka siedząca naprzeciwko mnie.
- Dobra Maciuś, ale oprócz tego, że jedliście i spaliście, co jeszcze się u was działo? - zapytała mama, oczekując od brata bardziej wyczerpującej odpowiedźi.
- W sumie nic. - odparła Kate – Julka dawała dupy Liamowi o co kłóciła się z Maciejem, czyli norma. - dodała ze złowrogim uśmieszkiem. Po prostu mnie zamurowało. Zdziwieni rodzice spojrzeli na Kate, po czym przerzucili swój wzrok na mnie. Byli rozczarowani i zażenowani, wiedziałam o tym. Zresztą dziadkowie zareagowali podobnie, wszyscy gapili się na mnie jakbym była jakąś pieprzoną dziwką, a mi momentalnie do oczu zaczęły napływac łzy.
- Coś Ty powiedziała? - zwróciłam się do zadowolonej z siebie kuzyneczki.
- To co słyszałaś. - posłała mi sztuczny uśmiech. - Przecież wszyscy o tym wiedzą. - powiedziała obojętnie.
- Nie! Ja dłużej tego nie wytrzymam! - krzyknęłam gwałtownie wstając z miejsca.
- Jak śmiesz mówić tak o mojej siostrze! - wrzasnął wkurzony Maciek. - Ona jest porządną dziewczyną, w przeciwieństwie do Ciebie. - zwrócił się do blondyny z pogardą, po czym podszedł i mnie przytulił.
- Jak wy się w ogóle zachowujecie?! - krzyknął mój tata. - Odstawiacie jakieś cyrki przy obiedzie! Co to ma znaczyc?!
- Oj wujaszku, nie denerwuj się. - odezwała się panna ciężarna, a ja rzuciłam jej wrogie spojrzenie – może Twoja córcia to wredna zdzira ale...
- Kate! - rozległ się głos babci.
- Przepraszam, ale mam już dośc! - powiedziałam i w ekspresowym tempie pobiegłam na górę do mojego pokoju.
- Jula! - usłyszałam tylko za sobą ale to zignorowałam.


        Gdy znalazłam się już w ,,strefie bez wrednych dziwek” położyłam się na moim ukochanym łóżeczku przykrytym mięciutkim, błękitnym kocykiem. Głowę oparłam na beżowych poduszkach, które kupiłam kiedyś w Polsce, w bardzo fajnym sklepie meblowym. Wsadziłam w uszy słuchawki, włączyłam moją playlistę z laptopa i zatopiłam się w dźwiękach muzyki. Akurat na pozycji startowej znalazła się piosenka Coldplay ,,Message”, czyli piosenka przy której zawsze płaczę. Nie oszukujmy się ja płaczę przy większości piosenek. Zazwyczaj taki wpływ na moje zachowanie mają wspaniałe wokale, a Chris Martin ma niesamowity głos i nawet jednym głupim ,,aaaa” potrafi wywołac u mnie potok łez. Leżałam tak sobie... zapłakana (tak dla jasności) i wsłuchiwałam się w tekst tego pięknego utworu.


My song is love
My song is love, unknown
And I'm on fire for you, clearly
You don't have to be alone
You don't have to be on your own

,,Nie musisz być sama”, ,,Nie musisz być skazana na siebie” pomyślałam, ale gdzie znajdę osobę, która naprawdę mi pomoże. No błagam ludzie mają większe problemy niż użeranie się z jakąś rozpuszczoną blondyneczką i jej świtą. Nikogo nawet nie obchodzi czy Kate wyzywa mnie od dziwek czy szmat.
Nagle zadzwonił telefon a ogromny napis na jego wyświetlaczu głosił, że osobą nawiązującą połączenie jest. . . LIAM.
- Cześc kochanie! - w słuchawce rozległ radosny głos chłopaka.
- Cześc. . . - wychlipiałam przez łzy. Próbowałam powstrzywywac płacz ale tym razem moje starania poszły na marne.
- Julka Ty płaczesz? Co się stało?! - wypytywał zdenerwowany.
- Spokojnie nic mi nie jest. - chciałam zabrzmiec wiarygodnie, ale znając moje zdolności wyszło śmiesznie. - po prostu się wzruszyłam. - zaśmiałam się cicho.
- Hymm a teraz zastanówmy się, dlaczego Ci nie wierzę? - powiedział sarkastycznie.
- Liam noo...
- Nie marudź tylko lepiej powiedz mi co się dzieje. Przecież wiesz, że możesz mi powiedziec o wszystkim. NIE ZOSTAWIĘ CIĘ Z TYM SAMEJ! - te ostatnie słowa Liama uświadomiły mi, że może rzeczywiście nie jestem sama. Może faktycznie kogoś obchodzą moje uczucia i problemy. Jak zapewnie się domyślace wybuchnęłam jeszcze większym płaczem. Nie wiem co się ze mną dzieje ostatnio ale te wahania nastroju są niepokojące. Może jestem w ciąży? Hahah taa chyba z powietrzem, przez zapylenie albo jakieś inne pączkowanie. - Jula słyszysz mnie?! Błagam Cię nie płacz...martwię się o Ciebię. - naszą ,,rozmowę” przerwało pukanie do drzwi.
- Przepraszam muszę kończyc... - powiedziałam pospiesznie natychmiast się rozłączając. Do pokoju wszedł mój tata, w rękach trzymał dwa duże kubki wypełnione gorącą czekoladą i górą bitej smietany na wierzchu. Nasz tajny sposób na dobre relacje – rozmowy przy kubku gorącej czekolady. Nie wiem jak on to robi, ale mój tata zawsze wie kiedy się pojawic z takim oto kubeczkiem...
- Mogę wejśc? - zapytał nieśmiało przekraczając próg. Skinęłam głową. Tata usiadł koło mnie na łóżku i wręczył kubek z przepysznym płynem. - Pamiętasz? Zawsze lubiliśmy rozmawiac przy mojej wyśmienitej czekoladce. - powiedział unosząc się dumnie przy słowie ,,wyśmienita”.
- Pamiętam. - odparłam tylko i wzięłam łyka z mojego ulubionego zielonego kubeczka w kropki.
- Ej chodź tu do mnie maluszku. - zwrócił się do mnie wyciągając rękę w moją stronę, na co ja oczywiście ruszyłam swój zgrabny tyłeczek i zaraz znalazłam się w objęciach tatusia.
- Ej nie jestem już taka mała! - pogroziłam mu palcem.
- Dla mnie zawsze będziesz moją małą córeczką. - uśmiechnął się do mnie. - To jak powiesz mi co działo się podczas naszej nieobecności? - teraz mina jakby chciał odczytac moje mysli, nienawidzę tego podejrzliwego spojrzenia.
- No wieszzzz... - zaczęłam – w sumie nic ciekawego.
- Julkaa? - aaaa zaraz nie wytrzymam tego spojrzenia.
- Taaakk? - uśmiechnęłam się pięknie. Ale tatuś dalej nie przestawał patrzec tym wzrokiem. - oj no dobra... właściwie wiele się nie działo, głównie razem Rosie chodziłyśmy do chłopaków, spotykałam się z Liamem, pokłóciłam się z Mackiem o Liama no i nie mogłam dogadac się z Kate. Błagam niech ona już wyjedzie!
- No z tym akurat musisz jeszcze trochę poczekac. Wiesz, że ciotka wyjechała za granice a przecież nie zostawi Kate samej w...takimm...stanie.
- Jak długo jeszcze mam znosic jej humorki? Jeszcze przyprowadza sobie do domu tą rudą suk...dziewczynę i obie doprowadzają mnie do szału!!!
- wytrzymaj jeszcze dwa tygodnie okej. - powiedział łagodnym tonem, niechętnie skinęłam głową. - no dobra to teraz proszę o więcej szczegółów, gdyż widzielismy Twoje zdjęcia w wiadomościach.
- Oj daj spokój, Ci dziennikarze zawsze coś nazmyślają. - zaśmiałam się.
- Ahhh tak, czyli nie jesteś dziewczyną tego całego Harrego?
- Nie! - zaprzeczyłam prędko.
- Ale...? - ciągnął dalej tata.
- Ale co?
- Ale masz kogoś innego. - stwierdził i wyszczerzył się jak głupi do sera. Ja oczywiście spaliłam cegłę, no cóż zawsze robię się czerwoniutka jak tata zaczyna rozmowę o chłopakach, bo niestety z doświadczenia wiem do czego to prowadzi.
- Noooo – przeciągnęłam – w sumie tak, ale jesteśmy razem dopiero kilka dni, to nic wielkiego.
- A może powiesz mi jak ma na imię ten Twój wybranek? - zapytał. Czy ten człowiek udaje czy naprawdę jest taki niedomyślny? Przecież w naszej rozmowie co najmniej 2 razy pojawiło się jego imię a poza tym Kate mówiła o nas przy obiedzie.
- No Liam!!! - powiedziałam jakby to była najoczywistrza rzecz na świecie.
- Czekaj czekaj a czy to nie kolega tamtego drugiego z zespołu? - <palmface> a myślalam, że to ja jestem mistrzem zadawania głupich pytań typu ,,czy jest pan wampirem?” ale widzę, że rośnie mi konkurencja. No dobra, nie będę się czepiała, bo 40 latek ma prawo nie wiedziec takich rzeczy.
- Tak tatusiu! Liam, Harry, Louis, Niall i Zayn śpiewają razem w zespole o nazwie One Direction, w skrócie 1D. - posłałam mu zarozumiały uśmieszek.
- Boże! Więcej ich matka nie miała?! - na te słowa zareagowałam gromkim śmiechem. Gdybyście tylko widzieli jego zdezorientowaną minę. On naprawdę myślał, że ich jest dwóch??? - wiesz co? Może ja już nie będę się pogrążał. - uśmiechnął się zakłopotany. - Mam nadzieję, że wkrótce poznam ...Twojego chłopaka... wiesz jak te słowa ciężko przechodzą przez usta?!! - nie mogłam, tego właśnie mi brakowało, głupawki w towrzystwie taty. - taa i co ja mam teraz zrobic? Życzyc Ci szczęścia na nowej drodze życia?? Chyba trochę na to za wcześnie... ale myślę, że powinniśmy odbyc bardzo poważną rozmowę o zabezpieczeniach... - tak, mój tatuś jak zwykle bezpośredni.
- Tato daj spokój! - krzyknęłam i posłałam mu złowrogie spojrzenie, ale i tak po kilku sekundach wybuchnęłam śmiechem.
- No co przezorny zawsze ubezpieczony – zabawnie pokiwał brwiami – ale masz rację, przecież jesteś jeszcze dzieckiem. - mówiąc to popukał się w czubek głowy – moja mała córeczka jest grzeczną dziewczynką prawda? - pogładził mnie po główce. - Alee na wszelki wypadek chyba powinienem pogadac z tym całym Liamem...
- No i następny chce mu dawac instrukcje... - powiedziałam z rezygnacją – wiesz, myślę że dam sobie radę. A Ty sobie z nim pogadasz przy najbliższej możliwej okazji czyli gdzieś tak... - mina myśliciela – gdzieś tak za 5 lat na naszym weselu.
- No to chyba już zacznę szykowac monolog! - odparł i oboje się zaśmialiśmy. - dobra dośc tych żartów, wracamy na dół? - spojrzałam na tatę i przez chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią, ale w końcu przystałam na jego propozycję.

   Zeszliśmy na dół, gdzie została tylko mama i dziadkowie. Maciek siedział na patio grając na swojej gitarze a Kate gdzieś się ulotniła, całe szczęście, bo chyba nie zniosłabym już dzisiaj kolejnej dawki jej docinek. Postanowiliśmy, że spędzimy rodzinny wieczór na oglądaniu TV. Tak wiem, banalna rozrywka ale wszyscy byliśmy zmęczeni tym dniem a wspólne oglądanie jakiegoś ciekawego filmu jest dobrym pomysłem, zwłaszcza, że nie widzieliśmy się z rodzicami ponad tydzień. Oczywiście nie obyło się bez burzliwej dyskusji o tym co będziemy oglądac. Tym razem decyzja należała do mojego brata, który zaszczycił nas swoją obecnością. Wybrał ,,Eagle eye” Jeden z jego i moich ulubionych filmów. Co tu dużo mówić, Shia LaBeouf w głównej roli i wszystko jasne :p
Nie zaznałam długo spokoju, gdyż chwilę po włączeniu filmu odezwał się mój telefon. To mój chłopak znów dał o sobie znac.

,, Hej skarbie! Dlaczego tak szybko się rozłączyłaś? Wszystko w porządku? Proszę odezwij się jak najszybciej. Oglądam z chłopakami film i nie mogę się skupic, bo ciągle o Tobie myslę ;* Tęsknię i martwię się o Ciebie. Uspokaja mnie jedynie przeświadczenie, że jesteś w domu z rodzicami. Bezpieczna. ''

Ohh jaki on słodki <3 ale zauważyłam, że za każdym razem powtarza mi, że się martwi. Nie wiem czy to dobrze, bo wychodzi na to, że jestem jakąś histeryczką, która potrzebuje ciągłej opieki.

,,Przepraszam, tata chciał ze mną porozmawiac :* Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Wszystko jest okej, nie przejmuj się. Tamto to była tylko drobna sprzeczka z Kate. Też za Tobą tęsknię. ''

Wysłałam odpowiedź, a po chwili otrzymałam kolejną wiadomośc.

,,Wiesz, że nie potrafię się na Ciebie gniewac nawet jakbym chciał. Mogę Cię jutro porwac na mały spacerek po Londynie? ^^”

Zaczęłam się zastanawiac. Oczywiście, że z chęcią wyszłabym z Liamem ale tak dawno nie spędzałam czasu z rodzicami, że nie wiem czy wypada ich zostawic samych. Rozmyślałam chwilkę co odpisac Liamowi, zauważyła to moja mama, która przyglądała mi się od jakiegoś czasu.
- Nad czym się tak zastanawiasz kochanie? - zapytała.
- Aaaa to nic takiego, ale... no bo Liam pyta czy może mnie jutro porwac?
- Mam nadzieję, że nie zarząda okupu, bo chyba zbankrutuję.- wtrącił tata śmiejąc się pod nosem.
- Haha dzięki tato. Chyba lepiej jak zostanę z wami...
- oj przestań! Nami się jeszcze zdążysz nacieszyc. Teraz napisz Liamowi, że z przyjemnością się z nim spotkasz – powiedziała rodzicielka puszczając do mnie oczko.
- Serio? - rodzice zgodnie pokiwali głowami. - Dziękuję! - wykrzyczałam i zaczęłam ich mocno tulic.

,,Jeśli jeszcze nie znudziło Ci się moje towarzystwo to bardzo chętnie ;p”

wystuakałam na klawiaturze telefonu i natychmiast wysłałam do mojego chłopaka. Haha wciąż nie mogę się przyzwyczaic, że to mój chłopak.

,, Wiesz, moje pozostałe dziewczyny jutro nie mogą więc zostałaś mi tylko Ty.
Przepraszam, taki żarcik ;p”

,, Nie śmieszny. Oj panie Payne grabi pan sobie. Ciesz się, że dzieli nas bezpieczna odległośc jakiś 20 metrów między naszymi domami, bo inaczej kiepsko by z Tobą było ;) ''

,,Tak wiem, to było wredne.Jeszcze raz przepraszam moja Ty zazdrośnico ;* Ale myślałem, że wiesz, że żadna inna nie może się z Tobą równac. Jesteś cudowna <3”

,, Już się nie podlizuj i tak będzie foch. A poza tym nie jestem zazdrosna! Niby o kogo o Ciebie? Pfff która dziewczyna chciałaby być Twoją wybranką?”

,,Eee każda! Ale i tak nie mają szans, bo moje serce już do kogoś należy, i uprzedzę Twoje pytanie : do Ciebie głuptasku. Tak więc do jutra malutka :* Już nie mogę się doczekac kiedy Cię zobaczę. Dobranoc i kolorowych snów ;* ''

Po tej wiadomości zrobiło mi się milutko i cieplutko na serduszku. Jaki on jest uroczy ohhhh. Dobra nie będę się tak zachwycała, bo to chyba troszeczkę odbiega od normy, chociaż... niee to zupełnie normalne :)

,, Haha chciałbyś! Niestety musisz się zadowolic mną. I skąd wiedziałeś, że o to zpaytam??? Jestem aż tak przewidywalna <myśli> Dobranoc kotku, mimo że jest dopiero 19, ale pewnie jesteś zmęczony więc śpij słodko ;* ''

Szczerze mówiąc też byłam zmęczona. Film akurat dobiegał końca, szczegół, że widziałam piąte przez dziesiąte. Postanowiłam, że pójdę wziąśc długą kąpiel i grzecznie pomaszeruję spac.

     Nastał kolejny dzień. Dzień jak co dzień. Otworzyłam oczy próbując ogarnąc skąd dochodzą dziwne jęki...ahhh już wiem, Maciek bierze prysznic i oczywiście musi dawac koncert od samego rana. Dlaczego on mi to robi nawet w wakacje nie można spokojnie pospac.
Szybciutko wyskoczyłam z łóżeczka i poleciałam do pokoju brata.
- Maciekkk!!! - wydarłam się trzaskając drewnianymi drzwiami. - Mógłbyś się łaskawie przymknąc?? Ja tu próbuje spac! - waliłam w drzwi jego prywatnej łazienki.
- Nie mogę! - wyśpiewał.
- Aaa czy Ty chcesz żebym ja szału dostała? - nadal waliłam w drzwi, które momentalnie się otworzyły i wyłoniła się zza nich postac mojego brata w samym ręczniku przepasanym na biodrach.
- Kotku, Ty już jesteś szalona – posłał mi buziaka
- Dlaczego musisz być taki wkurzający ?! Jak ja bym chciała mieć normalnego brataaaa...
- Hahhaha a ja chciałbym mieć ładną siostrę! - wystawił mi język i od razu mu się oberwało. Ahh te nasze sprzeczki. Wkurza mnie jak mało kto ale nigdy nie zmieniłabym mojego brata na kogoś innego. Jesteśmy tacy sami choc zupełnie inni i to jest piękne.
- Teraz to pojechałeśśś – powiedziałam sarkastycznie i skierowałam się w stronę wyjścia.
- Nie no żartuję! Siostrzyczko, kochanie, masz u mnie branie! - zaczął śpiewac, chwycił mnie za rękę i porwał do tańca.
- Okej mam brata pedofila. - dodałam zaskoczona jego zachowaniem. Co mu się stało? Przecież normalnie nie zachowuje się jak debil...aż tak. - Maciuś chciałbyś mi o czymś powiedziec? - zapytałam nie odrywając od niego wzroku, nadal tańczyliśmy a on strzelał jakieś głupie miny.
- Niee ależ skąd.
- Maciek!!! jesteś jakiś...za wesoły. - powiedziałam, po czym usadziłam go na jego łóżku a sama położyłam się obok. - No więc mów!
- No bo... chodzi o to, że... bo... - za takie jąkanie się oberwał poduszką. - ej! - jęknął.
- No gadaj!
- No bo mam dzisiaj randkę! - wydusił w końcu.
- Co?! - poderwałam się nagle – Ty, randkę?? Z kim? Kim ona jest? Ładna? Nie no na pewno ładna przeciez z brzydką byś się nie umówił nawet. Blondynka? Brunetka? Ile ma lat? - nadawałam jak najęta.
- Weź się ogarnij! - dostałam od niego kuksańca w bok.
- Przyprowadzisz ją tu prawda? Przecież muszę poznac przyszłą bratową!
- Julka! To tylko zwykła randka nie będę się od razu żenił!
- Aaaaaaaaa!!!! Ale się cieszę!!! - rzuciałam mu się na szyję i chyba lekko poddusiłam. Byłam w szoku, przecież Maciek ze swoją pierwszą i ostatnią dziewczyną zerwał jakieś 3 lata temu a tak dokładnie to ona zerwała z nim. A teraz idzie na randkę!
- Przestań głupku! - przytulił mnie i ucałował w policzek. - Jednak mam spoko siostrę. Fajnie, że cieszysz się ze mną, a nawet bardziej niż ja. - zaśmiał się – i przepraszam, że ja tak naskoczyłem na Ciebie i Liama. Jestem okropny.
- Ej braciszku, ten etap mamy za sobą tak? - pogładziłam Macieja po ramieniu. - teraz lepiej martw się tym w co się ubierzesz. - poczochrałam jego włoski i od razu zabrałam się za przeglądanie jego szafy. Tym razem nie wyleciała na mnie żadna zwinięta kulka, co było ogromnym zaskoczeniem. Pogrzebałam troszeczkę i znalazłam kilka całkiem fajnych rzeczy, którymi zaczęłam rzucac w stronę Macieja. On przyglądając się moim poczynaniom uśmiechnął się szeroko, a ja puściłam do niego oczko.
- Mówiłem Ci już kiedyś, że Cię kocham mała?
- Jakoś sobie nie przypominam – odparłam z przekąsem.
- Wszyscy mogą mi zazdrościc takiej siostry – podszedł do mnie i mocno mnie przytulił – a Liamowi dziewczyny – dodał.
- Dobraa! Koniec tego dobrego! Jeszcze pomyślisz, że Cię lubię. - wytknęłam mu język i ruszyłam do wyjścia.
- Jula!
- Hymm? - odwróciłam się i posłałam mu pytające spojrzenie.
- Dziękuję.
- Ależ nie ma za co! Zawsze do usług! - zrobiłam śmieszny ukłon jak zazwyczaj w filmach służba kłania się królowi. Zamknęłam za sobą drzwi i pomaszerowałam do mojego pokoju.

     W drodze spotkałam jeszcze Kate, która zmierzyła mnie od dołu do góry, może wydało jej się dziwne, że z rana chodzę w piżamie, przecież taka księżniczka jak ona pewnie śpi w seksownej koszuleczce nocnej i szpilkach pff.
Poszłam wziąśc szybki prysznic, ogarnęłam się jako tako. Ubrałam moje ulubione szare dresy i bluzę Liama, uwielbiam ją, już nigdy mu jej nie oddam. Zeszłam na dół na śniadanko. Rozkoszowałam się smakiem tostów zrobionych przez mamusię, która do końca tygodnia ma wolne, a potem wraca do pracy w szpitalu, jest lekarką, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Momentalnie podskoczyłam i miałam nadzieję, że nikt tego nie zauważył. Całe szczęście była to tylko Rozalka, która bardzo pilnie musiała ze mną porozmawiac.
Tak więc w pośpiechu dokończyłam śniadanko i chwilę potem byłam już u Rosiaka w pokoju. Rozalcia była jakaś zdenerwowana i nie miałam pojęcia o co mogło jej chodzic. To było aż dziwne, przecież ona zawsze jest wesoła i uśmiechnięta a zwłaszcza teraz jak jest w szczęśliwym związku z Haroldem, ale tym razem coś ją widocznie dręczyło.
- Rosie? Coś się stało? - zapytałam – coś z Harrym??
- Nie, z Harrym wszystko w porządku. - odparła.
- W takim razie co jest? - zaczęłam się denerwowac.
- Julcia? - zaczęła niepewnie.
- Tak?
- Dlaczego nie powiedziałaś mi nic o tej wiadomości?
- Ale jakiej wiadomości, dostałaś coś nowego? - byłam kompletnie zdezorientowana.
- Nie ale Ty tak! W dzień koncertu chłopaków!Dlaczego mi nie powiedziałaś? - zapytała z wyrzutem. Faktycznie, teraz uświadomiłam sobie, że nawet nie wspomniałam o tym sms-ie a co dopiero o znalezionej lornetce. Po tym jak razem Lou znaleźliśmy ten przedmiot, który posłużył komuś do podglądania nas, przesiedzieliśmy jeszcze pół nocy zawzięcie o tym dyskutując. Przecież ona nie wzięła się tam z nikąd. Louis twierdził, że to pewnie któryś z chłopaków ją tam zostawił ale mi ciężko było w to uwierzyc, zwłaszcza, że widziałam tam świeże odciski stóp.
- O Boże! Przepraszam Rosie zupełnie wyleciało mi to z głowy! To był bardzo trzymający w napięciu wieczór. Ktoś mnie śledził.
- Coo? Jak to? Gdzie?
- Kiedy wyszłam pogadac z Zaynem. Ktoś szedł za mną przez jakieś dziwne korytarze. Światła zaczęły migac, nie wiedziałam co się dzieje. Już miałam wychodzic gdy okazało się, że drzwi się zacięły. - opowiadałam, spoglądając na przyjaciółkę. Była wyraźnie przestraszona. - Szarpałam je, chciałam jak najszybciej się z tamtąd wydostac i wtedy dostałam tą wiadomośc.

,, Gotowa na niezapomniane wrażenia? Zabawa się dopiero zaczęła Suko!”

- Jak myślisz co to oznaczało? - zapytała, ale bardzo dobrze znała odpowiedź.
- Ktoś chciał mnie dorwac...ale mu się nie udało.A może po prostu przestraszyc. - powiedziałam obojętnie.
- Powinnyśmy pójśc z tym na policję, to się zaczyna robic jakieś chore! Kto normalny grozi ludziom w wiadomościach i to w taki bezczelny sposób! Myśli, że wszystko wie ale niby skąd! Na twitterze raczej nie wypisujemy takich rzeczy! - mówiła podniesionym tonem.
- Rosie? To nie wszystko. - na te słowa blondynka pobladła, widziałam ten strach i zmieszanie w jej oczach. - Tego wieczoru gdy siedziałam z Louisem na patio... ktoś... ktoś nas obserwował.
- Jesteś pewna, że Ci się nie wydawało? To mogła być jakaś sowa albo inny jastrząb...
- Znaleźliśmy lornetkę... - powiedziałam prawie bezgłośnie – obok świeżych śladów stóp. - Rosie zamilkła na chwilę, pewnie musiała to sobie poukładac w głowie.
- W takim razie co z nią zrobiliście?
- Schowaliśmy w bezpiecznym miejscu, Lou obiecał, że nikomu nic nie powie. Właściwie to on twierdzi, że to był po prostu jakiś paparazzi. Ale ja jestem innego zdania.
- Ale zaraz zaraz, chyba nie zostawiłaś na niej swoich odcisków palców prawda?! - krzyknęła o wiele za głośno. Miałam wrażenie, że ktoś zaraz wszystko usłyszy.
- Ciszej. - szepnęłam- nie jestem taka głupia, naoglądałam się już tyle filmów i przeczytałam tyle książek, że nie popełniam takich podstawowych błędów. Choc nigdy nie myślałam, że taka wiedza do czegoś mi się przyda. - wzruszyłam ramionami.
- Co teraz zrobimy? Pójdziemy na policję? Powiemy rodzicom? - kolejne pytania padały z jej ust, była zagubiona tak samo jak ja. Kto by pomyślał, że moje życie zamieni się kiedyś w jakiś chory thriller. Boję się co będzie dalej...
- Nie! Na razie poczekamy. To, że komuś bardzo się nudzi nie znaczy, że mamy od razu panikowac prawda? - strałam się mówic spokojnie, żeby jej nie wystraszyc, chociaż na samo wspomnienie tamtego wieczoru przechodziły mnie ciarki. - Nie myślmy o tym na razie. Mamy wakacje, powinnyśmy korzystac z wolnego czasu i spędzac go z naszymi chłopakami, zamiast martwic się jakimś psycholem, który na nas poluje lub na mnie, bo w sumie to mnie gonił i mnie obserwował. Nie wiem jak Ty ale ja dzisiaj idę na spacer z Liamem i zamierzam się dobrze bawic. - uśmiechnęłam się szeroko na dźwięk jego imienia wydobywającego się z moich ust. Właściwie przestałam się przejmowac tymi dziwnymi sytuacjami, pewnie jakaś psychofanka chciała mnie nastraszyc, ale ja się nie dam.
- Chyba masz rację. To są nasze wakacje nie możemy ich zmarnowac!

    Jeszcze chwilkę posiedziałam u Rosie, obgadałyśmy Macieja i jego tajemniczą dziewczynę,  naszych chłopaków czyt. całą piątkę, przecież oni wszyscy to nasi chłopcy, trochę ponaśmiewałyśmy się z Kate, Chole i całej tej zgrai, właściwie nie pamiętam jak tamte dwie blondyneczki miały na imię. Ahh no i jest jeszcze Łucja, czyli była przyjaciółka Rozalii. Niezły Team. Chyba gorzej trafic nie mogłyśmy.
Po jakiejś godzinie poszłam do domu, Liam miał wpasc o 15 więc miałam jeszcze trochę czasu, żeby się przygotowac. Zrobiłam troszeczkę mocniejszy niż zwykle makijaż i ubrałam ulubioną niebieską koszulę w kratę, krótkie jeansowe spodenki i moje piękne szpileczki.  


 Włosy zostawiłam rozpuszczone tylko podkręciłam je lokówką. Nie wygladałam najgorzej, może nie jak jakaś super modelka ale tu chyba nie o to chodzi, żeby być idealną prawda?

    Chociaż mój kochany bracieszek, jejku dlaczego ja zawsze tak ładnie się o nim wyrażam? :O A więc ten głupek stwierdził, że wyglądam przepięknie i nie mógł się powstrzymac przed zrobieniem mi zdjęcia.
Trochę podroczyłam się z nim, zaczęłam uciekac po całym domu ale w końcu mnie dorwał i ustawił do zdjęcia. Oczywiście nie dałam za wygraną, o nie! Zaczęłam strzelac jakieś głupie miny czym bardzo wkurzyłam Maciusia. Kiedy zagroził, że jak nie zrobi mi normalnego zdjęcia to nie wypuści mnie z domu szybko się opanowąłam i oto co z tego wyszło               

(wyglądam jak pyza;p)



   Zadzwonił dzwonek do drzwi. Oczywiste było kto stał po ich drugiej stronie więc czym prędzej pobiegłam otworzyc.
Uradowana szybko pociągnęłam za klamkę i...nie mogłam uwierzyc własnym oczom. Zaraz za mną przybiegł Maciek, który nadal robił mi zdjęcia.
- kurde bateria mi siadła – powiedział rozżalony spoglądając na to ,,narzędzie tortur”– o rzesz!!! - dodał gdy podniósł wzrok znad aparatu. Teraz oboje staliśmy z dziwnymi minami wpatrujac się w Liama, który założył dzisiaj … koszulę w niebieską kratę!!! Natomiast pan Payne nie mógł powstrzymac śmiechu.
- Dobraaaa to jest lekko przerażające – powiedział głupek stojący koło mnie – skąd wiedzieliście? Co? Ale, że jak?
- Ahh widzisz telepatia – odparł Liam, zbliżając twarz do mojego policzka, jednak nagle cofnął się o krok, odchrząknął i spojrzał na mojego brata wyraźnie skrępowany.
- Cześc Liam! - pomachałam mu przed twarzą chcąc zwrócic jego uwagę, gdyż poczułam się zignorowana.
- Okej rozumiem. Jula... - zwrócił się do mnie – Twój chłopak się mnie wstydzi.- z wyrazem żalu poklepał mnie po ramieniu - Tak, że ja może odejdę gdzieś tam – wskazał przed siebie – a wy się tu ładnie przywitajcie, dobrze? - to zabrzmiało jakby zwracał się do pięciolatków ,,innym razem kupię wam tę zabawkę, tak?” Muszę przyznac, że troszeczkę mnie rozbawił swoim zachowaniem. Zwłaszcza, że odchodząc zaczął posyłac nam buziaki.
- A idź Ty!!! - krzyknęłam. Odwróciłam się w stronę Payne'a i nagle poczułam jego delikatne wargi na swoich. - To się nazywa całus z zaskoczenia. - uśmiechnęłam się uroczo i jeszcze raz musnęłam jego usta.
- Stęskniłem się za Tobą. - wyszeptał mi do ucha, po czym ucałował mój policzek. Ahh uwielbiam jego głos, jest taki magnetyzujący. Kiedy go słyszę momentalnie kolana się pode mną uginają. Dziwne prawda? Jeszcze niedawno za nim nie przepadałam. A teraz...
- Skończyliście już, czy mam się ulotnic na dłużej!!! - darł się Maciek idąc w naszą stronę z zasłoniętymi dłonią oczami. My z Liamem spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Tak Macieju, możesz spokojnie wkroczyc na ten teren! - odezwał się Liam próbując powstrzymac śmiech.
- Całe szczęście Payne, bo muszę z Tobą pogadac... w cztery oczy.
- Mam się bac? - zapytał Li.
- Powinieneś – powiedział mój brat po czym spojrzał na Liama srogim wzrokiem. Ja wiedziałam, że robi sobie żarty ale mój biedny chłopak nie :p
- W takim razie wy sobie porozmawiajcie a ja idę na górę po torebkę, zaraz wracam. - puściłam Liamowi oczko i pognałam na górę.

*perspektywa Liama*

Julka pobiegła na górę zostawiając mnie sam na sam z jej bratem. Nie powiem, że się nie denerwowałem, bo musiał bym skłamac. Byłem zestresowany ale nie bałem się, wiedziałem, że Maciek pragnie jej dobra tak samo jak ja, więc pewnie zrobi mi jakiś wykład na temat jak mam obchodzic się z jego siostrą i nie będzie ingerował w nasz związek. Przynajmniej taką miałem nadzieję.
Weszliśmy do salonu, zająłem mniejsce na kanapie a Maciek w fotelu naprzeciwko mnie. Szczerze? Poczułem się jak na dywaniku u dyrektora.
- Więc o czym chciałeś porozmawiac? - zacząłem, przecież ktoś musi zrobic ten pierwszy krok.
- Słuchaj Liam... chciałbym Cię przeprosic... - gdy usłyszałem te słowa zamurowało mnie.Nie spodziewałem się przeprosin z jego strony - troszeczkę mnie poniosło gdy zobaczyłem was śpiących razem na tej oto przepieknej kanapie. Przesadziłem i przyznaję się do tego bez bicia, ale musisz mnie zrozumiec, to jest moja jedyna, malutka siostrzyczka...
- już nie taka malutka – przerwałem mu.
- Taak w sumie racja. Po prostu już raz ktoś ją skrzywdził i nie chciałbym żeby to się powtórzyło. Dlatego próbowałem ją chronic? Brzmi banalnie co? Jak można chronic kogoś przed miłością, która da mu prawdziwe szczęście. To tak jak podciąc ptaku skrzydła w obawie, że kiedyś wzleci za wysoko. Chore...ale taka jest rzeczywistośc, ja się po prostu cholernie o nią boję, ale ufam Ci Liam... - zamilkł i spojrzał na mnie łagodnym wzrokiem – wiem, że jesteś właściwym chłopakiem dla niej i nie pozwolisz jej skrzywdzic...
- Stary... nie wiem co powiedziec. Zaskoczyłeś mnie – odparłem – Nie masz czym się martwic – posłałem mu ciepły uśmiech, w końcu poczułem, że nie jest moim wrogiem – obiecuję, że nigdy nie dopuszczę do tego, żeby ktoś ją zranił. Zależy mi na niej jak na nikim innym. Musisz mi wierzyc, przecież nie odbieram Ci siostry, zawsze będziesz jej bratem i ona zawsze będzie Cię kochac.
- Mam nadzieję, że masz rację. Chyba trochę przejmujesz moją rolę, ale nie mam z tym problemu... już nie mam. Ona Cię kocha i ja to widzę... - nie dokończył, bo do pokoju wparowała zapłakana Julka.

*Julia*

Tak przyznaję się bez bicia, podsłuchiwałam...znowu. Ale to było przypadkowo, bo akurat schodziłam na dół gdy usłyszałam słowa brata. No i jak to ja, tak się wzruszyłam, że chyba cały makijaż mi się rozpłynął.
Wbiegłam do pokoju i rzuciłam się na Macka.
- Julcia Ty płaczesz? - zapytał, widzac moją reakcję. Nie mogłam nawet odpowiedziec, po prostu wtuliłam się w jego tors i spokojnie sobie chlipiałam, a mój kochany braciszek (znowu go tak nazywam O.o) otulił mnie swoim ramieniem. - ej pobrudzisz mi całą koszulkę! - westchnął.
- Skarbie co się stało? - zapytał Liam, który klęknął przede mną i delikatnie otarł łzy wierzchem swojej dłonie. Nie powiem poczułam się dziwnie w otoczeniu dwóch facetów pocieszających mnie ale nie narzekałam.
- Ja po prostu się wzruszyłam. - powiedziałam przez łzy.
- A czy Twój starszy i mądrzejszy brat nie nauczył Cię, że nie wolno podsłuchiwac?! - zapytał Maciuś a jego głos przybrał ,,ostry” ton.
- Osz Ty nie dobra dziewczynko! Chyba zasłużyłaś na karę. - powiedział Liam i posłał wymowne spojrzenie Maciejowi a po chwili oboje zaczęli mnie łaskotac.
- Aaaaaaa przestańcie głupki!!! - darłam się w niebo głosy, całe szczęście, że rodzice pojechali na zakupy, bo jeszcze by coś sobie pomyśleli.
- I pamiętaj malutka, że zawsze trzeba słuchac starszego braciszka. - dodała ta spokrewniona ze mną małpa.
- Mhmm dobrze, dobrze ale puście mnie błagam!!! - znów te spojrzenia ale w końcu przestali. - dziękuję – powiedziałam z przekąsem poprawiając koszulę. Chłopcy zaśmiali się a ja im wymierzyłam surowe spojrzenie.
- Właściwie Liam to ja nie wiem co Ty w niej widzisz?- odezwał się czub numer jeden. Ahh te jego ironiczne pytanka. Liam spojrzał mi w oczy, mogłabym utonąc w jego spojrzeniu.
- Ja dostrzegam w niej to czego nie widzą inni. - mówił spokojnym głosem gładząc moją dłoń – Jest wyjątkowa w każdym calu. Jeszcze nigdy nie poznałem kogoś tak wspaniałego – po chwili spojrzał na mojego brata. A ja natychmiast rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam ściskac.
- Ooo jak słodko! Dobra gołąbeczki lepiej już leccie, bo zaraz rzygnę tęczą. - zaśmialiśmy się. - a swoją drogą Liam muszę przyznac, że niezły ten tekst, mogę go sobie pożyczyc, wiesz mam dzisiaj randkę i...- dostał ode mnie kuksańca w bok – ej! No dobra rozumiem prawa autorskie – podniósł ręce w geście ukazującym jego niewinnośc. Tak niewiniątko się znalazło. - cóż próbowac zawsze warto.

Liam dał mi jeszcze 5 minutek abym mogła się ogarnąc, myślałam, że po tym niespodziewanym napadzie płaczu będzie gorzej ale nie wyglądałam aż tak tragicznie, więc szybko się uwinęłam i mogliśmy wyruszac.
Na początku szliśmy naszą piękną ulicą, na której roiło się od radosnych dzieciaków, cieszących się kolejnym dniem wakacjii. I pomyślec, że jeszcze nie dawno sama byłam takim dzieckiem. Nie miałam żadnych problemów, biegałam beztrosko z przyjaciółmi, nie myślałam o tym co będzie, najważniejsze było to co jest teraz. Szkoda, że z czasem dorastamy i tracimy tę dziecięcą radośc, nie potrafimy już cieszyc się z błachostek i wciąż napotykamy nowe problemy, martwimy się przyszłością zamiast życ chwilą...
- Nad czym tak rozmyślasz? - moje wywody przerwał chłopak, który zauważył, że jestem troszeczkę nieobecna.
- Aaa tak po prostu... nad życiem. - odparłam przyciszonym głosem, nagle ogarnęła mnie jakaś melancholia.
- Mmm i co wymyśliłaś? - zapytał widocznie zainteresowany moimi przemyśleniami.
- Uświadomiłam sobie, że jeszcze niedawno byłam dzieciakiem, który beztrosko biegał z innymi dziecmi i nie przejmował się niczym. Wtedy nic się nie liczyło tylko przyjaciele i podwórko. Piękne czasy nie prawdaż? - odwróciłam wzrok w kierunku Liama – czasem chciałabym wrócic do tych czasów, kiedy wszystkie marzenia wydawały się takie realne i wszystko było takie proste... - urwałam. Liam patrzył na mnie ze spokojem, zaciekwieniem. Jego piękne brązowe tęczówki błyszczały w słonecznym świetle.
- Ahh niestety każdy z nas musi w końcu dorosnąc i zmierzyc się z tym brutalnym życiem. Ale nadal wszystko może być proste i realne jeśli zachowasz w sobie tą dziecięcą cząsteczkę. Nic nie jest nie możliwe gdy naprawdę tego pragniesz i robisz wszystko by tego dokonac. - uśmiechnął się lekko – no i masz tutaj na to żywy dowód – wskazał na siebie, a ja tylko lekko się zaśmiałam. Chłopak przyglądał mi się badawczo jakby chciał mnie rozpracowac. - o czym marzysz Julka? - zapytał w końcu.
- Nie wiem czy powinnam mówic, bo jeszcze zapeszę – wytknęłam mu język.
- Dzielenie się marzeniami jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło, a wręcz przeciwnie. - usmiechnął się szeroko.
- No skoro tak mówisz, ale jak coś, to będzie Twoja wina. - pogroziłam mu palcem, a on pokiwał głową na znak, że wszystko bierze na siebie. - No więc, chyba jak większośc ludzi marzę o tym, żeby w przyszłości robic to co kocham... czyli śpiewac. Wiem, że to brzmi banalnie ale to chyba jednya rzecz, która jest mi potrzeba do szczęścia. Po prostu muzyka jest całym moim życiem i nie chciałabym tego stracic... - poczułam, że się rumienię, nie lubię opowaidac o sobie a zwłaszcza o swoich pragnieniach. Zawszę się wtedy peszę. - No dobrze, nie rozmawiajmy już o moich marzeniach. Powiedz mi lepiej dokąd Ty mnie prowadzisz przystojniaczku? - posłałam mu mój najpiękniejszy uśmiech i śmiesznie poruszyłam brwiami.
- Ooo jaki piękny rumieniec wdarł się na Twe lico. - zaśmiał się, po czym delikatnie splótł nasze dłonie i podarował mi uroczego buziaka w czerwoniutki policzek.
- Ej mój Ty słodziaczku... - zaczęłam smyrac go po ręce^^ - nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
- A Ty mi się tu mała nie podlizuj i tak Ci nie powiem. - wytknął mi język. Ahh jaki on uparty.
- Ale Liaś, kochanie? No jak to mi nie powiesz? - zapytałam skruszona.
- Ohh kotku nie można miec wszystkiego od razu, na niektóre rzeczy trzeba cierpliwie poczekac. - aaa nie nawidzę jak ktoś każe mi czekac. Czy on nie wie, że jestem barzdo niecierpliwa dziewczynką?
- Oj skarbie.... - nie dane było mi dokończyc, gdyż nagle dosłownie przed moim nosem wyrosła postac pięknej, rudowłosej dziewczyny, która rzuciła się na mojego chłopaka i zaczęła go ściskac. Liam puścił moją dłoń i objął dziewczynę w talii.
- Witaj Liamku... - ponętnym głosem szepnęła mu do ucha rzucając mi przy tym złowrogie spojrzenie.
- Cześc Chole... - powiedział Payne. Chole!!!!! Co ta wiewióra tu robi? I dlaczego klei się do mojego Liama???? Z tego co pamiętam to nie układało im się za dobrze ostatnio... WTF?! Byłam totalnie zdezorientowana tą sytuacją, więc jak głupia stałam i wpatrywałam się w tą ,,uroczą” scenę.
- Spójrz co tu mam. - odezwała się Williams, wskazując na czapkę baseballówkę znajdująca się na jej głowie i słodko zatrzepotała rzęskami. Ahh ona mnie doprowadza do szału... ale cśśiii, spokojnie, ja nie jestem zazdrosna ależ skąd.- chyba przez przypadek zwinęłam ją wczoraj z Twojego pokoju – że cooo??!!! Szkoda, że nie widzieliście mojej miny, wyglądałam jakby moje gały miały zaraz opuścic czaszkę i roztrzaskac się o łepetynę Chole. - i muszę Cię ostrzec, że już jej nie odzyskasz. - dodała i na koniec pokazała swoje lśniące, białe ząbki w sposób bardzo teatralny. Nic dziwnego, że gra wszystkie głowne role w szkolnych przedstawieniach, jest urodzoną aktorką. (Wiem to od Horana, nie myślcie sobie, że sprawdzałam ją na fejsie czy twitterze ;p)
- oo rzeczywiście, ale nic nie szkodzi i tak jej już nie noszę. Mam nadzieję, że będzie Ci dobrze służyc – odpowiedział z uśmiechem Li.
- Oczywiście i zawsze będzie mi o Tobie przypominała – odparła uradowana jego odpowiedzią dziewczyna.
- Yyy Liam... czy nie powinniśmy – odezwałam się delikatnie ciągnąc go za rękaw koszuli.
- Ooo cześc Julka nie zauważyłam Cię – nagle ruda zwróciła na mnie swoją uwagę, no proszę.A co więcej obdarowała mnie uściskiem, który akurat mogła sobie darowac - co u Ciebie słychac? - dodała piskliwym głosikiem. No dobrze skoro ona udaje taką milutką to dlaczego ja nie miałabym pograc w jej gierkę?
- Wspaniale a u Ciebie? Jesteś ślicznie opalona, wypoczywałaś na karaibach czy odwiedziłaś starego dobrego przyjaciela...solarium? - przykleiłam do twarzy piękny uśmiech i czekałam na reakcję mojej psiapióły.
- Ohh jakiś czas temu byłam na Hawajach, ale teraz korzystam tylko i wyłącznie z Londyńskiej pogody – taaa zgodzę się z nią jeśli ,,Londyńska pogoda” to nazwa jakiegoś solarium albo spa z pełnym wyposażeniem. - ale nie mówmy o mnie. Muszę przyznac, że ślicznie razem wyglądacie, fajnie to zaplanowaliście. - wskazała palcem na nasze koszule.
- I tu Cię zaskoczę – wtrącił się Liam – to czysty przypadek – spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Po prostu mamy taki sam gust, właściwie nie tylko pod tym względem jesteśmy podobni prawda? - otuliłam mojego chłopaka ramionami i posłałam mu pytające spojrzenie. Natomiast Chole ledwo się trzymała, co mnie bardzo rozbawiło. W końcu ją trochę przytkało.
- Pewnie. A w dodatku świetnie się rozumiemy w każdej kwestii – dodał Payne. A nasza Marcheweczka, lub nie przepraszam to określenie mogłoby być obraźliwe dla Lou a więc ta żmija aż pobladła, na moment ją zatkało jednak udało jej się odgryźc.
- To cudownie, że jesteście szczęśliwi. Tylko uważajcie, bo to przeciwieństwa się przyciągają, a bycie z kimś bardzo podobnym grozi monotonią i nudą. - powiedziała niemalże śpiewnie i wykrzywiła usta w złośliwym usmiechu. - Okej to ja będę leciała, śpieszę się do Kate. Paaa gołąbeczki.
- Nara. - odparłam krótko. Myślałam, że jestem bardzziej odporna na wredne ryje ale jej widok całkowicie popsuł mi humor. Nie chciałam pytac Liama o to co mówiła i o tę nieszczęsną czapkę bo wiedziałam, że zaraz będzie miał pretensje, że jestem zazdrosna i mu nie ufam. Ale to wcale nie tak, ja po prostu nie ufam jej. Przecież ten rudzielec jest zdolny do wszstkiego, żeby tylko osiągnąc cel jakim jak mniemam jest odbicie mi chłopaka...
Przez chwilę szliśmy w milczeniu... Szczerze? Nie wiedziałam co mam powiedziec, byłam wkurzona, że ukrył przede mną swoje wczorajsze spotkanie z Chole. Przecież jeśli powiedziałby mi o tym, nie miałabym nic przeciwko. W końcu to była jego bliska przyjaciółka i nic mi do tego. Ale widocznie bardzo zależało mu na tym żebym nie wiedziała o tym zdarzeniu.
- Julka? Coś się stało? - Payne przerwał panującą wokół nas ciszę. Poczułam jak sięga po moją dłoń ale natychmiast ją zabrałam i skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Trochę rozbolała mnie głowa, może będzie lepiej jak odpuścimy sobie dalszą wycieczkę... mam dośc wrażeń. - powiedziałam troszeeeeczkę złośliwym tonem. Nie chciałam być wredna ale...byłam zła i nie zamierzałam udawac, że wszystko jest w porządku.
- Ej, Jula! - stanął przede mną chwytając mnie jedną dłonią w talii a drugą za łokiec. Poczułam jego ciepło i cudowny zapach, a przyjemny dreszcz przebiegł po moim ciele ale pozostawałam nieugięta. Odwróciłam glowę w bok, żeby nie patrzec w jego oczy. - nie złośc się na mnie. - powiedzial błagalnym tonem.
- Liam! Jak mam nie być zła? Myślisz, że fajnie jest życ ze świadomością, że mi nie ufasz i nie mówisz o ważnych sprawach? - doczekał się mojego spojrzenia ale nie było ono zbyt przyjemne.
- Przepraszam, wiem, że powinienem Ci powiedziec ale nie chciałem żebyś się denerwowała.
- Ahh tak? Więc uważasz, że teraz jestem spokojna?
- Wiesz, że nie chciałem żeby tak wyszło. Chodź tu... - przycisnął mnie do siebie i zaczął gładzic po włosach. No cóż tym razem nie mogłam się oprzec, zapach jego perfum całkowicie mnie odurzył i nie potrafiłam się od niego oderwac. - wszystko Ci wytłumaczę, tylko się nie denerwuj okej? - chwycił moją twarz w swe dłonie i odchylił tak aby spojrzec mi w oczy. Przytaknęłam.

Dalszą część wycieczki spędziliśmy w podmiejskim autobusie gdzie Liam opowiedział mi jak zaznaczył ,,wszystko co powinnam wiedziec” na temat jego spotkania z Rudą. Tak w skrócie to Williams wybierała się do Kate ale blondyneczka napisała jej wiadomośc, żeby lepiej nie przychodziła, bo różne cyrki się u nas dzieją (tak ciekawe kogo to była zasługa) a że była już niedaleko naszego domu postanowiła, że odwiedzi chłopców. Liam przyznał, że nie był zachwycony jej wizytą ale potem stwierdził, że chyba oboje tego potrzebowali, bo w końcu wszystko sobie wyjaśnili. Tak, to tyle. Nic więcej mi nie powiedział a ja chyba nie chciałam wiedziec więcej. Bo po co mam się martwic tym co między nimi zaszło lub nie zaszło...
Dojechaliśmy.....gdzieś... gdzieś do centrum, przynajmniej tak mi się wydaje. Przecież ten podstępny gad nie powiedział mi gdzie idziemy i wiecie co chyba zaczęłam się bac.
Liamku? - zwróciłam się do chłopaka robiąc maślane oczka.
- Tak??? - spojrzał na mnie podjerzanym wzrokiem – niee, nic Ci nie powiem! - dodał.
- Ale skąd wiedziałeś o co chcę zapytac? Nie odzywam się do Ciebie! – wytknęłam mu język.
- Dobrze nie odzywaj się, przynajmniej będę miał chwilę spokoju – wyszczerzył się – już jesteśmy prawie na mniejscu! - dodał radośnie.
- Nienawidzę Cię Payne! - dostał ode mnie kuksańca w bok.
- Naprawdę? a ja myślę, że wręcz przeciwnie – posłał mi zarozumiały uśmiech i zaczął przybliżac swoje usta do mojego policzka ale skutecznie go odepchnęłam wybuchając przy tym śmiechem.
- A więc się mylisz kochanie!
- Albo Ty to skutecznie ukrywasz – zabawnie poruszył brwiami, przyciągnął mnie do siebie i złożył słodki pocałunek na moich różowych usteczkach. Uwielbiam jak jest tak blisko, jak trzyma mnie w swoich silnych ramionach. W takich chwilach po prostu się rozpływam i muszę mocno się go trzymac żeby nagle nie osunąc się na ziemię. - Jesteśmy na miejscu! - krzyknął radośnie aż podskoczyłam. Jak on śmie mne tak straszyc, no nieładnie.
Rozejrzałam się dookoła, tłumy ludzi poruszały się po zatłoczonych chodnikach. Słońce zniknęło gdzieś za chmurami, za czarnymi chmurami, które nie wróżyły nic dobrego. Zrobiło się jakoś tak ponuro i ciemno ale nie zwróciłam na to większej uwagi, bo miałam ze sobą kogoś kto jest moim małym światełkiem i rozjaśnia nawet najciemniesze miejscie. Tak naprawdę staliśmy gdzieś pośrodku tego wszystkiego i to było piękne ale przerażało mnie to co znajduje się przed nami...
- eee Liam? Dlaczego stoimy przy London eye? - zapytałam zdziwiona, przestrszona i zdezorientowana jednocześnie.
- Ponieważ idziemy na przejażdżkę! - wyśpiewał.
- Chyba sobie żartujesz??!! Przecież ja nigdy na to nie wejdę! Mam lęk wysokości!!!- krzyknęłam o wiele za głośno, bo otaczający nas ludzie zwrócili na nas swoją uwagę.
Mój chłopak wydawał się być zakłopotany.- Czyli nie podoba Ci się niespodzianka? - zasmucił się, a mi zrobiło się przykro. No bo widac było, że cieszy się na tą przejażdżkę i naprawdę chciał mnie zaskoczyc. Właściwie to mu się udało tylko, że... no właśnie mój lęk wysokości zawsze psuje najpiękniejsze chwile.
- Nie, nie! Skarbie... - zarzuciłam mu ręce na szyję – to naprawdę wspaniała niespodzianka, dziękuję, że zaplanowałeś dla nas tak piękne popołudnie, ale...
- Rozumiem. Wracajmy już... - wtrącił Payne posępnym tonem i z opuszczoną głową zaczął iśc w przeciwnym kierunku. Widziałam jak bardzo mu na tym zależy i nie chciałam sprawic mu przykrości.
- Liam czekaj! - krzyknęłam za nim a chłopak momentalnie się odwrócił i wyciągnął w moim kierunku rękę co miało oznaczac, że mam do niego dołączyc. - Pójdę tam z Tobą! - krzyknęłam głośniej niż za pierwszym razem, zupełnie nie świadoma wypowiadanych przez siebie słów.
- Co powiedziałaś? - zapytał zdziwiony, a w jego oku pojawił się błysk.
- Pójdę z Tobą na London eye. - powtórzyłam tym razem spokojniej.
- Nie Julka, nie będę Cię zmuszał...chodź idziemy.
- Ale ja chcę! - podbiegłam, chwyciłam jego dłoń i spojrzałam głęboko w oczy. - z Tobą.

      Jakiś czas potem siedzieliśmy już w ruszającym wagoniku. Na początku było spokojnie i nisko, jednak z czasem wznosiliśmy się coraz wyżej a ja coraz bardziej żałowałam swojej decyzji, co mnie pokusiło, żeby wsiąsc do tego cholernego wagonika. Przecież Liam jakoś by się z tym pogodził ale oczywiście zawsze chcę uszczęśliwic wszystkich dookoła a o sobie myślę na końcu i zazwyczaj po fakcie.
Ale do rzeczy. Po jakiś 5 minutach byliśmy już na sporej wysokości, a ja mocno chwyciłam się kolana, siedzącego obok mnie Liama. Tak! Śmiejcie się! Ale ja naprawdę boję się wysokości, dostaję mdłości jak mam wyjśc na balkon na 4 piętrze w bloku a co dopiero zwisając w jakimś szklanym wagoniku jakieś 1000 m nad ziemią!!! Chyba przesadziłam, ale mój lęk wysokości powoduje też lekkie problemy z orientacją w terenie. Tak więc wiem tyle, że jestem gdzieś w powietrzu i gdzieś pośrodku niczego. Middle of nowhere with Liam. Romantycznie nie ma co.
Spojrzałam w dół! Raczej nie powinnam tego robic ale byłam przerażona i nie kontrolowałam swoich zachowań, tak jak tego, że coraz mocniej ściskałam kolano mojego chłopaka...
- Wszystko w porządku? - usłyszałam jego ciepły głos, powolutku podniosłam wzrok i odwróciłam się w jego stronę. Położył swoją dłoń na mojej, tzn na tej którą trzymałam na jego kolanie (żeby było jasne).
- T-t-tak – wyjąkałam – przepiękne widoki – próbowałam się uśmiechnąc ale w zamian na mojej twarzy pojawił się dziwny grymas.
- wiesz, że nie musiałaś tego dla mnie robic?
- ale chciałam – teraz posłałam mu delikatny usmiech – co nie znaczy, że dalej chcę... - dodałam z przerażeniem i nerwowo skierowałam swój wzrok w dół. No i dalej to robię.
- Nie patrz w dół! - powiedział Liam, ostrożnie chwytając mój podbródek i odwracając moją twarz w swoją stronę.
- Ja... ja nie patrzę, ja tylko...zerkam – odparłam na co on się roześmiał – no ej! To nie jest zabawne! Ja się naprawdę boję!
- Nawet ze mną? - posłał mi cwaniackie spojrzenie.
- Tym bardziej z Tobą! - wytknęłam mu język.- Ale spójrz na to z innej strony... - przytknął swój policzek do mojego i zaczął szeptac mi do uszka. - jesteśmy tu zupełnie sami... - delikatnie musnął ustami mój policzek – jest cicho, spokojnie, nikt nie może nas dosięgnąc...Jesteśmy tylko my... - jego szept wywołał przyjemne mrowienie w moim brzuchu. Przesunęłam dłonią po jego podbródku i spokojnym ruchem zwróciłam jego twarz ku swojej, po czym utonęłam w głębi jego oczu. Nagle przestałam się bac, wszystko co zakłucało mój spokój odeszło, tak po prostu. Wpatrywałam się w jego brązowe tęczówki, które wyrażały więcej niż tysiąc słów. Te oczy, te piękne oczy są jak bezpieczna przystań...kiedy spotykasz je na swojej drodze nie odczuwasz żadnego lęku, złe wspomnienia uciekają, nikt nie jest w stanie Cię dotknąc. Nie ma znaczenia jak wysoko się wzniosłeś czy jak nisko upadłeś. Zawsze znajdziesz swoje miejsce, bo jesteś tu, teraz, z nim a cały świat przestaje mieć znaczenie. Masz przy sobie osobę, na której Ci zależy i której zależy na Tobie, widzisz to w każdym spojrzeniu. Szkoda, że tak późno to zauważyłam, ale lepiej późno niż wcale. Lecz czym sobie zasłużyłam? Dlaczego akurat mnie wybrał? - często zadaję sobie to pytanie.

    Poczułam jego usta na swoich. Z początku niewinny pocałunek przerodził się w bardziej gorący i żarliwy. Czułam jego dotyk na swoim ciele, jego zapach, smak. Wplotłam dłonie w jego włosy i poddałam się temu narastającemu między nami uczuciu namiętności, nad którym nie mogłam zapanowac. Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie...

      _____________________________________________________________
                                          ______________________
Hej koteczki! W końcu jest kolejny rozdział :D Szybko, wiem. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale ostatnio miałam dużo na głowie i wyszlo jak wyszło. Rozdział może nie jest zbyt zaskakujący, lecz mam nadzieję, że docenicie moje starania. Następnym razem postaram się bardziej ;) Powiem wam jeszcze, że jestem wkurzona, bo muszę go wstawiac drugi raz, gdyż za pierwszym genialna ja zapomniałam napisac tytułu posta i nic mi się nie zapisało:/

Zauważyłam, że 19 osób zagłosowało w naszej sądzie, ogromnie nas to cieszy, bo wiemy, że nie piszemy tego wyłącznie dla siebie, ale ktoś to jednak czyta. Nie ukrywam, że chciałybyśmy zobaczyc więcej głosów i komentarzy pod rozdziałami, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma ;) Dziękujemy za każdą opinię, za każdy głos i za każde wejście na naszego bloga, to naprawdę wiele dla nas znaczy. :D
Przesyłam wam gorące buziakiiiii :***** Do zobaczenia wkrótce ;)

                                                                                                Paula ;*